Czy w Polsce możliwa jest rewolucja? Zapytaliśmy generałów

Pandemia koronawirusa zdominowała nasze życie. W Polsce dochodzi do tego polityczna gorączka wyborcza, windująca nastroje na niebotyczne wyżyny. Czy przy tak dużych emocjach społecznych, determinacji opozycji i rządu, jest możliwa powtórka stanu wojennego? Jak wówczas zachowałoby się wojsko i policja?

Chaos i problemy związane z pandemią, z którymi przyszło nam się zmagać, potęgują kontrowersje narastające wokół wyborów korespondencyjnych prezydenta, które PiS z determinacją chce odbyć w maju, w czasie epidemii.

Część polityków uważa, że nieprzeprowadzenie wyborów oznaczałoby paraliż państwa, inni z kolei, że ich organizacja w maju to pretekst do wykorzystania pandemii w celu wprowadzenia poważnych zmian prawno-ustrojowych ograniczających drastycznie wolności osobiste, polityczne i gospodarcze.

Desperacja PiS co do przeprowadzenia wyborów w maju i związane z tym perturbacje rodzą obawy, że wszystko jest możliwe. Niektórzy wieszczą nawet rewolucję, z ewentualnym zamacham stanu i wyprowadzeniem wojska przeciw manifestującym. Jak się wówczas zachowają żołnierze? Zapytaliśmy o to byłych wysokich dowódców polskiego wojska.

Chaos związany z pandemią wzmacnia totalny bałagan związany z wyborami. Z jednej strony krążą informacje o jakiejś formie zamachu stanu, z drugiej, że Jarosław Kaczyński w ostatniej chwili się cofnie i odłoży wybory.

Przeciwnicy wyborów korespondencyjnych w maju wskazują, że samo PiS znalazło się w sytuacji nadzwyczajnej, partia doprowadziła do tego, że dziś zmagania toczą się nie tylko o zdrowie obywateli, ale też naszego państwa. Do tego łamie Konstytucję i nie przestrzega prawa. Oddanie Polski „łobuzom i oszczercom”, to katastrofa naszej demokracji, za którą winę poniesiemy wszyscy, twierdzi opozycja.

Dla rządzących zaś majowe wybory korespondencyjne są najbardziej bezpieczne i konieczne. Twierdzą też, że są zgodne z prawem. – Wszyscy ci, którzy mówią, że wybory są groźne dla Polaków, powinni zrozumieć, jak groźny jest brak wyborów, bo jego konsekwencją będzie paraliż państwa. Nieprzeprowadzenie wyborów prezydenckich byłoby bardzo poważnym naruszeniem zasad demokracji – powiedział prezydent Andrzej Duda.

Zdaniem opozycji wszystkie te zapowiedzi to usprawiedliwienie działań rządzącej partii, wykorzystujące pandemię koronawirusa dla osłabienia demokracji i umacniania, wbrew ogromnej części społeczeństwa, rządów autorytarnych.

Drastyczne ograniczenie wolności osobistych, politycznych i gospodarczych

Niektórzy politycy i prawnicy twierdzą, że już de facto mamy w Polsce stan wyjątkowy. Wprowadzono ograniczenia i nowe obowiązki dla obywateli bez wprowadzania żadnego ze stanów nadzwyczajnych przewidzianych w Konstytucji.

– Tyle, że nie doprowadziły do tego jakieś abstrakcyjne nastroje społeczne, ale konkretne działania i zaniechania władz RP. Najpierw za pomocą mediów generuje się psychozę, potem za pośrednictwem fasadowego Sejmu organizuje się autentyczny kryzys gospodarczy, by następnie propagandowo walczyć z katastrofą, którą się samemu sprowadziło – mówi WNP.PL Grzegorz Braun, poseł Konfederacji.

Jego zdaniem pod pretekstem walki z mniemaną pandemią już wprowadzono poważne zmiany prawno-ustrojowe drastycznie ograniczające wolności osobiste, polityczne i gospodarcze.

