To będzie najgorszy rok dla polskich stoczni. Odbudowa rynku potrwa do 2030 roku

To będzie najgorszy rok dla polskich stoczni

Do „Rządowej ławy” zaprosiliśmy Marka Gróbarczyka, wiceministra infrastruktury, który do później jesieni ubiegłego roku był ministrem gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. Rozmawiamy o Programie Batory, który ma pobudzać przemysł stoczniowy, kondycji polskich portów i o tym, czy inwestycja na Mierzei Wiślanej, w związku z kryzysem wywołanym pandemią, musi zostać poddana weryfikacji.

– Ten rok będzie chyba najgorszy dla przemysłu stoczniowego. Nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. To, co miało być dla nas elementem dodatnim, w ramach zmiany struktury stoczniowej, teraz najbardziej narażone jest na skutki kryzysu – mówi w programie wiceminister Marek Gróbarczyk.

Były szef resortu gospodarki morskiej podkreśla, że ma tu na myśli przede wszystkim budowę jednostek bardziej zaawansowanych, tj. statki offshorowe czy cruisery. Wpływ na to ma fakt, że armatorzy masowo wycofali się ze złożonych zamówień w związku z kryzysem.

– Beneficjentem tej sytuacji okazuje się Daleki Wschód. To tam odbywa się produkcja prostych jednostek, jak masowce czy tankowce. 50 proc. zamówień zeszłorocznych to przede wszystkim zamówienia w stoczniach chińskich – dopowiada Gróbarczyk.

Dla Ministerstwa Infrastruktury największym wykładnikiem są obecnie prognozy przygotowywane przez stocznie niemieckie. Z tych przewidywań jednoznacznie wynika, że najgorsze będą najbliższe cztery lata.

– O rynku cruiserów, a więc tym, który ma największy portfel zamówień w Unii Europejskiej i tym, w którym partycypują również polskie stocznie (bo większość kadłubów czy wyposażenia podstawowego jest wykonywana w polskich stoczniach), mówi się, że nawet do roku 2030 będzie zahamowana budowa tych jednostek – alarmuje wiceminister.

Kurs na porty

Tym, co budzi optymizm w resorcie infrastruktury, mimo pandemii, jest fakt, że polskie porty obroniły w 2020 r. 100 mln ton przeładunków.

– Dzisiaj możemy powiedzieć, z pełną odpowiedzialnością, że porty ugruntowały swoją pozycję w trudnej sytuacji pandemicznej. Osiągnęły 103 mln ton przeładowanych towarów. To jest ogromny sukces – podkreśla Marek Gróbarczyk.

Porty w Gdańsku i w Świnoujściu szukają obecnie partnerów do budowy portów na zalądowionych wodach morskich. Przetargi trwają, ale i faktem jest to, że ich procedury trochę się już przeciągają.

– Port Szczecin-Świnoujście przystąpił do realizacji zadania Budowa terminala kontenerowego, głębokowodnego w Świnoujściu. Rozpisał postępowanie konkursowe. Ono się jeszcze nie zakończyło. Znajdujemy się właśnie w fazie weryfikacji wszystkich operatorów, którzy wyrażają chęć realizacji. Po tym etapie będziemy wiedzieli, czy także tu mamy to oddziaływanie pandemiczne w postaci niepewności na rynku – mówi.

Mierzeja do weryfikacji?

Od 2016 r., kiedy to przyjęto uchwałę w sprawie przekopu Mierzei Wiślanej, znacząco wzrosły ceny materiałów i koszt robót budowlanych. Od dwóch miesięcy wiadomo, że przekop będzie kosztował nie 880 mln zł, a blisko 2 mld zł.

No i do tego zła wiadomość o mitycznym już bursztynie – jest go na tyle mało i jest on na tyle złej jakości, że jego wydobycie jest ekonomicznie nieuzasadnione.

Ministra Gróbarczyka pytamy, czy i tutaj potrzebne będą jakieś korekty, patrząc na to, jak długi proces odbudowy rynku czeka żeglugę morską.

– Jeżeli ktoś zapyta, jak ma się rozwijać Elbląg, no to wyłącznie poprzez zbudowanie swobodnego dostępu, którego dzisiaj nie ma.

Wszystko wskazuje na to, że poradzimy sobie z tym zadaniem. Mamy zaangażowanie realizacji prac na blisko 40 procent. Budowa sztucznej wyspy to ponad 50 proc. W tym roku, na wiosnę, uruchomimy most południowy, a więc nowy układ drogowy. Realizacja mostu północnego także przebiega bez opóźnień – odpowiada wiceminister infrastruktury.

WNP.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*