Polacy na Łotwie – cienie i blaski

W granicach wolnej Łotwy znalazła się ok. 50-tysięczna społeczność polska. Większość jej przedstawicieli nie miała kłopotów z przystosowaniem do nowych warunków. Losy ich przodków były jednak nierzadko dramatyczne i tragiczne.

 

W styczniu 1920 roku Wojsko Polskie odegrało główną rolę w wyparciu bolszewików z granic Łotwy, co uratowało młodą niepodległość tego kraju. Wydawać by się mogło, że kilkaset polskich grobów, jakie pozostały po tej akcji, na trwałe przypieczętuje sojusz między Warszawą a Rygą. Tymczasem Łotwa najpierw odmówiła przystąpienia do antybolszewickiego sojuszu, a następnie, wykorzystując trudną sytuację Polski latem 1920 roku, zajęła sześć przygranicznych gmin powiatu brasławskiego. W następnych miesiącach sytuacja daleka była od normalizacji. Pojawiły się informacje o szykanach wobec Polaków mieszkających na Łotwie. W ich stan posiadania uderzyła niezwykle radykalna reforma rolna, którą Władysław Studnicki podsumował nie przebierając w słowach: Państwo łotewskie stało się organizacją, której jakby głównym celem było ograbianie narodowości niełotewskich na korzyść łotewskiej.

Nieugięci

Polska społeczność, mimo niesprzyjających warunków, działała nadzwyczaj prężnie.

Nasi rodacy brali aktywny udział w życiu politycznym i społecznym, broniąc swoich praw. Ich przedstawiciele byli obecni w parlamencie i władzach samorządowych. Rozwijało się polskie szkolnictwo, teatr, prasa, bujnie rozkwitło harcerstwo.

Z czasem nastąpiło ocieplenie stosunków – ożywiła się współpraca gospodarcza, a w roku 1929 Ryga przystała na wypłacenie odszkodowań polskim właścicielom zrujnowanym przez reformę rolną, choć za cenę uznania przez Rzeczpospolitą granicy państwowej (a więc pogodzenia się z aneksją sześciu gmin przygranicznych).

Rozwój polskiego życia politycznego na Łotwie został zahamowany w 1934 r., po ustanowieniu przez premiera Kārlisa Ulmanisa rządów autorytarnych. Zdelegalizowano polskie organizacje polityczne, zamknięto część szkół. Władze podejmowały naciski na Polaków, aby ci wyrzekli się swego pochodzenia. Jeżeli wierzyć oficjalnym statystykom, spis powszechny w 1930 roku wykazał 59 374 osób deklarujących narodowość polską, zaś w roku 1935 – zaledwie 48 949. Zmniejszenie się sporej grupy narodowościowej o 20 procent w ciągu zaledwie pięciu lat było zaskakującym zjawiskiem. Władze tłumaczyły to chwiejnością części obywateli o niewyrobionej świadomości narodowej. Zapewne w poszczególnych wypadkach bywało i tak (u nas również znane było zjawisko „tutejszych”), tym niemniej polscy działacze mówili wprost o fałszerstwach w trakcie spisu, szczególnie licznych w południowej Łatgalii oraz w powiecie iłłuksztańskim. Wiele osób posługujących się na codzień językiem polskim, zaangażowanych w polską działalność społeczną, dowiadywało się ze zdumieniem, że urzędnicy zaliczyli je do narodu łotewskiego.

Aneksja

Atak Niemiec, a później Związku Sowieckiego na Polskę we wrześniu 1939 roku wywołał zrozumiałe poruszenie w kręgach rządowych Rygi.

Dwudziestego pierwszego września przywódca kraju Kārlis Ulmanis nakazał zerwanie stosunków dyplomatycznych z Polską, motywując to opuszczeniem („porzuceniem”) przez jej rząd terytorium Rzeczypospolitej. Jeżeli Łotysze mieli nadzieję, że tym gestem zaspokoją apetyty agresorów, to przeliczyli się srogo.

Już na początku października Stalin zażądał od nich zgody na zainstalowanie na obszarze Łotwy baz Armii Czerwonej. W nocy z 14 na 15 czerwca 1940 roku w rejonie Abrene żołnierze sowieccy zamordowali 3 łotewskich strażników granicznych oraz 2 cywilów, zaś 37 osób (w tym 10 strażników) uprowadzili na swoje terytorium. Ta krwawa prowokacja miała „zmiękczyć” Łotyszy przed kolejnym żądaniem – zgody na okupację wojskową. Rząd w Rydze i tym razem ustąpił przed dyktatem.