– Cóż z tego, że ogłasza je nam Ministerstwo Zdrowia, a nie bezpieki? Cóż z tego, że wpędzeni w histerię Polacy traktują to wszystko serio i biorą na siebie obowiązki własnych nadzorców? Cóż z tego, że internowanie nazywa się kwarantanną? To i tak „stan wojenny plus” – tyle, że z zastosowaniem outsourcingu, tj. z przeniesieniem implementacji restrykcji na samych obywateli – uważa poseł Braun.

Ustawowa możliwość wsparcia policji przez wojsko

Wiele spekulacji wzbudziło wyprowadzenie wojska z bronią na ulice miast do wsparcia policji. – Jeśli wojsko dostanie polecenie wystąpić przeciwko narodowi, to jestem przekonany, że na jego czele stoją oficerowie, którzy mają poczucie odpowiedzialności wobec państwa – mówi Sławomir Nitras.

– System wyborczy, który szykuje nam PiS, to system, którego nie powstydziłby się generał Jaruzelski. Mam nadzieję, że wojsko się zbuntuje w tej sprawie i nie weźmie w tym procederze udziału – dodaje Nitras.

– Wzywanie żołnierzy do buntu jest ostatnią rzeczą, którą komukolwiek bym rekomendował. Na pewno nie jest dobrym rozwiązaniem publiczne przywoływanie wojska, by wzięło sprawy w swoje ręce. Polska już przeżyła zamach majowy, mieliśmy stan wojenny, więc tego typu postawy nie są dzisiaj tymi, jakich powinniśmy oczekiwać od żołnierzy – podkreśla dla WNP.PL gen. broni w rez. Mirosław Różański, były Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych, obecnie doradca Szymona Hołowni, kandydata na prezydenta.

Zwłaszcza, że decyzja o użyciu wojska do pomocy policji jest zgodna z obowiązującym prawem. Ma podstawę w aktach prawnych niezwiązanych ze stanami nadzwyczajnymi. Dla wyjaśnienia są dwie formy prawne, które dopuszczają taką możliwość.

Pierwsza dotyczy wsparcia straży granicznej. W ustawie o Straży Granicznej jest zapis pozwalający na przydzielanie i podporządkowane wojska pod Straż Graniczną. Jest też ustawowo uregulowana możliwość wsparcia policji przez wojsko.

Chodziło przede wszystkim o wojska specjalne, snajperów, którzy wspierają policjantów podczas zabezpieczania dużych imprez masowych. Tak było np. podczas Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w Polsce w 2012 r.

Żołnierze nie powinni brać udziału w organizacji wyborów

Natomiast w czasie pokoju tylko jedna formacja może być wykorzystywana do realizacji przedsięwzięć porządkowych. Jest to Żandarmeria Wojskowa. Wojsko wśród swoich misji ma również misję niesienie pomocy społeczeństwu w sytuacjach kryzysowych.

– Powinno być użyte wtedy, kiedy mamy do czynienia z katastrofą czy stanem klęski żywiołowej. Wystarczy wspomnieć rok 1997 i kolejne lata, gdy Polskę dotykały powodzie, śnieżyce. Wojsko wówczas było używane – nie ma wątpliwości gen. Różański.

Co innego, gdyby minister obrony wydał rozkaz o użyciu wojska przy organizacji wyborów.

– Pierwszy najważniejszy obowiązek żołnierza wynika z Konstytucji RP, która w art. 26 mówi o tym, że wojsko ma być apolityczne i tego, co zapisano w rocie przysięgi wojskowej: Stać na straży Konstytucji. Wszyscy widzimy co się dzieje z Konstytucją, zwłaszcza w ostatnim czasie – podkreśla gen. Różański.

Przypomina, że uznane autorytety, wybitni prawnicy, instytucje krajowe i międzynarodowe mają wątpliwość, czy aby na pewno ład konstytucyjny w naszym kraju jest zachowany.

