W PiS toczy się brudna polityczna gra! Suski mógł dostać gołymi zdjęciami rykoszetem

W PiS toczy się brudna polityczna gra

Marek Suski sugeruje, że afera z nagimi zdjęciami wiceprzewodniczącej rady w Mogilnie Ewy Szarzyńskiej, które pojawiły się na jego profilu, mogła być dziełem specjalnego zespołu hakerów z sąsiedniego kraju, którzy chcieli go skompromitować. Tyle że z przebiegu ostatnich wydarzeń można dawać co najmniej takie same szanse hipotezie, że chodziło o lokalne wojny obejmujące Inowrocław i okolicę, a nazwisko Suskiego posłużyło tylko temu, by rozdmuchać cały skandal.

– Mam wiedzę, że w naszym kraju sąsiedzkim jest specjalna jednostka do atakowania Polski, na różnych forach społecznościowych pojawiają się wpisy, komentarze, istnieje zawodowa jednostka hakerów – przekonywał Suski w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Suski już w poniedziałek przekazał mi, że na jego konto ktoś się włamał. To samo powiedziała Ewa Szarzyńska, gdy przeprowadzałem z nią wywiad. Co więcej, oboje twierdzą, że się nawet się nie znają, a do publikacji intymnych zdjęć doszło w poniedziałek w okolicach południa, a nie w środku weekendowej nocy.

Mimo to wpisy szybko rozeszły się w internecie. Co najmniej tysiące ludzi wierzą, że są prawdziwe. Uderzyły w Zjednoczoną Prawicę i w Suskiego.

Mało kto zwraca jednak uwagę, że największą ofiarą całego zamieszania jest Szarzyńska. Niezależnie od tego, czy na nagich zdjęciach jest ona, czy nie (z jej rozmów z mediami, w tym Onetem, nie można tego jednoznacznie stwierdzić), została upokorzona zarówno jako kobieta, jak i jako polityk. Może mieć problem z dalszą karierą w polityce. I nie można wykluczyć, że chodziło głównie o to, by jej tę karierę skończyć.

Zatoka Czerwonych Świń

– Ten region to Zatoka Czerwonych Świń – śmieje się jedna z osób związanych z inowrocławską polityką, nieoficjalnie komentując mi aferę zdjęciową.

Trudno się jej dziwić. Kujawsko-Pomorskie ma pięć miast, które są na tyle duże, by ich włodarze mogli tytułować się prezydentami. Według tych miast podzielono województwo na okręgi senackie, w praktyce odzwierciedla to realny podział na subregiony. Inowrocław jest najmniejszym z tych miast, ale afer tu jest zdecydowanie najwięcej. Jeśli przyjmiemy, że w Polsce politycy lubią się czasem „boksować”, to należy stwierdzić, że w okręgu inowrocławskim oni nieraz walczą na gołe pięści, bez sędziego i bez zasad. Szczególnie moralnych.

Już pięć lat temu nagłośniliśmy w Onecie, że ówczesny lider opozycji Marcin Wroński padł ofiarą szkalującego artykułu, w którym czyniono mu osobiste uwagi niezwiązane z jego pracą. Artykuł został napisany w inowrocławskim urzędzie miasta, który za jego z publikację w lokalnej gazecie zapłacił z publicznych środków.

Parę miesięcy później grupa inowrocławskich hejterów wykradła internetowe tożsamości co najmniej kilkunastu osób i ze spreparowanych kont internetowych zaczęła szkalować członków opozycji oraz wychwalać działania tamtejszych władz. Hejterzy wpadli, bo nie chciało im się nawet wymyślać nowych nazwisk do zdjęć skopiowanych z prawdziwych profili. Ratusz zarzekał się, że to nie on za tym stoi.

Ani w tej sprawie, ani w sprawie Wrońskiego policja nic nie wyjaśniła. Raz tylko, przy innej aferze, udało się jej ustalić, że kilka agresywnych wpisów w sieci wyszło z adresu IP, który był przypisany do domu ówczesnej rzeczniczki ratusza. Ale śledczy uznali, że nie są w stanie określić, który z domowników był ich autorem.

„Wydział propagandy”

Ta rzeczniczka to zresztą inny temat. Agnieszka Ch. była dawniej związana z PiS. Zatrudniono ją w inowrocławskim magistracie, gdy prezydent Ryszard Brejza (ojciec senatora Krzysztofa Brejzy z PO), który ma swój komitet wyborczy, współrządził w koalicji z Solidarną Polską. W ratuszu została wtedy zatrudniona grupa osób sympatyzujących z prawicą. Urząd stał się politycznym tyglem. Z informacji Onetu wynika, że czasem nawet te osoby hejtowały inne osoby związane z prawicą, mające te same poglądy.

Po rozpadzie lokalnej koalicji zmieniły pracę, a w ratuszu wybuchła afera fakturowa. Okazało się, że grupa urzędników wyprowadziła sporo pieniędzy z magistratu. Zdaniem śledczych główną bohaterką tej afery była Agnieszka Ch., wówczas już od długiego czasu uważana za wroga prawicy.

W toku śledztwa okazało się, że są zeznania wskazujące na to, że w ratuszu istniał wydział propagandy, odpowiedzialny za sianie nienawiści. Ten wątek został nagłośniony w 2019 r., gdy Krzysztof Brejza był szefem ogólnopolskiej kampanii parlamentarnej Koalicji Obywatelskiej. Prawicowe media oskarżały go, powołując się na zeznania ze śledztwa, że to on miał kierować działaniami tego wydziału. Polityk wszystkiemu zaprzeczył.

