Czy USA nas obronią? Amerykanie nie będą odgrywali większego znaczenia

Czy USA nas obronią

USA nie chcą zrywać wszystkich bezpieczników z postzimnowojennego układu. Porozumienie z Rosją z 1997 r. wciąż ocenia się w Waszyngtonie pozytywnie.

Wspólna deklaracja prezydentów Polski i Stanów Zjednoczonych wzbudziła duże emocje wśród komentatorów polityki zagranicznej. Korzyści ekonomiczne uzyskane przez Amerykanów są oczywiste, natomiast odpowiedź na pytanie „czy Amerykanie nas obronią?” – niekoniecznie. Warto się przejrzeć, czy nasze oczekiwania wobec USA nie są zawyżone.

W Polsce konfrontacja amerykańsko-rosyjska najczęściej jest postrzegana poprzez pryzmat zimnowojenny. W rzeczywistości po końcu zimnej wojny Amerykanie nie szukają z Rosją bezpośrednich konfliktów. Więcej – wręcz poszukują sposobów na porozumienie i normalizację relacji. Przed podpisaniem deklaracji prezydenci w Białym Domu wielokrotnie podkreślali, że mieści się ona w granicach porozumienia NATO–Rosja z 1997 r. (potocznie zwanego aktem stanowiącym).

Może się wydawać, że prezydent Trump jest przywódcą zdolnym do wywrócenia porządku międzynarodowego, jak to było w przypadku układu o likwidacji pocisków rakietowych średniego zasięgu (INF). Obecna administracja Białego Domu rzeczywiście zasłynęła przeprowadzeniem kilku tzw. twardych resetów. Jednak patrząc na ponadpartyjne porozumienie władz amerykańskich dotyczące pewnych fundamentalnych porozumień z Rosją, Amerykanie nie chcą zrywać wszystkich bezpieczników z postzimnowojennego układu. Wiele kwestii, chociażby takich jak bezpieczeństwo nuklearne, porozumienia o nierozpowszechnieniu wrażliwych technologii lub współpraca w zwalczaniu terroryzmu, nadal powodują, że akt stanowiący z 1997 r. ocenia się w Waszyngtonie pozytywnie.

I jest ku temu również inny ważny powód – niechęć USA do konfrontacji strategicznej na dwóch różnych kierunkach. Zaostrzenie relacji z Chinami i związane z tym zmiany na euroazjatyckiej szachownicy powodują, że region wschodniej Azji mocno się destabilizuje. Budzi to niepokój bliskich sojuszników USA – Japonii, Korei i Australii. USA, nawet będąc supermocarstwem, nie mają wystarczających zasobów na jednoczesne zaangażowanie się w wielu miejscach. Pośrednio przyznał to w środę Trump, mówiąc: „nie będziemy relokować dodatkowych żołnierzy do Europy”.

Amerykanie nie wezmą więc na siebie całkowitej odpowiedzialności za bezpieczeństwo Polski i naszego regionu – mogą nam tylko pomóc poprzez nawiązanie współpracy technologicznej, instytucjonalnej, wywiadowczej, jak również poprzez wsparcie tam, gdzie polski budżet nie udźwignie na razie zobowiązań.

Mowa o systemach przeciwrakietowych wyższych warstw i rozpoznaniu dużego zasięgu. To cenne narzędzia. Cenniejsze niż nowy tysiąc amerykańskich żołnierzy. Amerykanie nie będą odgrywali większego znaczenia w bezpośredniej obronie Polski. USA nie zastąpi polskiego państwa w obronie naszego kraju, więc potrzebujemy bardziej podmiotowego myślenia samych Polaków.

EUGENIUSZ CHIMICZUK, RP.PL

Więcej postów