W środę cena ropy wzrastała przez większość dnia w reakcji na obawy dotyczące stabilności dostaw z Bliskiego Wschodu. Sytuacja związana jest z rosnącą liczbą ataków na tankowce przepływające przez strategiczną Cieśninę Ormuz, które zintensyfikowały się na początku października. Pomimo początkowego wzrostu o prawie 2 proc., kurs ropy Brent pod koniec sesji zaczął się obniżać.
Wpływ na ten spadek miały opinie analityków oraz przypomnienie, że w przeszłości po podobnych zakłóceniach dostaw nastąpiła ich szybka rekompensata większymi ilościami surowca na rynku. Podobne spostrzeżenia wyraził prezes koncernu Shell, powodując osłabienie pesymizmu wśród inwestorów.
Dodatkowym czynnikiem zmniejszającym presję na wzrost cen była decyzja Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) o przyspieszeniu uwalniania rezerw ropy. Zgodnie z planem z marca 2026 roku, państwa członkowskie podjęły działania mające na celu skierowanie na rynek 400 mln baryłek ropy, z czego już 325 mln zostało wypuszczonych. Oczekiwane dalsze uwolnienie zasobów, szczególnie 100 mln baryłek jeszcze niewykorzystanych, wzmocniło poczucie bezpieczeństwa na rynku. W środę Francja ogłosiła dodatkowe uwolnienie 10 mln baryłek oleju napędowego z rezerw strategicznych.
Takie kroki wpłynęły na spadek cen ropy. Na zamknięciu sesji na giełdzie ICE cena baryłki z grudniowego kontraktu spadła o 0,38 proc., osiągając poziom 100,20 USD. Była to trzecia zniżka w ostatnich czterech sesjach. Ropa WTI z głównych kontraktów listopadowych również zanotowała spadek o 1,3 proc. do ceny 88,28 USD.
Ole Sloth Hansen z Saxo Banku podkreślił, że rynek znajduje się w stanie niepewności. Z jednej strony poprawiające się dostawy z Bliskiego Wschodu dają nadzieję na stabilizację, lecz równocześnie istnieje znaczne ryzyko kolejnych ataków, które mogłyby znowu zakłócić ten proces.








Dodaj komentarz