Polacy w NIEBEZPIECZEŃSTWIE – Ukraińcy będą mogli kultywować neobanderyzm w Polsce?

Czy marszałkowie sejmu Marek Kuchciński i Ryszard Terlecki rzeczywiście zgodzili się na scenariusz „zbanderyzowania” Ukraińców w Polsce? To pytanie zadaje sobie wielu obserwatorów, którzy przeczytali wpis deputowanej ukraińskiego parlamentu Oksany Jurynets.

Wpis wspomnianej posłanki Werchownej Rady był cytowany przez media internetowe w Polsce: „Możemy tylko dziękować Andriejowi Deszczycy i Mikoii Kniażyckiemu za wczorajsze, jak podejrzewam, trudne negocjacje! Po ich spotkaniu z kierownictwem Sejmu projekt ustawy, który proponuje nazwanie ukraińskiego nacjonalizmu „innym ustrojem totalitarnym” został wycofany z planu dzisiejszego posiedzenia polskiego parlamentu. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński oraz wicemarszałek Ryszard Terlecki uznali, że taki dokument nie może być przyjęty przez większość sejmową, ponieważ przyniesie szkody relacjom polsko-ukraińskim i polsko-litewskim, gdzie mamy do czynienia z analogiczną sytuacją”. Cały wpis rzeczywiście wygląda – tak jakby ze względu na interwencję ukraińskiego ambasadora przedstawiciele polskiego parlamentu zrezygnowali z powiedzenia prawdy o zbrodniczym ukraińskim nacjonalizmie. Nacjonalizmie, którego wyznawcy z fanatyzmem wymordowali 135 tys. Polaków, w większości kobiet i dzieci.

Czytaj także: Narkomani, chorzy na AIDS i gruźlicy – wszyscy w wojsko! Wrócili w trumnach…

Powiedzenie prawdy? Przecież można rzec, iż zrobiła to już uchwała sejmowa z lipca. Ma ona jednak wyłącznie znacznie historyczne i jedynie sens wypowiedzenia z odwagą prawdy na temat przeszłości. Nie ma ona mocy sprawczej – zapobiegania temu samemu niebezpieczeństwu, związanemu z dokładnie tym samym nacjonalizmem, który odradza się w błyskawicznym tempie w teraźniejszości. Można dyskutować na temat polskich możliwości wpływania na ukraińską przestrzeń polityczną. Wpływanie w celu wstrzymywania tam tendencji do zarażania Ukraińców najbardziej antypolskim (wbrew pozorom antyrosyjskość nie ma w nim silniejszej tradycji niż antypolskość) nacjonalizmem wyrastającym z tradycji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Nasze możliwości, by ów nacjonalizm powstrzymać – wbrew pozorom są całkiem spore i publiczne oświadczenia o naszej bezsilności mają charakter nie tylko komiczny, ale i szkodliwy.

Jednak faktycznie w tym kierunku uzasadnia się brak podjęcia jakichkolwiek działań, zabezpieczając się tą fałszywą tezą. Na tym niestety nie koniec, bo polskie władze mają dość jaskrawe pole do popisu, jeśli chodzi o imigrantów ukraińskich przebywających na polskim terytorium. Wobec nich, nie tylko nie jest uskuteczniana żadna kampania informacyjna. Zostawia się ich wręcz na pastwę Piotra Tymy oraz jego organizacji – Związku Ukraińców w Polsce. Członkowie wspomnianej struktury już dawno, choć dość dyskretnie wynoszą zbrodniczą Organizację OUN-UPA, winną ludobójstwa na Polakach na najwyższe ołtarze. Co jak co, ale wpływ na Ukraińców przebywających na naszym własnym terytorium mieć powinniśmy.