W lipcu odbyły się wybory do Sejmu Ludowego. Była to farsa – jedyną listą, jaka otrzymała zgodę na rejestrację był prosowiecki Blok Ludu Pracującego. Rzekomo poparło go aż 96,7 procenta głosujących. Nowo powołany Sejm natychmiast zwrócił się do Rady Najwyższej Związku Sowieckiego o przyłączenie Łotwy do ZSRS. Kreml, jak łatwo przewidzieć, „postanowił zadośćuczynić prośbie narodu łotewskiego”. Tym samym Łotwa stała się Łotewską Socjalistyczną Republiką Sowiecką.

Organa bezpieczeństwa nowej władzy nie żywiły złudzeń co do rzeczywistego stosunku społeczeństwa do Kraju Rad, dlatego rozszalały się represje. Wśród uwięzionych, deportowanych i straconych znaleźli się również łotewscy Polacy. Zdelegalizowano polskie organizacje społeczne – harcerstwo, korporacje studenckie, towarzystwa dobroczynne.

Nieustający koszmar

W czerwcu 1941 roku wybuchła wojna niemiecko-sowiecka. Latem tegoż roku Niemcy wkroczyli na Łotwę, powitani przez ogromną część ludności jako wyzwoliciele.

Rychło okazało się, że wyzwolenie nie dotyczyło wszystkich grup narodowościowych. O ile Łotyszy okupant niemiecki traktował przyjaźnie, to tysiące obywateli pochodzenia polskiego i rosyjskiego zostało deportowanych do Rzeszy na roboty przymusowe, zaś Żydów skazano na zagładę. W opinii niemieckiej Polacy „obniżali jakość rasową narodu łotewskiego”. Gdy ogłoszono mobilizację do Łotewskiego Legionu SS, Polacy nie podlegali jej (mogli zaciągać się na ochotnika, co istotnie uczynili nieliczni, motywowani chęcią walki z Sowietami). Natomiast większa liczba Polaków, zapewne kilkuset, została wcielona w szeregi Legionu jako poborowi bez pytania o zgodę (dotyczyło to osób, które podczas spisu powszechnego w 1935 roku zadeklarowały narodowość łotewską bądź zostały zakwalifikowane jako Łotysze na podstawie wspomnianych fałszerstw przedwojennych władz zwalczających żywioł polski).

Niemcom udało się pozyskać na Łotwie 110 tysięcy ochotników i rekrutów, wcielonych następnie głównie do Waffen SS i oddziałów policyjnych. Niestety, formacje łotewskie, oprócz walki na froncie, zostały użyte do najbrudniejszych zadań, łącznie z eksterminacją ludności cywilnej. Jedną z ich wielu zbrodni była masakra w Rumbuli, gdzie wspólnie z Niemcami zamordowały 25 tysięcy Żydów (wśród wyróżniających się tam katów był pionier łotewskiej awiacji Herberts Cukurs; po wojnie zbiegł on do Urugwaju, gdzie w 1965 roku zlikwidowali go agenci wywiadu izraelskiego).

Jednak nawet w tych mrocznych latach zdarzały się przejawy życzliwego stosunku do Polaków ze strony poszczególnych Łotyszy, również tych, których los umieścił w obozie wroga. Dowodem postawa podpułkownika Alfredsa Veverisa, dowódcy łotewskiego 24. batalionu policyjnego operującego na Grodzieńszczyźnie, który odmówił wykonania wydanego przez niemieckie dowództwo rozkazu spalenia Rudni Nalibockiej. Znany jest również przypadek Łotysza, żołnierza 5. Dywizji Pancernej SS „Wiking”, który po wzięciu go do niewoli przez powstańców warszawskich ujawnił im lokalizację magazynu broni, a także uprzedził ich o planowanym przez Niemców ataku na ulice Świętojańską i Kanonię.

Leśni Bracia

W 1944 roku wojska sowieckie ponownie wkroczyły na ziemie łotewskie, wypierając stamtąd Niemców i ich sojuszników. Wkrótce rozwinął się antykomunistyczny ruch partyzancki znany jako Leśni Bracia (łot. meža brāļi).

