Sprawa szpitala w Braniewie ujawnia poważne problemy w funkcjonowaniu placówek zdrowotnych zarządzanych przez samorządy. Lekarz z tego szpitala, którego doba pracy sięgała nawet 72 godzin dziennie, w 2024 roku zarobił niemal 1,8 mln zł. Wskazuje to na brak adekwatnego nadzoru, co potwierdza rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej, Jakub Kosikowski, mówiąc, że 'nadzór jest fikcją’. Podkreśla również, że lekarze nie są w stanie skutecznie kontrolować siebie nawzajem w labiryncie biurokracji.
Szokujące są nie tylko zarobki lekarza, ale również sposób, w jaki łączył on obowiązki — pracował zarówno jako kierowca karetki, jak i lekarz na oddziale, co fizycznie jest niemożliwe. Aktualny starosta powiatu Leszek Dziąg przyznał, że dokumenty przechodziły przez wiele rąk i nikt nie zareagował na absurdalne rozliczenia.
Jest to przykład, jak złożoność struktury zarządzania może prowadzić do nadużyć. Placówki te, mając często polityczne powiązania, są miejscem zatrudniania osób z polecenia, a nie na podstawie rzeczywistych potrzeb jednostki. Kosikowski tłumaczy, że placówki są największymi pracodawcami w regionie, przez co są narażone na wpływy lokalnych polityków, co utrudnia obiektywną kontrolę.
NIL od lat postuluje zakaz pracy lekarzy na wielu oddziałach jednocześnie, co ma miejsce z powodu braków kadrowych. Bez stosownych regulacji dochodzi do sytuacji, w których lekarze są przeciążeni obowiązkami. Kosikowski przyznaje, że w przeszłości próby delegalizacji takich praktyk spotkały się z oporem ze strony ministerstwa zdrowia.
Obecna prezes szpitala, Agnieszka Grzelak, zdecydowała się na zmianę, dzięki której lekarz powiązany z tymi nadużyciami odszedł z placówki. Jednakże, jak zaznacza rzecznik NIL, problem nie dotyczy jedynie Braniewa, ale jest to szersze zjawisko obserwowane w wielu polskich szpitalach.
Ostatecznie, sytuacja w Braniewie ujawnia złożone problemy systemowe, które wymagają natychmiastowej uwagi decydentów, aby zapobiec dalszym nadużyciom i zapewnić pacjentom bezpieczną i skuteczną opiekę.








Dodaj komentarz