Jeśli nie pomagają argumenty natury moralnej i nacjonaliści ukraińscy, kultywując nazizm mówią: „nasze państwo nasza sprawa”, my tym bardziej mamy prawo powiedzieć to samo u siebie (mimo iż oczywiście w tym wypadku sprawa nie jest na równej moralnie płaszczyźnie). Otóż zablokowanie wpisania ukraińskiego nacjonalizmu jako „inny ustrój totalitarny” w polskim prawie zostało wyprowadzone ze strony nacjonalistów ukraińskich oraz ich przedstawiciela Andrija Deszczycę i Mykołę Kniażyckiego po to, by umożliwić kult organizacji mordującej Polaków… w Polsce.

Grozi nam niebezpieczeństwo

Sprawa jest prosta, jeśli nie stworzy się odpowiednich mechanizmów prawnych, by ten proceder karać, to polskie służby i sądy nie będą miały ku temu możliwości. Zatem na naszych ulicach możliwe będzie noszenie koszulek z Banderą, czerwono-czarnych flag, czy wszelkich innymi symboli związanych z banderowskimi ludobójcami. Już teraz wszelkie pojedyncze przejawy braku tolerancji dla neobanderyzmu, czyli ukraińskiej wersji nazizmu, bardzo radykalnego – są przedstawiane jako antyukraińskie ekscesy ze strony Polaków.

Po pierwsze wykorzystuje się to propagandowo do szczucia Ukraińców przeciw Polakom. Po drugie przekonuje się, że neobanderyzm jest tożsamy z ukraińskością. Po trzecie takimi zabiegami propagandowymi usiłuje się zastraszyć polskich polityków i zmusić ich do interwencji przeciwko wszelkim przejawom przeciwdziałania neobanderyzmowi w Polsce. A nawet – chodzi raczej o przerwanie doinformowywania polskiej opinii publicznej o charakterystyce neobanderyzmu i niebezpieczeństwie grożącym z jego strony. Idzie o to, by Polacy byli na to niebezpieczeństwo nieprzygotowani. Stan nieprzygotowania i bezbronność jest bowiem wymagany przez neobanderyzm jako czynnik niezbędny do działania. Banderowcy, wbrew propagandzie i pomimo fanatycznej obrony przed sowietami, aż tak waleczni nie byli. Wskazują na to ich wyjątkowo zbrodnicze działania przeciw ludności cywilnej i wyprowadzanie ich zawsze w przewadze, albo liczebnej, albo logistycznej, np. przy wsparciu wrogów czy wręcz okupantów Polski.

Wystarczy wspomnieć jakie porażki spotykały UPA przy zetknięciu się ze zorganizowaną przez wyszkolonych wojskowych obroną (choć UPA miała tam nadal przewagę liczebną) w Przebrażu (reszta samoobron nie miała tyle szczęścia, bo odpowiedni do tego ludzie zostali wywiezieni przez sowietów). Tak samo alergiczna reakcja spotykała upowców w zetknięciu z 27 Wołyńską Dywizją AK. Nawet ich cudowna ofensywa i front na rzece Huczwie, do którego powstania doprowadzili, odbywały się warunkach wspierania ich przez Niemców. Polacy bowiem z racji kiepskich sojuszy aliantów, wbrew sobie musieli opowiedzieć się po stronie sowietów. Ludzie z OUN bohaterami z pewnością nie byli. Oś ich działania opierała się zawsze o spryt i usypianie przeciwnika, wzbudzanie u niego wiary, iż się nie ośmieli dokonać pewnych działań, w tym wysoce amoralnych.

