Branża chemiczna bije na alarm, a kolejne moce produkcyjne znikają z europejskiego rynku. – Tego przemysłu będzie w Europie coraz mniej – ostrzega Kamil Majczak, prezes grupy Qemetica, jednej z największych prywatnych firm chemicznych w Polsce. Powód? Droga energia, nadmiar regulacji i konkurenci, którzy nie grają według tych samych zasad.
- O konkurencyjności europejskiej chemii i wyzwaniach regulacyjnych rozmawiamy z Kamilem Majczakiem, prezesem grupy Qemetica, podczas konferencji EEC Trends, prologu Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
- Największe różnice widać dziś w cenach energii, które przekładają się na koszty funkcjonowania biznesu – wskazuje Majczak, porównując warunki w Europie i USA.
- Nie prosimy o nic więcej, tylko o równe zasady konkurencji – podkreśla, apelując o wyrównanie warunków gry z producentami spoza UE.
Największe firmy chemiczne w Unii Europejskiej biją na alarm: branża chemiczna stoi na krawędzi i bez pilnych decyzji gospodarka może stanąć w obliczu poważnej zapaści. Sektor, który dostarcza kluczowe materiały dla całej gospodarki, od energii i budownictwa po technologie przyszłości, wciąż zmaga się z wysokimi kosztami energii, nadmiernymi obciążeniami regulacyjnymi i rosnącą konkurencją globalną.
Pytanie o to, czy Europa wciąż jeszcze walczy o przemysł, czy też już przegra tę walkę, zadaliśmy podczas konferencji EEC Trends Kamilowi Majczakowi, prezesowi grupy Qemetica.
Moce produkcyjne znikają z Unii. Konsekwencje widać już wyraźnie
Qemetica to drugi w Europie producent sody kalcynowanej, największy polski producent środków ochrony roślin oraz soli warzonej. W sumie grupa zatrudnia ponad 3000 osób w Europie, w tym w Polsce, Niemczech, Hiszpanii oraz Rumunii.
Kamil Majczak potwierdza obawy branży. Długotrwałe zamykanie mocy produkcyjnych w Unii, które obserwowaliśmy, ma dziś realne konsekwencje nie tylko dla firm, ale i dla społeczności lokalnych.
– To się dzieje na poważnie i ma realny wpływ na całe ekosystemy przemysłowe w Europie – dodaje nasz rozmówca.
I właśnie konsekwencje dotychczasowych działań sprawiają, że coraz częściej słychać głosy, by proces transformacji jednak nieco spowolnić. Nie rezygnować z obranego kierunku, ale pozwolić sobie na więcej „oddechu” w polityce klimatycznej.
Europejski przemysł apeluje o równe zasady gry
Ale presja konkurencyjna nie znosi półśrodków. Europa, która jeszcze do niedawna była eksporterem netto produktów chemicznych, dziś coraz częściej importuje z kierunków, w których produkcja jest tańsza.
– Ci producenci nie są tak obciążeni opłatami CO2 czy regulacjami – tłumaczy Majczak, wskazując na fundamentalne różnice pomiędzy warunkami, w jakich działają firmy europejskie i ich konkurenci spoza UE.
Mowa głównie o podmiotach z Chin czy Turcji, które funkcjonują w zupełnie innym otoczeniu kosztowym. Tam dostęp do surowców – w tym węgla czy gazu, często pochodzących z Rosji – bywa tańszy, a systemy wsparcia i regulacje środowiskowe nie nakładają porównywalnych obciążeń.
W efekcie – jak dodaje – europejskie przedsiębiorstwa mierzą się z konkurencją, która działa przy niższych kosztach wytworzenia, co bezpośrednio przekłada się na ceny oferowanych produktów. To zaburza równowagę na wspólnym rynku i podważa sens jednolitych zasad konkurencji.
Majczak zaznacza jednak, że rosnąca presja zaczyna być dostrzegana również w Brukseli.
– To chyba dociera do świadomości i mam nadzieję, że zobaczymy szybko tego efekty – mówi.
