W piątek podróżni korzystający z polskich kolei musieli zmagać się z poważnymi utrudnieniami z powodu protestu maszynistów. Jeszcze w nocy sytuacja była dynamiczna — o godz. 2.15 mniej niż połowa pociągów była punktualna, ale już o godz. 5 wskaźnik ten wzrósł do 85 proc. Mimo to, o godz. 7 odsetek opóźnionych pociągów wynosił około 30 proc.
Według danych PKP Intercity, do godz. 8 uruchomiono 171 pociągów, z czego aż 86 odnotowało opóźnienia. Średnie opóźnienie wynosiło 25 minut. Z kolei o godz. 10 zanotowano, że prawie 90 proc. pociągów ma opóźnienia sięgające średnio 30 minut.
Protest przyczynił się do odwołania pięciu pociągów różnych przewoźników, a łączna suma opóźnień na sieci kolejowej sięgnęła 13 tys. minut. Takie działania związane są z tragedią w Sokolnikach Suchych, gdzie doszło do śmiertelnego wypadku po zderzeniu pociągu z ciężarówką.
Reakcja rządu na tę sytuację była natychmiastowa. Premier Donald Tusk zapowiedział zaostrzenie przepisów dotyczących przejazdów kolejowych. Minister infrastruktury Dariusz Klimczak zapowiedział wprowadzenie przepisów pozwalających na zatrzymanie prawa jazdy kierowcom naruszającym zasady bezpieczeństwa na przejazdach kolejowych.
Protest maszynistów, choć zapoczątkowany z powodu obaw o bezpieczeństwo i regulacje pracy, miał na celu również zwrócenie uwagi na konieczność reform w przepisach związanych z ruchem kolejowym. Liderzy związkowi oczekują od rządu konkretnych kroków w kierunku poprawy bezpieczeństwa.
Niepewna sytuacja na kolei dotknęła tysiące pasażerów, którzy w ten piątek tłumnie korzystali z usług PKP. Przewoźnicy, jak PKP Intercity, starali się zminimalizować negatywne skutki protestu poprzez uznawanie biletów między różnymi liniami, wyłączając jednak Express InterCity Premium.
Sytuacja ma szansę ustabilizować się wieczorem, ale dzisiejszy dzień z pewnością zapadnie w pamięć setkom tysięcy pasażerów jako czas pełen chaosu i opóźnień na polskich torach.








Dodaj komentarz