Jeśli część Ukraińców bierze za idoli takich ludzi, to skąd pomysł, że współcześnie nie ośmielą się pewnych rzeczy powtórzyć. I wspominam tu na początek o czynniku terrorystycznym. Chodzi o możliwość ukrycia się zamachowców wśród dwóch milionów ukraińskich imigrantów, których w 90% nie interesują żadne ekscesy, a jedynie zarobienie pieniędzy, ulżenie rodzinie i prowadzenie godnego życia. I o ile nacjonalistom ukraińskim w swoich działaniach, jak tu wspomniano idzie o przerwanie doinformowania Polaków, to w pierwszym rzędzie interesuje ich wstrzymanie poszerzania się wiedzy Ukraińców na temat zbrodniczości OUN-UPA. Zabiegają o to, by kult ukraińskich ultranazistów rozszerzał się bez przeszkód, by trudno się było z niego Ukraińcom wycofać, a Polacy zostali postawieni przed faktem dokonanym. I przede wszystkim ze strachem uginali się pod różnymi żądaniami i zapewnieniami o „polsko-ukraińskim” sojuszu. Tylko po to, by nagle odwrócić omotanych przez neobanderyzm i posłusznych (choćby i ze strachu, nie tylko fanatyzmu) w wykonywaniu poleceń – przeciwko Polakom.

Służy temu obecna kampania propagandowa przedstawiająca rzekomą nienawiść Polaków do Ukraińców. Posługuje się ona przykładami – wręcz kuriozalnymi, bo uchwałą wołyńską, jaka mówi o zbrodniczości omawianego nacjonalizmu i filmem „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego, który działa tak samo. Za Polakami, którzy interweniują, widząc w Polsce neobanderowskie symbole, musi stanąć państwo polskie. To państwo służy obywatelom do tego aby ich chronić przed narastaniem niebezpieczeństwa ze strony obcych nacjonalizmów, o opluwaniu pamięci historycznej na naszym własnym terytorium nie wspomnę.

Trucizna z banderyzującej się Ukrainy może rozlać się do Polski

Brak karania za neobanderowskie symbole umożliwi przemycanie różnych akcesoriów neobanderowskich do Polski, a nawet ich oficjalne wwożenie. Tym bardziej skoro takie pojedyncze ekscesy wwożenia flag banderowskich na tirach czy w samochodach osobowych pojawiają się w Polsce. Wszelkie zaś interwencje na tym polu opisywane są, jak już wspomniano – jako akty braku tolerancji dla Ukraińców jako takich (!). To tak jakby ściganie swastyk oraz insygniów NSDAP było nacjonalistycznym aktem dowodu na nieistnienie polskiej tolerancji dla Niemców. Akceptowanie zatem braku barier dla kultu organizacji, która masowo i w sposób okrutny mordowała polskich cywilów, nie mając w tym absolutnie żadnych granic – da jej pogrobowcom ogromne możliwości.

Już teraz istnieje wielkie niebezpieczeństwo powstania w Polsce mafii neobnderowskiej, która będzie zajmowała się kontrolowaniem, terroryzowaniem i urabianiem 2 milionów ukraińskich imigrantów. Czyli de facto stworzeniem z nich pola i zaplecza do własnego działania. Wsparcie może przyjść z intensywnie banderyzowanej Ukrainy, gdzie nacjonaliści ukraińscy co najmniej zyskali przemożny wpływ na Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy, czy nawet ją przejęli. Wziąć należy przy tym pod uwagę wiele politycznych faktów, w tym uchwały ukraińskiego parlamentu, wypowiedzi prezydenta, premiera, czy marszałka tej samej izby, byłego członka partii narodowosocjalistycznej. Z tej ostatniej wyłoniła się później znana wielu – szalona partia „Swoboda”.

Czytaj także: Ciężki bój na Donbasie! Szpitale zapchane RANNYMI (WIDEO)

Wystarczy podać przykład z rzędu bardzo słabego i przecież nieadekwatnego do powagi sytuacji. Mianowicie działań operacyjnych Służby Bezpieczeństwa wobec niepodległościowej emigracji na Wyspach. Także w Kanadzie zwykli Ukraińcy w największej na świecie ukraińskiej diasporze byli bardzo skutecznie podporządkowywani siłą nacjonalistycznemu kursowi. Polska będzie jeszcze większym polem do popisu, z racji nie tylko bliskości, ale wygłaszanej tezy (co najmniej tolerowanej przez rządzących), iż „nadal okupuje” ukraińskie terytorium w postaci Ziemi Przemyskiej, Chełmszczyzny, a nawet Lublina czy Krakowa (!). Polakom grozi katastrofa ich państwa i to w stylu jakiego się najmniej spodziewamy, tj. państw zachodnich, które uginają się pod islamskim terroryzmem i które wyhodowały sobie zaplecze dla terrorystów w postaci islamskich gett.

