Wystąpienie premiera Donalda Tuska w programie #BezKitu TVN24 wywołało burzę komentarzy. Premier zapytany o sytuację porodówki w Lesku na Podkarpaciu oświadczył, że oddział nie jest zamknięty. Tymczasem media ustaliły, że oddział ginekologiczno-położniczy został zawieszony już 1 lipca ubiegłego roku, a ostatecznie zamknięty w styczniu tego roku.
Premier twierdził, że regularnie otrzymuje informacje o sytuacji na porodówkach. Tymczasem w odpowiedzi na jego słowa, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych przy szpitalu w Lesku, Magdalena Dąbrowska, zaprzeczyła tej wersji. W rozmowie z TVN24 oświadczyła, że oddział został zamknięty z powodu braku środków finansowych, które generowały straty dla szpitala.
Dąbrowska wskazała, że po likwidacji oddziału NFZ zmniejszył kontrakt ze szpitalem, co wpłynęło na pogorszenie sytuacji finansowej placówki. Efektem tego jest wypłacenie pracownikom jedynie 75 procent wynagrodzenia w tym miesiącu. Została także poinformowana, że w następnym miesiącu prawdopodobnie pensje zostaną jeszcze bardziej zredukowane, być może do połowy należnej kwoty.
Sytuacja ta wywołuje zaniepokojenie wśród personelu oraz lokalnej społeczności. Zamknięcie oddziału ginekologiczno-położniczego w Lesku, podobnie jak w innych mniejszych miejscowościach, wskazuje na szerszy problem związany z dostępem do opieki zdrowotnej w regionach odległych od dużych ośrodków miejskich. Wzywa to do refleksji nad koniecznością odpowiednich inwestycji w lokalne placówki medyczne, by zapewnić mieszkańcom stały dostęp do podstawowych usług medycznych.








Dodaj komentarz