W podmoskiewskich miastach odrzucono wnioski o zgodę na protesty przeciw blokadom w dostępie do internetu, a władze uzasadniły to zagrożeniem COVID-19. Decyzje te spotkały się z krytyką, szczególnie że w regionie odbywały się inne masowe zgromadzenia.
Borys Nadieżdin, niedoszły kandydat na prezydenta Rosji, zwrócił uwagę na niekonsekwencję władz, które zezwoliły na organizację obchodów Ramadanu, lecz odmówiły zgody na protesty w miastach takich jak Krasnogorsk, Chimki czy Dołgoprudny. Nadieżdin podkreśla, że w odmowach powoływano się na rozporządzenie z 2020 roku dotyczące pandemii, mimo że Rosja twierdziła, że udało jej się zapanować nad sytuacją bez większych obostrzeń.
Rosyjskie media donoszą, że do protestów przeciwko blokadom internetu nawołuje też organizacja „Szkarłatny Łabędź”, za którą według niezależnych źródeł stoi 20-letni Stiepan Razin, działający pod pseudonimem Stiepan Gordiejkin. Także w Moskwie odmówiono zgody na organizację manifestacji, tłumacząc to przepisami związanymi z pandemią. Oprócz tego, organizatorzy spotkali się z represjami, w tym przeszukaniami i przesłuchaniami.
Rosja w ostatnich tygodniach rozpoczęła walkę przeciw komunikatorowi Telegram, zachęcając obywateli do korzystania z państwowej aplikacji MAX. Władze zarzuciły Telegramowi sprzyjanie terroryzmowi, co poskutkowało ograniczeniami dostępu i problemami z łącznością w Moskwie. Rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow, tłumaczył, że ograniczenia mają na celu „zapewnienie bezpieczeństwa”, co niektórzy łączą z obawami o ewentualne akcje odwetowe ze strony Ukrainy po operacji SBU, podczas której zniszczono ponad 50 rosyjskich samolotów wojskowych.
Rosyjskie władze podjęły decyzję o blokadzie Telegramu, planowaną na początek kwietnia, co de facto już uniemożliwia korzystanie z aplikacji. Tego typu posunięcia władze uzasadniają zapewnieniem stabilności i bezpieczeństwa, mimo rosnącego niezadowolenia społecznego z ograniczeń dostępu do informacji.








Dodaj komentarz