Relacja długu publicznego Polski do PKB wyniesie 107 proc. Taki „grecki scenariusz” grozi nam już za 10 lat, o ile rząd nie wdrożony pilnie reform – czytamy w opublikowanym 12 lutego przez Komisję Europejską dokumencie Debt Sustainability Monitor 2025.
- Dług Polski może osiągnąć 107 proc. PKB do 2036 roku – tak wynika z raportu Komisji Europejskiej Debt Sustainability Monitor 2025, który szczegółowo analizuje stabilność finansów publicznych państw UE w perspektywie krótkiej, średniej i długiej.
- Polska zadłuża się najszybciej od dekad; mimo że należy do grupy średniego ryzyka, tempo przyrostu długu przewyższa inne państwa z tej grupy. Kraje w wysokim ryzyku to m.in. Belgia, Grecja, Hiszpania, Francja, Włochy i Portugalia.
- Brak reform w ciągu najbliższych 3 lat grozi nam powtórzeniem greckiego scenariusza – rosnące koszty obsługi długu, presja agencji ratingowych i utrata zaufania inwestorów mogą doprowadzić do recesji i konieczności uruchomienia pakietów pomocowych.
W opublikowanym 12 lutego 2025 roku dokumencie Debt Sustainability Monitor 2025 Komisja Europejska prognozuje, że relacja długu publicznego Polski do PKB może osiągnąć w 2036 roku około 107 proc.
Komisja ostrzega nas, że bez pilnych i głębokich reform fiskalnych grozi nam scenariusz podobny do tego, który dotknął Grecję w latach 2009–2012, kiedy utrata zaufania inwestorów doprowadziła do gospodarczej katastrofy.
Polska – ryzyko i szybki wzrost zadłużenia
Raport Komisji Europejskiej analizuje stabilność finansów publicznych w 27 krajach UE, badając zarówno ryzyka krótkoterminowe – w perspektywie dwóch najbliższych lat, jak i średnio- i długoterminowe – obejmujące dekadę.
Analiza pokazuje, jak dług publiczny może rosnąć, jeśli państwa nie wprowadzą dodatkowych działań konsolidacyjnych ograniczających deficyt budżetowy.
Mimo że Polska formalnie zaliczana jest do grupy państw średniego ryzyka, tempo zadłużania się jest najwyższe od dziesięcioleci. Koszty obsługi długu już przekraczają 2 proc. PKB, a prognozowane deficyty na lata 2025–2027 w wysokości 6–7 proc. PKB tylko przyspieszają narastanie zadłużenia.
Jak wskazuje Marcin Mrowiec, główny ekonomista Grant Thornton i ekspert Business Centre Club, że w warunkach wolnego rynku do takiego poziomu nie dojedziemy, bo wcześniej czeka nas kryzys zadłużeniowy, związany z rosnącymi kosztami szybko narastającej „góry długów”.
– W latach 2025–2026 zadłużenie wrośnie o prawie bilion złotych – tempo jest bezprecedensowe. Średnio rośnie o około 940 mln zł dziennie, głównie z powodu wydatków socjalnych i polityki transferowej – wylicza ekspert.
Według prognoz Mrowca, jeśli tempo zadłużania się nie zostanie ograniczone, w 2030 r. dług publiczny może przekroczyć 4 bln zł, a koszty jego obsługi osiągną nawet 300 mld zł rocznie. Oznacza to, że znacząca część rocznych dochodów podatkowych państwa będzie przeznaczana wyłącznie na spłatę odsetek.
Strategia długu wewnętrznego. Czy nas ochroni?
Krajowa Strategia Zarządzania Długiem Sektora Finansów Publicznych (SZD) na lata 2025-28 przewiduje zwiększenie finansowania zadłużenia w kraju i zmniejszenie ekspozycji na ryzyko rynków zagranicznych poprzez ograniczenie zadłużenia zagranicznego do maksymalnie 25 proc.
Dzięki temu, jak wskazywał podczas rozmowy z WNP na EEC Trends w Warszawie wiceminister finansów Jurand Drop, Polska ogranicza ryzyko nagłego odpływu kapitału oraz wahań kursowych, co daje większą kontrolę nad kosztami obsługi długu.
W praktyce oznacza to, że państwo emituje więcej obligacji krajowych, a mniej zagranicznych, co zabezpiecza nas przed niekorzystnymi zmianami stóp procentowych na rynkach międzynarodowych.
Rentowności obligacji – Niemcy vs. Polska
Wiceminister przyznał, że papierkiem lakmusowym naszej reputacji na rynkach są rentowności naszych papierów dłużnych. Obecnie rentowność polskich dziesięcioletnich obligacji skarbowych wynosi około 5,6 proc., podczas gdy niemieckich obligacji o tym samym terminie zapadalności – 2,2 proc. Oznacza to spread 3,4 proc., który odzwierciedla wyższe ryzyko kredytowe Polski w oczach inwestorów.
Wzrost spreadu może dodatkowo zwiększyć koszty obsługi długu i wpływać na decyzje inwestorów, co w połączeniu z rosnącym zadłużeniem tworzy potencjalnie niebezpieczną spiralę.
