Chcą wyburzyć europarlament, bo boją się terrorystów

Komisja Europejska chce karać Polskę za to, że nie przyjmuje migrantów. Do urzędników nie trafiają argumenty, że z falą uchodźców do Europy mogą przybywać terroryści. Tymczasem właśnie terroru najmocniej obawiają się unijni biurokraci. Do tego stopnia, że chcą zburzyć budynek Parlamentu Europejskiego i wybudować sobie nową, bezpieczniejszą twierdzę.

Narastająca fala terroryzmu w Europie pozwala polskiemu rządowi utwardzać stanowisko w sprawie przyjmowania migrantów. Ale radykalne „nie” ze strony rządzących ma swoje konsekwencje: Bruksela grozi Polsce karaniami za niewywiązywanie się ze zobowiązań złożonych przez rząd Ewy Kopacz (61 l.) ws. relokacji uchodźców. Premier Beata Szydło (55 l.) twardo stoi jednak przy swoim: nie przyjmiemy migrantów z Grecji i Włoch, bo najważniejsze jest bezpieczeństwo obywateli. Przekaz jest zatem jasny: otwarcie granic Polski to uchylenie drzwi terrorystom.

Tymczasem w samej Unii wzbiera lęk przed atakami terrorystycznymi. Jak mówi Faktowi wiceszef Parlamentu Europejskiego prof. Bogusław Liberadzki (69 l.), rozważana jest opcja… zburzenia gmachu PE, gdzie obradują europosłowie! O sprawie informowało również RMF FM.

– Ekspertyza techniczna, którą otrzymały władze europarlamentu, wskazuje na wadliwą konstrukcję budynku PE. Stoi on na bardzo miękkim podłożu, mocny wstrząs mógłby spowodować tragedię – wyjaśnia europoseł.

Jak słyszymy, władze unijnych instytucji boją się ataku terrorystycznego! – PE mieści się w dziesiątce najbardziej atrakcyjnych celów terrorystów – mówi nam Liberadzki. Nowy, wzmocniony budynek PE w Brukseli miałby kosztować nawet pół miliarda euro.

Mówienie o tym, iż wzmagająca fala terroryzmu w Europie jest skutkiem otwarcia granic UE dla migrantów nie jest poprawne politycznie. Tymczasem niemieccy analitycy z ośrodka analitycznego CESifo opublikowali właśnie raport, który wskazuje na ścisłe związki między imigracją a terroryzmem.

Polski rząd będzie nadal używał argumentu o bezpieczeństwie – wbrew groźbom KE. Szef MSZ Witold Waszczykowski (61 l.) tłumaczy, że obecnie w procedurach i traktatach unijnych nie ma takich kar i nie można ich zastosować. A tak naprawdę perspektywa ewentualnych sankcji dla Polski jest bardzo odległa. Nasi rozmówcy z PE – w tym prof. Liberadzki – wskazują, że najbardziej realnym scenariuszem jest obcięcie środków dla Polski w nowej unijnej perspektywie finansowej po 2020 r.

FAKT.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*