Jeśli w Europie Zachodniej istnieje obawa przed urażeniem muzułmanów – tak samo Piotr Tyma prezes ZUwP może wpłynąć na wytworzenie podobnego mechanizmu w odniesieniu do Ukraińców w Polsce. Posiada on dar robienia „czegoś z niczego” jak świadczą ciągłe oskarżenia pod adresem Polaków o nietolerancję. Przykładem może służyć retoryka wokół ukraińskiego marszu w Przemyślu, jak i polskiego w tym samym mieście. Zawsze winni polscy szowiniści. Gdyby słuchać stale prezesa Tymy można by odnieść wrażenie, iż sytuacja Ukraińców w Polsce jest naprawdę fatalna, podczas gdy w samym tylko Przemyślu dysponują oni kilkunastoma budynkami. To typowa taktyka, którą stosują również islamiści, głosząc jak bardzo ogranicza im się wolności, także poprzez kultywowanie obyczajów gospodarzy, a następnie wyciągają rękę po więcej.

Faktycznie ukraińscy nacjonaliści są takimi polskimi islamistami, przeto nie ma co się śmiać z krajów zachodnich, które w politycznej poprawności uginają się pod żądaniami rozrastającej się społeczności muzułmańskiej. Potrzebujemy całego szeregu ustaw związanych z uniemożliwieniem wyrastania nacjonalizmu opartego o tradycję mordowania Polaków, bo ten się nigdy nie zmieni. Jak widać nie zmienia go żadna wojna na wschodzie. Na razie mamy jeden film w temacie – na ćwierć wieku, dosłownie jeden i dobrze, że w ogóle jest. Niestety uchwała sejmowa, wobec dużej dysproporcji innych zachowań różnych polityków, jest degradowana do rangi rysowania kredkami w Belgii na chodnikach. Choć od początku można było podejrzewać, iż będzie tylko jednorazowym aktem, o ile nie stanie się prawem, czyli ustawą.

Nie musiało oczywiście tak być, lecz ten scenariusz miał w sobie największą dozę prawdopodobieństwa. Polski parlament, miast stanowić odpowiednie prawa i pokazać, że uchwała ma rzeczywiście znaczenie w zmianie postawy państwa polskiego – wydaje się przeżywać od rocznicy wołyńskiej do rocznicy. Jednak o braku zmiany postawy świadczyć może to, z jakimi wyrzutami traktowali posła sprawozdawcę Michała Dworczyka ludzie związani z jego własną partią. Oczywiście będący pod wpływem propagandy ukraińskiego nacjonalizmu.

Jak jest naprawdę?

Wypada zadać pytanie jakież to szkody poczyniłby w stosunkach polsko-ukraińskich akt prawny, który zgodnie z prawdą nazywałby ukraiński nacjonalizm. Otóż żadnych. Krzyczeli by jedynie zwolennicy roszczeniowego w swoim programie, omawianego tu ukraińskiego nacjonalizmu. Rzekome szkody polegałyby jedynie na ich lamencie z powodu przeszkadzania w ich planach, tj. trzymania w uśpieniu Polaków, by nie przeszkadzali w banderyzacji Ukrainy. Docelowo Ukraińcy, którzy otworzyliby oczy na prawdę w stosunku do tego czego dokonał implantowany im ukraiński ultranazizm – poczuliby żal i solidarność z Polakami. Tymczasem w planach środowisk neobanderowskich mają oni czuć do Polski i Polaków wieczną i wszystkożerną roszczeniowość. Jeśli ktoś nie wie jak ona wygląda, niech przypomni sobie majątek i możliwości Związku Ukraińców w Polsce, jakich nie ma żadna polska organizacja na Ukrainie i przywoła w pamięci trwający mimo tego od wielu lat nieustanny lament jej prezesa.

