Robert Lewandowski zadebiutował w Major League Soccer, biorąc udział w meczu Konferencji Wschodniej, co pozwoliło mu od razu doświadczyć poziomu amerykańskiej ligi. Trener Gregg Berhalter nie miał wielkiego wyboru i wystawił Polaka od pierwszej minuty, choć sam zapowiadał, że widzi w nim kluczowego zawodnika. Lewandowski zastąpił odchodzącego Hugo Cuypersa, dotychczasowego lidera zespołu, który nie znalazł się już w kadrze na spotkanie.
W wywiadzie dla Apple TV Lewandowski przyznał, że pomimo dłuższej przerwy od gry, doświadczenie pomoże mu szybko przystosować się do nowych warunków oraz wesprzeć drużynę w osiągnięciu kolejnych sukcesów. Podkreślił także, że wyjazd do USA to dla niego szansa na zdobycie nowych doświadczeń nie tylko sportowych, ale i życiowych.
Lewandowski musiał jednak zmierzyć się z typowymi dla MLS wyzwaniami, takimi jak nieprzewidywalna punktualność meczów, której doświadczył w Miami. Chociaż trybuny zdobiły polskie flagi, widoczne były także puste miejsca, co mogło wynikać z nieobecności Leo Messiego, odpoczywającego po mundialu.
Na boisku Lewandowski spędził 63 minuty, aktywnie włączając się w grę zespołu nie tylko w ataku, ale również w obronie. Mimo że komentatorzy wielokrotnie podkreślali jego obecność, to nie on zdobył bramkę prowadzącą dla Chicago Fire. Kuriozalnym trafieniem był gol samobójczy Rocco Rios Novo, który minął się z piłką po zagraniu Iana Fraya.
Choć Polak nie mógł być do końca zadowolony z debiutu, jego postawa na boisku świadczyła o dużej determinacji. Po jego zejściu z murawy Chicago Fire doprowadziło do remisu za sprawą Puso Dithejane, jednak ostateczny wynik ustalił Inter, gdy Preston Plambeck dobił strzał Luisa Suareza. Atmosfera spotkania była swobodna, a tempo gry różniło się od tego znanego z Europy.
Kolejna okazja do obserwowania Lewandowskiego w akcji nadarzy się w najbliższy weekend, kiedy Chicago Fire zmierzą się z New York City na wyjeździe. Własnej publiczności zaprezentują się w pierwszy weekend sierpnia.








Dodaj komentarz