Dziś można spotkać się z informacjami, że w ruchu oporu wzięła udział gigantyczna liczba od 40 do 100 tysięcy obywateli. Jednak bezpieka w swych poufnych raportach donosiła, że od 1944 do października 1953 roku w „działalność antypaństwową” było zaangażowanych ponad 20 tysięcy mieszkańców Łotwy. Biorąc poprawkę na fakt, że część oskarżonych o działalność w podziemiu była ofiarami antyspiskowej paranoi „czekistów”, można zaryzykować twierdzenie, że konspiracja oraz oddziały partyzanckie przyciągnęły od 10 do 15 tysięcy Łotyszów. Sowieckie źródła szacowały liczbę ofiar w owym czasie na 1 639 zabitych po stronie władz oraz 2 422 poległych partyzantów, nie licząc kolejnych 119 000 mieszkańców Łotewskiej SRS represjonowanych w różny sposób przez komunistów. Kilkuset niepodległościowców kontynuowało działalność konspiracyjną również w następnych latach, ostatnie oddziałki partyzanckie złożyły broń w 1957 roku.

Wśród antysowieckich bojowników na Łotwie nie brakło również Polaków (a także miejscowych Rosjan, Białorusinów, Estończyków i Litwinów). Niektórzy służyli w szeregach Leśnych Braci, inni tworzyli polską konspirację narodową. Przedstawicielką tej ostatniej była organizacja „Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej”, walcząca o Wielką Polskę obejmującą również dawne Inflanty Polskie oraz zagrabione przez Sowietów przedwojenne województwa wschodnie. Był z nią związany oddział Bronisława Worsława (30 do 40 ludzi, w większości Polaków, nadto kilku Łotyszy i Rosjan), działający na terenie gminy Kapława w południowej Łatgalii, a także po drugiej stronie granicy związkowej, w powiecie brasławskim Białoruskiej SRR. Oddział ten został rozbity latem 1945 roku przez NKWD, a jego dowódca poległ. Duży rozgłos zyskał też 16-osobowy polski oddział partyzancki Waldemara Drozdowskiego, walczący w latach 1944-1948 w powiecie iłłuksztańskim.

Polska społeczność na Łotwie poniosła duże straty szczególnie podczas kolektywizacji oraz osławionej Wielkiej Deportacji w 1949 roku – liczni włościanie uznani za „kułaków” zostali zesłani na Syberię i do Kazachstanu. Pozostałych poddano ostrej rusyfikacji, która trwała aż do połowy lat 80. Szkolnictwo polskie uległo likwidacji, a jego ostatnim śladem były zajęcia w języku polskim prowadzone w katolickim Seminarium Duchownym w Rydze. W owych trudnych latach Kościół, jak tyle razy wcześniej w historii naszego narodu, stał się ostoją polskości.

Nadzieja

Łotwa ponownie wybiła się na niepodległość w 1991 roku, po 51 latach niewoli.

Kraj borykał się z wieloma problemami. Jednym z nich był multietniczny charakter społeczeństwa. Rodowici Łotysze stanowili ledwie nieco ponad połowę ludności. Dlatego też uchwalono prawo o obywatelstwie – pełnoprawnymi obywatelami kraju mogły stać się jedynie osoby, które zdały egzamin z języka łotewskiego. Pozostałe otrzymały status bezpaństwowców, nie przysługiwały im prawa wyborcze, nie mogły również pracować w określonych zawodach.

W granicach wolnej Łotwy znalazła się ok. 50-tysięczna społeczność polska. Większość jej przedstawicieli, pochodzących z rodzin zamieszkałych na tych ziemiach od pokoleń, nie miała kłopotów z przystosowaniem do nowych warunków. W o wiele trudniejszym położeniu znalazła się licząca sobie kilkanaście tysięcy osób grupa polskich przesiedleńców z czasów sowieckich, przybyłych przede wszystkim z byłych województw wschodnich Rzeczypospolitej, nieznających języka łotewskiego. Mimo wszystko sytuacja Polaków jest niezła, nie są oni bowiem obiektem żadnych restrykcji władz, jak choćby na sąsiedniej Litwie. Więcej – prawo gwarantuje im swobodny rozwój rodzimej oświaty i kultury. Budzi to nadzieje na przyszłość. Łotewscy Polacy pamiętają o swych korzeniach. Ich wspólnota zwycięsko przetrwała dziesięciolecia prześladowań.

Andrzej Solak

Więcej postów