Dania stoi przed politycznym wyzwaniem po wyborach parlamentarnych, w których Socjaldemokracja Danii wygrała, lecz uzyskała najgorszy wynik od 1903 roku. Partia premier Mette Frederiksen zdobyła 21,85% głosów, co przekłada się na 38 mandatów, co oznacza spadek o 12 miejsc w stosunku do wyborów w 2022 roku.
Frederiksen, komentując wyniki, wyraziła rozczarowanie osiągniętym rezultatem, podkreślając jednocześnie, że jest dumna z utrzymania pozycji Socjaldemokratów jako ulubionej partii Duńczyków. Teraz przed nią stoi wyzwanie zbudowania większościowej koalicji, gdyż same partie lewicy i centrolewicy, znane jako blok czerwony, uzyskały zaledwie 84 z 179 miejsc dostępnych w Folketingu, podczas gdy blok niebieski – centroprawica – zdobył 77 mandatów.
Kluczową rolę w formowaniu nowego rządu mogą odegrać Umiarkowani (Moderates), którzy z 14 miejscami w parlamencie mogą zdecydować o dalszym funkcjonowaniu koalicji z Socjaldemokratami lub dołączeniu do centroprawicy. Lider Umiarkowanych, Lars Løkke Rasmussen, podkreślił chęć utrzymania neutralnego, centrowego kierunku rządu, jednak naciski ze strony Venstre, największej partii bloku niebieskiego, sugerują możliwość zawiązania nowej koalicji rządowej.
Decyzja o rozpisaniu przedterminowych wyborów na marzec związana była z rosnącą popularnością Frederiksen po sporze z USA dotyczącym Grenlandii. W styczniu 2026 roku Socjaldemokraci odnotowali wzrost poparcia, gdy duńska premier stanowczo sprzeciwiła się roszczeniom USA dotyczącym Grenlandii, co jak pokazują sondaże, zyskało uznanie wyborców.
Chociaż poprzednie sondaże wskazywały na możliwą przegraną socjaldemokratów i sukces bloku niebieskiego, ostateczne wyniki wyborów stawiają Danię w sytuacji, w której rozwiązany musi zostać dylemat wyboru między kontynuacją centrolewicowych rządów a potencjalnym przesunięciem w kierunku centroprawicy. Nadchodzące dni mogą być kluczowe dla ustalenia ostatecznego kształtu duńskiego rządu.








Dodaj komentarz