Zagrożone kraje w raporcie Unii Europejskiej
Polska nie jest jedynym państwem, którego finanse publiczne znajdują się w strefie podniesionego ryzyka. Raport wskazuje na 12 zagrożonych nadmiarowym długiem państw. Poza Polską jest też m.in. Belgia, Grecja, Hiszpania, Francja, Włochy, Portugalia, Chorwacja, Węgry i Słowacja. Wysokie poziomy długu, starzejące się społeczeństwo oraz duża wrażliwość na zmiany stóp procentowych zwiększają prawdopodobieństwo utraty stabilności finansowej przez te kraje.
Czy któremuś z tych państw grozi grecki scenariusz z 2009 roku? Przypomnijmy: dług publiczny wynosił wtedy w Grecji najpierw 127 proc. PKB, a trzy lata później urósł do 180 proc. PKB.
Utrata zaufania inwestorów doprowadziła do głębokiej recesji, interwencji Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) oraz restrukturyzacji długu.
Inne kraje południa Europy, jak Włochy czy Portugalia, uniknęły wówczas katastrofy, lecz ponoszą konsekwencje wysokich kosztów obsługi długu i niskiej elastyczności fiskalnej do dziś.
Profesor Paweł Wojciechowski, prezes Instytutu Finansów Publicznych, „uspokaja”, że grecki scenariusz nam raczej nie grozi.
W szczycie kryzysu Grecja miała dług przekraczający 170 proc. PKB, utraciła dostęp do rynków finansowych, nie dysponowała własną walutą i doświadczała głębokiej recesji przy bardzo wysokim deficycie. Polska znajduje się w zupełnie innej sytuacji – finansuje się stabilnie, posiada własną walutę i nie stoi przed ryzykiem nagłej utraty płynności – wylicza prof. Wojciechowski.
Według niego unijna projekcja naszego długu jest ostrzeżeniem przed dryfem rozwojowym. Bo gdy rosną koszty obsługi długu, państwu zostaje mniej pieniędzy na inne cele, bo coraz większa część budżetu idzie na spłatę odsetek zamiast na inwestycje, transformację energetyczną czy innowacje.
Duże znaczenie mają tu też rosnące wydatki na obronność – choć są potrzebne, w pełni powiększają dług publiczny (zgodnie z unijnymi zasadami), a im więcej takich stałych zobowiązań, tym mniej swobody w wydawaniu pieniędzy na inne potrzeby.
Czy nasze finanse da się uratować w 3 lata?
Według Mrowca najpierw trzeba jasno zdecydować, jakiego państwa chcemy: z wysokimi świadczeniami i podatkami czy z niższymi podatkami, ale mniejszą liczbą usług.
– Dziś panuje przekonanie, że stać nas jednocześnie na wysokie wydatki socjalne i bardzo duże nakłady na zbrojenia, choć w tym roku dług publiczny ma wzrosnąć o prawie 390 mld zł, co oznacza konieczność codziennego pożyczania ponad miliarda złotych – a tak nie można funkcjonować bez końca – ostrzega Mrowiec.
W styczniu 2026 roku Forum Obywatelskiego Rozwoju wraz z Warsaw Enterprise Institute opublikowały raport „Budżetowy SOS”, który szczegółowo analizuje stabilność finansów publicznych Polski i przedstawia konkretne scenariusze możliwej poprawy sytuacji fiskalnej.
Według autorów raportu stabilizacja finansów publicznych jest możliwa w perspektywie nawet 3-4 lat, ale pod warunkiem natychmiastowego wprowadzenia zestawu konkretnych reform. Bez ich wdrożenia Polska będzie musiała mierzyć się z rosnącymi kosztami obsługi długu, presją agencji ratingowych oraz koniecznością podwyżek podatków i cięć wydatków publicznych.
Raport wskazuje następujące działania:
- Redukcję deficytu budżetowego o około 1 proc. PKB rocznie – jest to możliwe przy jednoczesnym ograniczeniu nieefektywnych wydatków i lepszym zarządzaniu dochodami państwa.
- Reformę wydatków socjalnych i polityki transferowej, w tym:
wprowadzenie kryteriów dochodowych do programu 800+, co pozwoli skierować wsparcie tylko do rodzin faktycznie potrzebujących. - Ograniczenie i scentralizowanie dodatków mieszkaniowych i energetycznych w oparciu o dochód gospodarstwa domowego.
- Zmiany w ulgach podatkowych, np. częściowe ograniczenie ulgi prorodzinnej do rodzin o dochodach poniżej określonego progu, wygaszanie programów socjalnych o niskiej efektywności i połączenie ich w jeden scentralizowany system wsparcia dochodowego.
- Podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat dla obu płci, co ma istotny wpływ na zmniejszenie wydatków emerytalnych i presji na budżet w średnim i długim okresie.
- Prywatyzację części aktywów państwowych, pozwalającą na pozyskanie jednorazowych środków i redukcję kosztów utrzymania niektórych spółek w pełnym publicznym portfelu.
- Uszczelnienie systemu podatkowego, w tym ograniczenie szarej strefy, poprawę ściągalności podatków.
Autorzy raportu ostrzegają, że bez tych reform perspektywa stabilizacji finansów publicznych może przesunąć się o dziesięć lat lub więcej, a Polska stanie się łatwym celem dla spekulantów rynkowych.












Dodaj komentarz