Hejt jest tam jak oddychanie

W międzyczasie w Inowrocławiu i okolicach było wiele innych skandali. Należały do nich m.in. podpalenie toalety pod domem Krzysztofa Brejzy, medialne doniesienia o naciskach na dyrektor Kujawskiego Centrum Kultury, aby zrezygnowała ze stanowiska, fałszywy alarm bombowy w inowrocławskim ratuszu czy wykorzystywanie stanowiska przez wojewodę Mikołaja Bogdanowicza (jest spod Inowrocławia) do promocji kandydata Zjednoczonej Prawicy w wyborach na prezydenta Inowrocławia.

Działacze z tego regionu czasem bili na ślepo, byle uderzyć, a czasem głupio – jak wtedy, gdy jeden z najbardziej znanych inowrocławskich społeczników z aspiracjami politycznymi obrażał w sieci prezydenta Pawła Adamowicza po jego śmierci.

Pewnego dnia ktoś dał mi znać, że pracownik wydziału promocji tamtejszego ratusza hejtuje mnie na portalu społecznościowym za artykuł o ptakach w mieście. Nie miałem pojęcia ani o tym artykule, ani tym bardziej o tych ptakach. Okazało się, że się pomylił i hejtował mnie za artykuł, którego nie byłem autorem. Nie przeprosił. Nawet nie było mu głupio. Jakby publiczne obrażanie dziennikarza przez pomyłkę było dla niego tak normalne, jak oddychanie.

Jedna seria ataków, jedna partia

W ostatnich dniach doszło do kilku przejęć kont polityków prawicy w kraju. Pisaliśmy o nich w poniedziałek.

Obecnie nie można na sto procent stwierdzić, że wszystkie były włamaniami. Na pierwszy rzut oka nic ich nie łączy.

Ale jeśli przeanalizuje się te zdarzenia, to nie będzie tajemnicą, że kujawsko-pomorskie jest związane z połową z nich. Pominąwszy włamanie na konto posłanki PiS Joanny Borowiak z sąsiedniego okręgu włocławskiego z końca października, mamy trzy przypadki z Inowrocławiem w środku.

12 stycznia na profilu wiceminister rozwoju Iwony Michałek pojawił się wpis o „gangu PiS”, w którym są „mordercy, kaci i złodzieje”. Michałek jest z niedalekiego Torunia, ale jej asystentem jest 20-letni inowrocławski radny Dobromir Szymański.

18 stycznia przed południem zdjęcia Ewy Szarzyńskiej spod Inowrocławia trafiły na konto Marka Suskiego. Wszystko wskazuje na to, że ktoś zhakował jego konto, by je tam wrzucić.

18 stycznia wieczorem w sieci pojawiły się prywatne zdjęcia Dobromira Szymańskiego i jego partnerki. Młody radny poinformował, że zostały wykradzione z konta jego partnerki.

Zarówno Szymańskiego, jak i Michałek i Szarzyńską łączy ta sama partia – Porozumienie Jarosława Gowina.

„Akcja była szeroko zakrojona i mająca na celu uderzenie w Marka Suskiego, znajomą z partii i mnie. Szkoda tylko, ze ktoś publikuje zdjęcia moje i mojej dziewczyny, które w cale nie są kontrowersyjne, a które robią sobie młodzi ludzie na pamiątkę” – napisał Szymański na swoim profilu.

A jeśli w ogóle nie chodziło o Suskiego?

Ewa Szarzyńska to samorządowiec z 12-tysięcznego Mogilna. Była kandydatką na burmistrza miasta, ale zajęła dopiero czwarte miejsce. To zupełnie inna liga niż Marek Suski, zaufany człowiek Jarosława Kaczyńskiego, do niedawna szef gabinetu premiera, potem wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego PiS.

Suski to również bohater wielu memów. Ma na koncie wypowiedzi, z których śmiała się Polska. Pomijając już słynną wymianę zdań na temat carycy Katarzyny, to właśnie on twierdził, że pensje nauczycieli są zbliżone do pensji posłów, a parlamentarzyści żartowali z niego w Sejmie, jakoby miał powiedzieć, że „paliwo nie zdrożeje w całej Polsce, tylko na stacjach benzynowych”.

Obecnie nie można oczywiście wykluczyć żadnej wersji, w tym takiej, że to Suski był głównym celem ataku. Ale gdyby całą sytuację odwrócić, to wszystko mogło być równie dobrze częścią wojenki, w której centrum znów jest Inowrocław, a nazwisko Suskiego mogło służyć tylko temu, by mieć gwarancję, że skandal zdjęciowy zyska rangę ogólnopolską. Bez niego mielibyśmy tylko kolejną smutną historię o kobiecie, której nagie zdjęcia trafiły do sieci.

Czy dowiemy się, jak było naprawdę w tej aferze?

Prawicowi działacze z rejonu Inowrocławia, z którymi rozmawiałem w ciągu dwóch ostatnich dni, nie chcą oficjalnie wskazywać, kto mógłby stać za włamaniami na konta. Nieoficjalnie nie wykluczają żadnego scenariusza. Ktoś nawet zasugerował, że być może to sama prawica robi u siebie porządki. Zgodnie przyznają jednak, że w ich okręgu toczy się brudna polityczna gra, której ofiarą może paść każdy.

I wcale za tym wszystkim nie musi stać Putin.

– Brutalizacja życia politycznego w naszym okręgu wyborczym jest bardzo duża – mówi w rozmowie z Onetem Marcin Wroński, związany od paru lat ze Zjednoczoną Prawicą. – Zawsze ofiarami tych afer padają działacze prawicy, a nie Koalicji Obywatelskiej czy innych ugrupowań.

ONET.PL/MIKOŁAJ PODOLSKI

 
Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!