Prezydent Trump obraża sojuszników, zarzucając im, że podczas wojny w Afganistanie „pozostali nieco z tyłu, z dala od linii frontu”. O te słowa pytamy byłego premiera Leszka Millera, który był szefem rządu, gdy polscy żołnierze pojechali walczyć do Afganistanu. — Nie wiem, o czym on mówi. Sprawia wrażenie, jakby był całkowicie zdezorientowany — podkreśla były premier. Dodaje, że gdyby USA znów potrzebowały pomocy sojuszników, nie miałoby znaczenia, kto jest prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Donald Trump podczas wywiadu w Fox News umniejszył wkład innych członków NATO w wojnę w Afganistanie. Stwierdził, że do tej pory Sojusz był „ulicą jednokierunkową” i Ameryka „nigdy nie potrzebowała” sojuszników i o nic ich nie prosiła. Dodał, że sojusznicy „pozostali nieco w tyle, trochę z dala od linii frontu”.
— Ja naprawdę nie wiem, o czym on mówi. Sprawia wrażenie, jakby był całkowicie zdezorientowany — mówi Onetowi były premier Leszek Miller, który był szefem rządu, gdy polscy żołnierze pojechali walczyć w Afganistanie. Ówczesny premier Miller zastrzega jednak, że decyzję o wysłaniu polskich wojsk podjął odchodzący rząd Jerzego Buzka, zaś jego gabinet tę decyzję uszanował.
„Myli się zasadniczo. I pokazuje brak wiedzy”
— Prezydent Trump myli się zasadniczo i pokazuje swój brak wiedzy, gdy mówi, że nikt Ameryce nie pomagał, że ona walczyła jak samotny kowboj na prerii. Bo wtedy, w 2001 r., po ataku na World Trade Center, po raz pierwszy i jedyny uruchomiony został art. 5 NATO, na mocy którego państwa sojusznicze ruszyły USA na pomoc — podkreśla.
— Przecież Polacy walczyli nie tylko w Afganistanie. W Iraku to polscy generałowie dowodzili całą wielonarodową dywizją. Myślę, że prezydent Trump o tym po prostu nie wie. Nie chciało mu się zasięgnąć informacji. Bo gdyby to wiedział, to nie wypowiedziałby tych krzywdzących i nieprawdziwych słów o sojusznikach — wskazuje premier Miller.
„Trump to nie Ameryka”
Leszek Miller podkreśla, że gdyby USA ponownie potrzebowały pomocy NATO, decyzja, jaką podjęliby sojusznicy, nie zależałaby od słów Donalda Trumpa. — Nie chodzi o niego. Gdyby Ameryka została zaatakowana, to trzeba byłoby postąpić zgodnie z art. 5 NATO i ewentualnymi decyzjami instytucji międzynarodowych — zaznacza.
— Trump nie jest Ameryką. Kto jest prezydentem USA, byłoby w takim momencie sprawą drugofalową — mówi były premier. — Skoro Trump mówi, co mówi, to trzeba to oprotestować, to rola polskiego prezydenta, ale my nie mamy wpływu na to, kto jest prezydentem USA. Jeśli on będzie się kompromitował, to kompromituje Amerykanów, nie nas, Polaków — przekonuje.
— I ja nie boję się tego, co Trump może zepsuć na świecie. Bałbym się, gdyby on pełnił władzę absolutną, dyktatorską. Ale mamy do czynienia z krajem demokratycznym, jakim są Stany Zjednoczone, gdzie prezydent nie ma pełni władzy. Są instytucje, które jego wpływ równoważą, nawet jeśli Trump próbuje je zastraszać — podsumowuje Leszek Miller.
Źródło: onet.pl












Dodaj komentarz