– Uważam, że żołnierze nie powinni brać udziału w organizacji wyborów, czyli w łamaniu Konstytucji. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że wybory są aktem politycznym – uważa. A jak, zdaniem generała, może zachować się wojsko w innych, bardziej ekstremalnych społecznie sytuacjach?

– Żołnierze zachowają się tak, jak każą im postawione zadania. Odpowiedzialność za to, co zrobią spoczywa na dowódcach. To oni będą odpowiadać za ewentualne łamanie słów roty przysięgi wojskowej – twierdzi Różański.

Wojsko powinno być wspólne, a nie prywatne

Podkreśla, że zawsze wtedy, gdy przyjmujący rozkaz ma wątpliwość co do jego zgodności z prawem, może zażądać wydania tego rozkazu na piśmie. Jeśli nadal będzie miał wątpliwości może odmówić jego wykonania.

– Zawsze jasno i mocno to podkreślam, że inna odpowiedzialność spoczywa na szeregowym, podoficerze, a inna na generale, który zajmuje kluczowe stanowisko w armii – twierdzi. – Dlatego dzisiaj adresatem takiego pytania powinien być gen. Wiesław Kukuła, bo jest to dowódca jedynego rodzaju sił zbrojnych, który podlega bezpośrednio pod ministra obrony narodowej – dodaje.

Wyjaśnia, że do dziś nie wiadomo, jaki charakter mają te wojska. Są poza strukturami dowodzenia siłami zbrojnymi, podlegają bezpośrednio ministrowi obrony narodowej. Kiedy ministrem obrony narodowej był Antoni Macierewicz, prezydent Andrzej Duda twierdził, że wojsko powinno być wspólne, a nie prywatne. Jednak minister Mariusz Błaszczak utrzymał tę konwencję podporządkowania WOT-u. Od początku rodziło to podejrzenia, że wojska te mają charakter polityczny.

Politycy hołubią WOT. To nie tylko opinia gen. Różańskiego. Przyznanie zniżek na tankowanie dla żołnierzy tej formacji wzbudziło podejrzenia, że nie są to działania przypadkowe. Padły zarzuty o próbę podziału wojska.

– Politycy wykazują się wyjątkowym brakiem wyczucia atmosfery panującej w wojsku. Próba dezintegracji środowiska wojskowego poprzez preferowanie Wojsk Obrony Terytorialnej świadczy o tym, że politycy nie dorośli do tego, żeby sprawować kontrolę nad Siłami Zbrojnymi. To jest uderzenie w jedność środowiska wojskowego. Nie wiem, czy taka decyzja wynika z niewiedzy czy z niekompetencji, ale jest to po prostu dyletanctwo decydentów, ekspertów i doradców wojskowych – uważa gen. broni w rez. Waldemar Skrzypczak.

Decyzja użycia wojska do pomocy policji

Te wojska nie podlegają bezpośrednio szefowi sztabu czy dowódcy generalnemu. Gen. Różański dodaje, że naturalnym powinno być poznanie zdania szefa Sztabu Generalnego WP na temat użycia wojsk poza koszarami, ponieważ to pierwszy żołnierz RP. Ostatnio jednak mianowano podwładnego szefa Sztabu Generalnego, dowódcę generalnego, do takiego samego stopnia, co w armii, opartej o hierarchiczność wynikającą ze stopnia, trudno uzasadnić.

To sugeruje, że niekoniecznie szef sztabu jest najważniejszym dowódcą polskiej armii. Po wtóre minister obrony narodowej wydał w marcu 2020 r. decyzję w sprawie użycia wojska do pomocy policji w celu zapewnienia bezpieczeństwa i porządku publicznego w kraju. Przy jej podejmowaniu pominięto zupełnie szefa Sztabu Generalnego WP.

– Były tam zadanie dla dowódcy WOT, dla Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, szefa Inspektoratu Wsparcia, ale nie szefa SG WP. Dlatego drugim adresatem pytania o zachowanie wojska powinien być dowódca generalny, który w sposób niezrozumiały jest mocno forowany przez ministra obrony narodowej – mówi generał.