Geografia produkcji decyduje o konkurencyjności
W jego ocenie problem nie dotyczy pojedynczych firm czy segmentów rynku, lecz całych łańcuchów wartości i przemysłowych ekosystemów w Europie. A czas na reakcję szybko się kurczy. Wiele przemysłów jest w coraz gorszej sytuacji, jak na przykład petrochemia, gdzie kumulują się skutki rosnących kosztów energii, regulacyjnych czy globalnej nadpodaży.
Qemetica, jak przyznaje prezes firmy, nie pozostaje bierna wobec tych trendów. Firma analizuje swoje portfolio i dostosowuje strategię do zmieniającej się rzeczywistości.
Mając takie porównanie warunków prowadzenia działalności w USA i w Europie, Kamil Majczak podkreśla, że różnice między Europą a Stanami Zjednoczonymi czy Azją mają charakter strukturalny.
– Największe różnice widać obecnie w cenach energii, które przekładają się na koszty funkcjonowania biznesu – podkreśla, dodając, że zakłady produkcyjne w USA operują przy kosztach energii kilkukrotnie niższych niż w Europie, albo jeszcze w pełni nieobciążonych kosztami emisji CO2.
W branży, gdzie energia stanowi dominującą pozycję kosztową, różnice te mają systemowe konsekwencje.
I tu docieramy do istoty apelu branży chemicznej, czyli do level playing field, która oznacza równe zasady gry z konkurentami spoza UE.
Przemysł chemiczny bowiem nie działa już w ramach zamkniętych, lokalnych rynków. W praktyce oznacza to, że europejscy producenci konkurują bezpośrednio z firmami działającymi w zupełnie innych warunkach kosztowych. A przy swobodnym przepływie towarów różnice w cenach energii czy regulacjach natychmiast przekładają się na udziały w rynku.
Dlatego też decyzje inwestycyjne coraz częściej mają wymiar globalny. Firmy, które mogą dywersyfikować działalność geograficznie, zyskują bufor bezpieczeństwa. Te, które są zakotwiczone wyłącznie w Europie, odczuwają presję znacznie silniej.
Apel o pragmatyczne podejście do przemysłu
Co zatem należy zrobić, by zadbać o konkurencyjność europejskiego przemysłu chemicznego? Odpowiedź jest prosta: upraszczać.
– Należy pragmatycznie spojrzeć na sytuację. Tańszego gazu nie będziemy mieć, ale nie musimy dokładać kolejnych regulacji, które ograniczają benefity wspólnego, unijnego rynku. Musimy dodać więcej realizmu do naszych planów. W przeciwnym razie tego przemysłu, dającego niezależność gospodarczą, będzie coraz mniej w Europie – podkreśla prezes grupy Qemetica.
A co możemy zrobić tu, w Polsce, by zawalczyć o obecność przemysłu nad Wisłą?
Niestety problem ma w Polsce swoją specyfikę, a nasz kraj ma jedne z najwyższych cen energii elektrycznej w UE, co dodatkowo pogłębia konkurencyjny deficyt.
Ale – jak zauważa nasz rozmówca – są też atuty, takie jak dynamiczny rynek pracy czy gospodarcze momentum, które mogą przyciągać inwestycje, jeśli tylko stworzy się do tego warunki.
– Polska wciąż jest dobrym miejscem do reinwestowania i rozwoju biznesu. Kluczowe jest zapewnienie realnej konkurencyjności i stworzenie warunków, które pozwolą skutecznie rywalizować na wspólnym rynku. Równocześnie – wraz z rosnącą siłą polskiej gospodarki – powinniśmy mieć większy wpływ na kształt europejskiej polityki przemysłowej. Jako kraj położony na wschodniej flance NATO mamy dodatkowy wymiar odpowiedzialności. Potrzebna jest współpraca przedsiębiorstw, organizacji branżowych i rządu, aby polski głos był coraz lepiej słyszalny w Brukseli i realnie wpływał na kierunek zmian w Europie – ocenia Kamil Majczak.
Qemetica sama odpowiada na współczesne wyzwania poprzez globalizację działalności – inwestując mocniej poza Europą, m.in. w USA, ale też utrzymując obecność w kluczowych lokalizacjach europejskich.
Więcej o działaniach grupy w materiale wideo.
Źródło: wnp.pl












Dodaj komentarz