Kryzys na europejskim rynku ziemniaków przybiera na sile, co coraz bardziej odczuwają konsumenci i producenci w krajach takich jak Francja, Niemcy, a wkrótce i Polska. Powodem tego są mniejsze zbiory, będące wynikiem dwóch głównych czynników. Po zeszłorocznej nadprodukcji wielu rolników ograniczyło powierzchnię upraw, a susza i wysokie temperatury tego roku dodatkowo wpłynęły na obniżenie plonów.
Gustaw Jędrejek z Krajowej Rady Izb Rolniczych zwraca uwagę, że oczekiwania co do tegorocznych zbiorów są nienajlepsze, mimo że dane z GUS tego jeszcze nie oddają. „Ziemniaki są obecnie na wagę złota. Wiemy, że były duże straty” – podkreśla w rozmowie z Radiem ZET.
Szczególne wyzwanie stanowią odmiany przemysłowe, które muszą spełniać wysokie standardy jakościowe. Są to ziemniaki wykorzystywane do produkcji frytek i chipsów, a ich ceny drastycznie wzrosły. „Jeśli nie ma dostępnych odpowiednich odmian, mogą kosztować nawet 300 euro za tonę” – ostrzega Jędrejek.
Kamil Gągoł, rolnik z Lubelszczyzny, wskazuje na prognozowane 20–30% mniejsze zbiory niż w ubiegłym roku. Jego zdaniem, najtrudniejsza sytuacja może nastąpić na początku przyszłego roku, gdy zapasy zaczną się wyczerpywać. „Może dojść do sytuacji, gdzie kopytka czy placki ziemniaczane staną się wręcz towarem luksusowym” – komentuje z niepokojem.
W odpowiedzi na potencjalne braki, konieczny może być import ziemniaków z krajów pozaeuropejskich, takich jak Ameryka Południowa czy Afryka Południowa. Jędrejek zauważa jednak, że pojawiają się różnice w standardach produkcji i używanych środkach ochrony roślin, co może komplikować sytuację.
Europa staje przed wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale i ekonomicznym, gdyż wzrastające koszty i potencjalna potrzeba importu mogą wpłynąć na ceny produktów ziemniaczanych i decyzje konsumentów.








Dodaj komentarz