– Nie chcę spekulować. Swoją wypowiedź zamknę natomiast stwierdzeniem, że ja, gdybym był dowódcą i odpowiadał za Siły Zbrojne RP, to na pewno bym wiedział, jak należy postąpić w przypadku najgorszego dla Polski scenariusza – twierdzi gen. Różański.

Dylematy prawne, związane z wyborami mogą dzielić społeczeństwo i podgrzewać emocje również po wyborach. Władza od kogoś pochodzi. Można władzę sprawować wyprowadzając wojsko na ulice, co jest charakterystyczne dla władzy autorytarnej.

Wysoki poziom emocji i podziały w społeczeństwie

Od przemian ustrojowych, jakie zaszły w naszym kraju po 1989 r., nie mieliśmy wątpliwości, że normalna dla nas władza pochodzi z wyborów. Po wyborach korespondencyjnych, naruszających podstawowe zasady konstytucyjne, jak tajność, równość, powszechność czy bezpośredniość głosowania, nieuniknione będą wątpliwości, co do uszanowania tych zasad.

Nie można wykluczyć, że w efekcie dojdzie do protestów na dużą skalę niezadowolonych obywateli przeciw władzy. Jak wówczas zachowa się wojsko?

– Czy emocje w Polsce mogą dojść do takiego poziomu, że możliwe jest masowe wyjście ludzi na ulice? Historia uczy: nigdy nie mów nigdy. Przed wszystkimi istotnymi zmianami w Polsce i świecie, zawsze zdarzali się przywódcy, którzy twierdzili, że do rewolucyjnych zmian u nich nie dojdzie – mówi prof. Bogusław Pacek, generał dywizji w st. spocz., wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, były rektor-komendant Akademii Obrony Narodowej.

– Niepokoi mnie wysoki poziom emocji w społeczeństwie, i to co w historii Polski od niepamiętnych czasów nie zdarzało się nigdy, że społeczeństwo jest podzielone. Dzisiaj należy się obawiać nie tylko protestów ludzi, którzy nie mogą wytrzymać napięcia związanego z polityką, ale też z pandemią. Napięcia kumulują się z wielu powodów i jak człowiek w domu wybucha agresją w formie kłótni, to tylko kropla wystarczy, by za chwilę przelać czarę goryczy – uważa gen. Pacek.

Według generała dziś na emocje Polaków składa się wiele elementów: obawa przed utratą pracy, przed zachorowaniem, niemożność pójścia do lekarza, zrealizowania wielu rzeczy, które ludzie mieli planowane, obawa o losy rodziny. Negatywne emocje się kumulują, a nie bardzo jest jak i gdzie je rozładować. Specyfika pandemii i ograniczenia powodują, że wszystko to gromadzi się w naszym wnętrzu i w naszych domach.

Funkcjonowanie armii w demokratycznym państwie

Nie bez znaczenia są też kwestie polityczne. Z jednej strony duża część społeczeństwa obawia się utraty tego, co zawdzięcza obecnej władzy, utraty zasiłków, pozycji zawodowej , którą zdobyli w ostatnich latach, odejścia liderów, z poglądami których się identyfikują. Utożsamiają się z obecną władzą i obawiają się, że stanie się coś, co stracą.

Druga część społeczeństwa ma dość naruszania przepisów prawa, zawłaszczania w zakresie funkcjonowania sądownictwa, naruszania konstytucji, kombinowania przy wyborach, nieuwzględniania głosu Polaków, którzy myślą inaczej. Wyraźnie rośnie poziom niezadowolenia społecznego tej drugiej grupy, z coraz większym udziałem młodzieży i tego nie należy lekceważyć.

Czy dziś możliwa jest powtórka stanu wojennego, z wyprowadzeniem wojska z koszar i policji na ulice?

