Od 2019 roku koalicja rządząca z powodzeniem współpracuje w wyborach do Senatu, co pozwoliło jej utrzymać i rozszerzyć swoje wpływy w izbie wyższej parlamentu. Koncepcja wspólnej listy wyborczej ponownie zyskała na popularności, zwłaszcza w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych.
Pierwsza próba wspólnego startu miała miejsce w 2019 roku w wyborach do Parlamentu Europejskiego, gdzie pod szyldem Koalicji Europejskiej nie udało się pokonać PiS, które zdobyło wtedy rekordowe 45,38% głosów. Pomimo niepowodzenia, pomysł nie zniknął z agendy politycznej.
W 2023 roku Donald Tusk ponownie promował ideę jednej listy wyborczej jako gwarancję sukcesu wyborczego przeciwko PiS. Spotkało się to jednak z sceptycyzmem innych partii opozycyjnych takich jak PSL i Polska 2050, które obawiały się polaryzacji elektoratu i wzmocnienia Konfederacji jako jedynej alternatywy dla dominujących partii.
Obecne sondaże sugerują prowadzenie Koalicji Obywatelskiej, lecz równocześnie umieszczają PSL oraz Polskę 2050 poza Sejmem. W tej sytuacji partia Tuska na nowo rozważa utworzenie jednej listy wyborczej. Według deklaracji lidera Nowej Lewicy, Włodzimierza Czarzastego, decyzja może zapaść wiosną przyszłego roku, w zależności od wyników sondaży.
Badanie SW Research dla rp.pl sprawdziło, czy respondenci popierają wspólny start koalicji rządzącej. 25,3% badanych jest obojętnych wobec pomysłu, podczas gdy zbliżony odsetek poparcia dla jednej listy równa się obecnym wynikom Koalicji Obywatelskiej w sondażach, czyli między 28 a 32%. Poparcie to najczęściej wyrażają osoby w wieku 50 lat i starsze oraz z dochodami powyżej 7000 zł.
Chociaż wyborcy z miast średniej wielkości najczęściej są przeciwni wspólnej liście (33%), to wyniki te wskazują na zróżnicowane opinie w społeczeństwie. Każda z partii musi zważyć swoje szanse i ryzyka związane z takim rozwiązaniem wyborczym.








Dodaj komentarz