Pomimo globalnego kryzysu energetycznego Ukraina nie zaprzestaje ataków na rosyjską infrastrukturę naftowo-gazową, co wzbudza niepokój wśród zachodnich sojuszników. Apelują oni bowiem o ostrożność ze względu na wpływ działań na globalne ceny paliw, które już znacząco wzrosły z powodu blokady cieśniny Ormuz—a to przez napiętą sytuację na Bliskim Wschodzie.
Cieśnina Ormuz, kluczowy szlak dla światowego transportu ropy, została zablokowana w odpowiedzi na konflikty militarne, co wpłynęło na nagły wzrost cen surowca. Mimo to Kijów wciąż nie rezygnuje z działań wymierzonych w rosyjskie zasoby energetyczne, co potwierdza brytyjski dziennik „The Telegraph”.
Według doniesień, ukraińskie ataki w ostatnich dniach skupiły się na strategicznych obiektach, takich jak port przeładunkowy ropy naftowej Primorsk pod Petersburgiem oraz rafineria Łukoil-Nizhegorodnefteorgsintez w obwodzie niżnonowogrodzkim.
W kontekście tych działań, Kyryło Budanow, szef Kancelarii Prezydenta Ukrainy, przyznał w rozmowie z Bloombergiem, że trwają naciski ze strony sojuszników, aby Ukraina powstrzymała się od ataków na rosyjską infrastrukturę energetyczną. Budanow nie sprecyzował jednak, o które kraje chodzi. Tymczasem Kijów uważa, że ataki na te obiekty osłabiają Kreml, który dzięki dochodowym sektorom energetycznym finansuje swoją wojenną ofensywę.
Przypuszczenia te potwierdzają doniesienia, według których w ostatnich tygodniach Ukraińcy znacznie zwiększyli liczbę ataków, używając rekordowej liczby dronów. Zaatakowane zostały m.in. rafinerie w Saratowie i Kiryszynie, a także zakłady Basznieft-Novoil, które są jednymi z największych producentów naftowych w Rosji.
Mimo presji Zachodu Ukraina utrzymuje swoje stanowisko, uważając, że ograniczenie możliwości finansowych Kremla jest kluczowe dla osłabienia rosyjskiej machiny wojennej. Tymczasem sytuacja na rynkach paliwowych pozostaje niestabilna, co dodatkowo komplikuje konflikt interesów na arenie międzynarodowej.








Dodaj komentarz