Napięcie na Bliskim Wschodzie sięga zenitu. Pentagon podjął decyzję o tymczasowym przeniesieniu części swojego personelu z Bliskiego Wschodu do Europy i Stanów Zjednoczonych. Powód? Coraz bardziej realna groźba amerykańskiego ataku na Iran i możliwy odwet ze strony Teheranu. Czy świat stoi na progu nowego, poważnego konfliktu zbrojnego?
- W Białym Domu trwają intensywne rozmowy, analizujące zarówno opcje militarne, jak i polityczne, z uwzględnieniem ryzyka eskalacji konfliktu.
- Pentagon planuje czasowe przeniesienie części personelu z Bliskiego Wschodu do Europy i USA, przygotowując się na możliwą operację i kontrataki Iranu.
- Izrael przygotowuje się na możliwy wybuch wojny, a sekretarz stanu USA planuje wizytę w tym kraju, aby omówić sytuację wokół Iranu.
Jak podaje stacja CBS News, powołując się na anonimowe źródła zbliżone do Białego Domu, czołowi doradcy ds. bezpieczeństwa prezydenta Donalda Trumpa zapewnili go, że wojsko będzie gotowe do potencjalnych uderzeń na Iran już w najbliższą sobotę. Jednak, jak podkreślają rozmówcy amerykańskich mediów, ewentualny atak nie jest przesądzony i najprawdopodobniej nie nastąpi w ten weekend.
Prezydent Trump nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji w sprawie ewentualnego uderzenia na Iran. W Białym Domu trwają intensywne rozmowy, podczas których analizowane są wszelkie możliwe scenariusze – zarówno te militarne, jak i polityczne. Amerykańska administracja rozważa ryzyko eskalacji konfliktu oraz konsekwencje powstrzymania się od ataku.
W ciągu najbliższych trzech dni Pentagon planuje tymczasowo przemieścić część swojego personelu z Bliskiego Wschodu, głównie do Europy i Stanów Zjednoczonych. Decyzja ta ma związek z potencjalną operacją militarną USA przeciwko Iranowi lub możliwymi kontratakami ze strony Teheranu, jeśli Amerykanie zdecydują się na uderzenie.
Jak podkreślają eksperci, przemieszczanie zasobów i personelu przed potencjalną amerykańską aktywnością militarną to standardowa praktyka Pentagonu. Jednak w obecnej sytuacji, gdy napięcie między Waszyngtonem a Teheranem osiąga niebezpiecznie wysoki poziom, takie ruchy budzą uzasadnione obawy o eskalację konfliktu.
Rzeczniczka Białego Domu, Karoline Leavitt, podkreśliła w środę, że mimo pewnego postępu w rozmowach, stanowiska USA i Iranu wciąż pozostają bardzo rozbieżne. Decyzja o ewentualnym uderzeniu na Iran leży w rękach prezydenta Trumpa, który w środę spotkał się ze swoim specjalnym wysłannikiem Steve’em Witkoffem oraz swoim zięciem i doradcą Jaredem Kushnerem. Tematem rozmów były nie tylko negocjacje dotyczące irańskiego programu nuklearnego, ale także sytuacja na Ukrainie.
Wysłannicy Trumpa spotkali się w Genewie z irańskim ministrem spraw zagranicznych Abbasem Aragczim. Obie strony mówiły o „postępach”, jednak – jak informuje portal Axios – różnice pozostają znaczące, a amerykańscy urzędnicy nie są optymistycznie nastawieni co do możliwości ich pokonania.
Według amerykańskich urzędników, w nadchodzących dniach do wschodniej części Morza Śródziemnego ma przybyć lotniskowiec USS Ford wraz ze swoją grupą uderzeniową. To wydarzenie może okazać się kluczowe dla terminu ewentualnej operacji wojskowej przeciwko Iranowi.
Sekretarz stanu Marco Rubio planuje również wizytę w Izraelu pod koniec miesiąca, gdzie mają odbyć się rozmowy dotyczące sytuacji wokół Iranu. Izrael, jak donosi Axios, przygotowuje się na możliwość wybuchu wojny w ciągu najbliższych dni.
Źródło: RMF24/PAP












Dodaj komentarz