— Jeśli rzeczywiście dojdzie do podziału świata na strefy wpływów i globalni gracze strategiczni mniej lub bardziej porozumieją się w kwestii priorytetowych stref dla siebie, to takie interwencje jak Amerykanów w Wenezueli mogą mieć miejsce częściej — uważa płk rez., prof. Dariusz Kozerawski. Pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego jest zdania, że na świecie może tworzyć się nowy porządek, a w gronie najważniejszych graczy obok Ameryki, Chin i Rosji, ma szansę znaleźć się także Europa. Wskazuje, co musi się stać, by taki scenariusz się ziścił.
Czy w 2026 r. i w następnych latach konflikty zbrojne będą bardziej przypominały długofalową wojnę w Ukrainie, czy też szybkie, punktowe interwencje w stylu amerykańskim w Wenezueli?
Płk rez. Dariusz Kozerawski podkreśla, że nie ma tu prostej, zero-jedynkowej odpowiedzi. Pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego w rozmowie z Onetem mówi, że „wszystko będzie zależeć od wagi strategicznej potencjalnego przeciwnika”.
Polski wojskowy jest zdania, że na naszych oczach może dokonywać się kluczowa zmiana. — Po kilkudziesięciu latach ład międzynarodowy, który został stworzony po II wojnie światowej, z założenia oparty na Karcie Narodów Zjednoczonych i na współpracy oraz prawie międzynarodowym, może rzeczywiście się zmieniać. Tak jak mieliśmy w XIX w. koncert mocarstw, to teraz w zasadzie możemy mieć do czynienia z koncertem globalnych graczy strategicznych — zaczyna odpowiedź.
Czytelny przykład z amerykańskiej interwencji w Wenezueli
Zdaniem analityka, do globalnych graczy z pewnością należą Stany Zjednoczone, Chiny, ale także Rosja, a w przyszłości (jeśli odbuduje swój potencjał militarny) także Europa.
— Jeśli rzeczywiście dojdzie do podziału świata na strefy wpływów i globalni gracze strategiczni mniej lub bardziej porozumieją się w kwestii priorytetowych stref dla siebie, to takie interwencje jak Amerykanów w Wenezueli mogą mieć miejsce częściej. Nie można wykluczać, że będzie dochodzić do zmuszania, naciskania i podporządkowywania mniejszych państw przez globalnych graczy. Ci ostatni w stosunku do tego słabszego mają pełne spektrum możliwości oddziaływania. Przykład amerykański w Wenezueli jest tu dość czytelny — podkreśla.
Płk Kozerawski zwraca jednak uwagę, że inaczej sytuacja będzie wyglądać w przypadku konfliktu z państwem średniej wielkości. — To nie będą już krótkotrwałe, precyzyjne operacje wojskowe, a raczej lokalne albo regionalne konflikty zbrojne. Takim przykładem jest konflikt w Ukrainie. Federacja Rosyjska, globalny gracz strategiczny posiadający broń jądrową i mający kilkukrotnie większy potencjał ludnościowy i gospodarczy w stosunku do Ukrainy, walczy w tej wojnie już czwarty rok. Nie jest w stanie w zdecydowany sposób wygrać tej wojny i podporządkować sobie całej Ukrainy — zauważa.
Rosja już tu jest
Rozmówca Onetu wskazuje na ostatni rodzaj konfliktu, gdzie naprzeciw siebie stają globalni gracze. Polski wojskowy nie ma wątpliwości, że to najbardziej czarny scenariusz. — Tu już mówimy o zbrojnym konflikcie ponadregionalnym, czyli o wojnie światowej — akcentuje.
Analityk nie ma wątpliwości, że Rosja — przy całej swojej słabości, którą pokazała też wojna w Ukrainie — należy do globalnych graczy strategicznych.
— Rosja posiada jeden z największych na świecie, porównywalny ze Stanami Zjednoczonymi potencjał jądrowy. O tym nie wolno zapominać. Tysiące głowic są po stronie Stanów i Rosji. Chiny dopiero zbliżają się do takiego potencjału. Rosja ma potencjał jądrowy, jest też stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa. Po trzecie, to państwo, które ma znaczący potencjał militarny i realizuje swoje interesy na wielu kontynentach — wylicza.
Prof. Kozerawski uważa, że do grona globalnych graczy strategicznych „stanowczo powinna dołączyć też demokratyczna Europa”. — Minął już czas, kiedy Europa mogła sobie na kredyt, zaciągnięty w USA, zapewniać bezpieczeństwo i jednocześnie mogła bardzo dynamicznie rozwijać się gospodarczo — uważa.
Analityk wylicza jednak mocne punkty naszego kontynentu, do których zalicza m.in. bardzo wysoko rozwinięte technologie, duży potencjał przemysłowy i demograficzny (ponad trzykrotnie większy od Rosji).
„W Europie nie będzie miał kto nas bronić”
— Jeśli Europa chce nadal się rozwijać i konkurować w świecie politycznie i gospodarczo, musi być również globalnym graczem strategicznym o bardzo znaczącym potencjale militarnym.
Ekspert podkreśla, że „nie może to być deklarowany potencjał militarny, a realny”
Co Europa musi zrobić, by uwolnić swój potencjał? — Najpoważniejszym problemem naszego kontynentu dzisiaj jest to, że Europa przez ponad ostatnie dwie dekady wmawiała wszystkim swoim obywatelom, że oni nic nie muszą, jeśli chodzi o bezpieczeństwo. I dlatego Europa się rozbroiła, dlatego zmniejszono zasoby osobowe armii zawodowych, zawieszono obowiązkową służbę wojskową. Dzisiaj w Europie jest taki kłopot, że nie ma i nie będzie miał kto nas bronić. Niestety Polska jest tego przykładem — puentuje płk Kozerawski.
— Na wschodniej flance NATO tylko Finlandia i państwa bałtyckie mają obowiązkową służbę wojskową. Polska, Słowacja, Węgry, Bułgaria i Rumunia nadal mają zawieszoną obowiązkową służbę wojskową. Od ponad półtorej dekady nie mamy świeżego zasobu wyszkolonych, młodych, zdrowych rezerwistów. U nas rezerwiści to już są osoby około czterdziestki. To jest temat na inną, długą i poważną rozmowę — dopowiada polski wojskowy.
Źródło: onet.pl












Dodaj komentarz