Ewentualnie można przytaczać polską wielorazową pomoc i w czasie „Pomarańczowej rewolucji” i protestów na Majdanie i dla chwiejącego się państwa ukraińskiego (także pomoc finansową). Pomimo tego na Ukrainie media informują o polskiej nietolerancji, zwłaszcza w Przemyślu, który to sami ukraińscy nacjonaliści nazywają „ukraińskim bastionem” lub „stolicą Ukraińców w Polsce”. Już w XIX wieku w fazie sporów polskich i ruskich polityków można znaleźć fragmenty wypowiedzi Polaków, że choćby nie wiem w czym tym panom ustąpić, oni i tak nigdy nie będą zadowoleni. A należy wziąć pod uwagę, że polscy galicyjscy politycy nie mieli wtedy do czynienia z radykalnym ukraińskim nacjonalizmem, który ukształtował się znacznie później. Jednak sam konflikt polsko-ukraiński był zawsze kreowany przez siły zewnętrzne, a wtedy w drugiej połowie XIX wieku i na początku XX – konkretnie państwa zaborcze. Później zaś przez ich spadkobierców.

Przeto kreowanie i wzmacnianie roszczeniowego oraz agresywnego wobec Polaków nacjonalizmu zawsze było w interesie sił zewnętrznych. Stąd nasza tolerancja dla jego rozwoju wydaje się karygodną głupotą, uskutecznianą przez dyletantów i pseudospecjalistów od rzekomego „polsko-ukraińskiego pojednania”. Szkodzenie ukraińskiemu nacjonalizmowi, który polskości nienawidzi ze względu na tradycję fanatycznie ubóstwianych swoich idoli, zawsze będzie służyć stosunkom polsko-ukraińskim oraz ich poprawie. Chyba że naszym celem jest nie ich poprawa, a święty, niestety pozorny spokój. A konkretnie chwilowy komfort braku wrzasku i histerii ukraińskich nacjonalistów, którzy nie cierpią kiedy psuje im się plany. Wtedy zawsze na potrzeby pożytecznych idiotów nazywają to szkodzeniem stosunkom polsko-ukraińskim, by postraszyć Polaków, którzy to ledwo się na tym znają.

Kwestia powstrzymywania neobanderyzmu na zewnątrz jest kluczowa w stosunku do wyeliminowania, bądź nie – niebezpieczeństwa zewnętrznego. Trudno jednak coś takiego ze strony naszych organów państwowych zaobserwować. Osobną i znacznie bardziej newralgiczną kwestią jest zablokowanie niebezpieczeństwa wewnętrznego. Konkretnie poprzez wykorzystanie dwóch milionów Ukraińców pracujących w Polsce przeciwko Polakom, poprzez zarażenie ich arcyantypolskim nacjonalizmem. Niestety jeśli rzeczywiście jest tak, iż na życzenie Andrija Deszczycy (człowieka z miejscowości skąd wywodziło się najwięcej upowców w jego regionie) w Polsce rezygnuje się z jednego z zapisów blokujących rozwój tegoż zbrodniczego i antychrześcijańskiego nacjonalizmu – woła to o pomstę do nieba. To bowiem kwestia losu przyszłych pokoleń i tego, czy je się przed różnymi ewentualnościami zabezpieczy, czy pozostawi bezbronnymi. Tutaj sytuacja będzie znacznie bardziej ewidentna niż w przypadku dyskusji o rozkazie do powstania w Warszawie w ramach akcji „Burza”.

ALEKSANDER SZYCHT

Więcej postów

1 Komentarz

Komentowanie jest wyłączone.