Liczba deportacji z Polski znacząco wzrosła, a wszystko wskazuje na to, że rok 2026 może być rekordowy pod tym względem. Dane uzyskane przez Interię z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji pokazują, że w pierwszej połowie bieżącego roku z Polski odesłano 6 tys. cudzoziemców. W porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim, jest to wzrost o niemal 30 proc.
Największą grupę wśród deportowanych stanowią obywatele Ukrainy. Jak wyjaśnia wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Maciej Duszczyk, jest to naturalna konsekwencja liczebności tej społeczności w Polsce. Szacuje się, że w kraju przebywa około 2 milionów Ukraińców. Warto zaznaczyć, że choć wielu z nich korzysta ze statusu ochrony tymczasowej, to w przypadku kwestii przestępczości status ten nie ma znaczenia.
Poza Ukraińcami, deportacje dotykają również obywateli takich państw jak Gruzja, Białoruś, Mołdawia oraz Kolumbia. Wzrost liczby deportacji jest bezpośrednim wynikiem priorytetów rządu i uszczelniania systemu migracyjnego. – Deportacje są standardowym narzędziem polityki migracyjnej, zgodnym z naszą strategią odzyskiwania kontroli i zapewniania bezpieczeństwa – mówi Duszczyk.
Najczęstszym powodem wydalenia z Polski jest brak dokumentów pobytowych lub przekroczenie dopuszczalnego okresu pobytu. W niektórych przypadkach decyzja o deportacji dotyczy osób stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju, jak próby odbudowy struktur przestępczości zorganizowanej czy akty sabotażu.
Każda procedura deportacyjna wiąże się z sankcją w postaci zakazu wjazdu do strefy Schengen, który może trwać od 6 miesięcy do 10 lat, co ma zapobiegać nielegalnej migracji wtórnej. Wdrożenie w 2025 roku systemu Wjazdu/Wyjazdu (EES) było kluczowym elementem wzmacniającym system kontroli. Dzięki wykorzystaniu danych biometrycznych, EES praktycznie uniemożliwia wjazd do UE osobom posługującym się fałszywymi dokumentami, co znacząco wpływa na efektywność systemu deportacyjnego.