Niektórzy liderzy i komentatorzy opozycyjni tego właśnie by chcieli. Leszek Jażdżewski, redaktor naczelny pisma „Liberte!”, zapamiętany po swoim wystąpieniu w charakterze supportu Donalda Tuska zeszłej wiosny, kiedy to bardzo ostro wypowiadał się przeciwko Kościołowi i katolikom, w ubiegłym tygodniu napisał nawet, że wezwanie do bojkotu wyborów oznacza nieuznawanie prezydenta po wyborach, więc pozostaje scenariusz rewolucji. – Trzeba o tym mówić otwarcie – dodał wprost.

Zdaniem generała Packa, tylko władza wie, co zamierza, bo ewentualny stan nadzwyczajny zależy od władzy, nie od społeczeństwa.

– Stan wyjątkowy, przewidziany w konstytucji jest możliwy. Wielu pyta, co wtedy zrobi wojsko. Od wojska nie należy nigdy oczekiwać, że zachowa się inaczej, niż zdecyduje o tym władza, której wojsko podlega. Pod warunkiem, że zadania stawiane przez władzę nie będą naruszały prawa. Na tym polega istota funkcjonowania armii w demokratycznym państwie. Nawet stan wojenny, który jest bolesnym wspomnieniem historycznym, obciąża przede wszystkim decydentów – twierdzi generał. – Stan wyjątkowy rodzi skojarzenia ograniczeń stanu wojennego, które starsi Polacy dobrze znają – dodaje.

Generał jest przekonany, że stan wojenny, który znamy z historii nie przypominał wojny z przeciwnikiem zewnętrznym. Był pacyfikacją państwa, zamrożeniem wszystkiego, co było wcześniej legalne. Godzina policyjna, ograniczenia mediów, nadzwyczajne prawo, określony obszar i czas poruszania się – to wszystko jest możliwe w stanie wyjątkowym, który jest do wprowadzenia w Polsce w aktualnym stanie prawnym, bez protestów i manifestacji.

Odpowiedzialność za użycie wojska, zawsze spoczywa na rządzących

– Jeśli chodzi w wojsko, policję, służby państwowe moje zdanie jest jasne, we wszystkich demokratycznych państwach, rolą armii, policji jest wykonywać zgodnie z prawem wolę legalnie wybranej władzy. Polska ma legalnie wybraną władzę, możemy ją krytykować, mieć inne poglądy, ale to władza wybrana legalnie – podkreśla gen. Pacek.

– W związku z tym stawianie pytania, po której stronie byłoby wojsko, nie może mieć miejsca, ponieważ odpowiedzialność za użycie wojska, zawsze spoczywa na rządzących. Co innego gdyby władza była narzucona przez zewnętrzne siły, ale to jest władza, która nawet krytykowana, ale została wybrana przez Polaków. Nie oczekujmy, że wojsko lub policja będą zachowywać się według własnego uznania – podkreśla gen. Pacek.

Jedynym prawem żołnierza, który w swoim sumieniu nie zgadza się z działaniami władzy, jest rezygnacja ze służby wojskowej. I to przyniosły rozwiązania prawne już po 1989 roku, bo wcześniej żołnierze takiej możliwości nie mieli.

– Jeżeli będziemy mieli naruszenia prawa w obrębie wyborów, kiedy jedni będą mówić super, wszystko się udało, zdobyliśmy swoje, a drudzy będą podnosić, że wybory nie były prawdziwymi wyborami, będzie pogłębiał się chaos i niepewność. Powstaną wątpliwości, czy to właściwie wybrany prezydent – twierdzi Włodzimierz Wróbel, sędzia Sądu Najwyższego.

– Urząd prezydenta to instytucja konstytucyjna, on powołuje premiera, ministrów, sędziów. Jeśli ktoś nie jest prezydentem, to powołane przez niego osoby również nie mają mandatu do wykonywania swoich zadań. Trudno wyobrazić sobie konsekwencje, jaki może spowodować naruszenie procedury wyborczej – dodaje sędzia Wróbel.

WNP.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!