Systemy Tomahawk stanowią znaczne obciążenie dla budżetu obronnego USA. Jeden pocisk z bieżącej serii kosztuje 1,9 mln dolarów, a wraz z kontenerem startowym cena wzrasta do 2,1 mln dolarów. Pentagon musi również zarządzać zapasami pocisków o różnorodnych datach produkcji, co wiąże się z dodatkowymi kosztami. W ramach utrzymania gotowości operacyjnej przyznano Raytheonowi kontrakt o wartości 287 mln dolarów, aby przedłużyć żywotność 166 pocisków na kolejne 15 lat.
Niezawodność Tomahawków, które podczas operacji Pustynna Burza w 1991 roku wynosiła 85%, obecnie ulega wątpliwości. Nieoficjalne źródła sugerują, że wskaźnik awaryjności może sięgać nawet 25%. Awarie mogą występować na każdym etapie: począwszy od startu, przez lot, aż po uderzenie w cel. Mechanizm zabezpieczający ma chronić przed przypadkowymi wybuchami, ale jeśli zawiedzie elektronika, pocisk staje się jedynie kosztownym gruzem, co stanowi zagrożenie wywiadowcze. Iran przoduje w inżynierii wstecznej, przekształcając przejęty amerykański sprzęt w nowe technologie.
Podczas ostatnich działań przeciwko Iranowi, Amerykanie sięgnęli po drony uderzeniowe LUCAS, które oferują ekonomiczną przewagę. W cenie jednego Tomahawka można nabyć około 50 dronów LUCAS. Tymczasem koszt renowacji jednego pocisku mógłby pokryć zakup ponad 40 nowoczesnych dronów.
Mimo pojawienia się tańszych alternatyw, Raytheon otrzymał kolejny kontrakt o wartości 380 mln dolarów na „recertyfikację i modernizację”. Zamiast tego, USA mogłyby wprowadzić do służby tysiące dronów, zwiększając swój potencjał uderzeniowy. Postępujący rozwój technologii dronów ukazuje możliwości, jakie USA mogłyby zyskać, inwestując w bardziej ekonomiczne rozwiązania.








Dodaj komentarz