Nie dajmy się wciągnąć w wielką wojnę!

Jestem dumny z postawy czeskiego społeczeństwa, które w odróżnieniu od Polski i krajów bałtyckich, coraz wyraźniej popiera Rosję.

 

Dziesięciu amerykańskich kongresmenów – zarówno demokratów, jak też republikanów – zaproponowało uznanie Ukrainy za sojusznika militarnego Stanów Zjednoczonych. Odpowiedni projekt ustawy wzywa prezydenta Obamę do udzielenia Ukrainie pomocy w dziedzinie bezpieczeństwa i wywiadu.

„Może to pociągnąć za sobą daleko posunięte konsekwencje dla globalnego pokoju”, – oświadczył w wywiadzie dla Głosu Rosji popularny czeski polityk, były senator z ramienia Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej, wiceminister sprawiedliwości Republiki Czeskiej Jiří Vyvadil:

Obawiam się tego, że Stany Zjednoczone skłaniają się ku militarnemu rozwiązaniu konfliktu na Ukrainie. Nie twierdzę, że jest to powszechna opinia, jednak przeważa wśród amerykańskich polityków, w rodzaju senatora McCaina. Jest to bardzo niebezpieczna tendencja. Kategorycznie się jej sprzeciwiam. Chodzi bowiem nie tylko o Ukrainę, lecz również o zachowanie powszechnego pokoju w Europie. W ubiegłym tygodniu pisałem o zagrożeniu przekształcenia się lokalnego konfliktu w wielką wojnę. Może to stać się niespodziewanie. Wystarczy przypomnieć, w jaki sposób sto lat temu wybuchła I wojna światowa. Jednym słowem, projekt ustawy, zgłoszony przez grupę kongresmenów, jest faktem bardzo niepokojącym. Liczę na to, że Obama go nie poprze. Oczywiście, kurs na wyizolowanie Rosji będzie kontynuowany. Ale Obama raczej nie zdecyduje się na sprowokowanie konfliktu na skalę światową. Natomiast może zdecydować się na zaopatrywanie ukraińskiej armii w broń.

Odnośnie sankcji przeciwko Rosji, które Zachód już wprowadza, to nie decydują one o niczym. Wypada przypomnieć, że jak tylko zaczęto mówić o prawdopodobieństwie wprowadzenia sankcji przeciwko Rosji, prezydent CzechMiloš Zeman, a następni szef rządu Bohuslav Sobotka natychmiast odcięli się od nich. Przywódca państwa nazwał sankcje pozbawionymi wszelkiego sensu. Ale dyskusje w Unii Europejskiej nadal trwają. Nie ma zgody między państwami w tej sprawie. Jasne jest jedno: sankcje wobec rosyjskiej gospodarki są bronią obosieczną i zaszkodzą rosyjsko-europejskim stosunkom.

Temat sankcji niezbyt interesuje Czechów. Na przykład, o czym piszą dzisiejsze gazety. Wszystkie omawiają przedruki z prasy zachodniej o tym, że w otoczeniu Władimira Putina są dwa obozy – resorty siłowe i oligarchowie – które walczą o wpływy. Naiwna jest podobna wizja mechanizmu podejmowania decyzji na najwyższych szczeblach władzy na Kremlu. Odważę się na zasugerowanie prezydentowi Rosji, aby podjął próbę przy użyciu siły – nie na radykalną skalę –zmuszenia stron do zawarcia pokoju. Zaakceptowałbym takie posunięcie. Nie można patrzeć na zagładę cywili, ostrzeliwanie szkół i szpitali. Koniecznie trzeba niezwłocznie położyć kres rozlewowi krwi. Przy udziale Rosji. Niektóre gorące głowy w Czechach denerwuje to, że Władimir Putin nie decyduje się na coś większego, niż tylko ochrona uchodźców z Doniecka i Ługańska. Jednak jawnie rozważa on wszechstronnie swoje działania, na jego barkach spoczywa bowiem olbrzymia odpowiedzialność za zachowanie pokoju na kontynencie. Nasuwa się pytanie: jakie jest wyjście z tej sytuacji? Wydaje mi się, że w miarę nasilania się chaosu politycznego i gospodarczego na Ukrainie – co właściwie widzimy już teraz – władza tam osłabnie na tyle, że problem rozstrzygnie się sam.

Odpowiadając na pytanie dotyczące oceny w Czechach stanowiska Rosji i Stanów Zjednoczonych w zażegnywaniu kryzysu ukraińskiego, czeski polityk zaznaczył, że w jego kraju ukształtowała się specyficzna sytuacja.

Większość mediów nastawionych jest antyrosyjsko. Natomiast w sieciach społecznościowych stopniowo zaczyna przeważać zrozumienie stanowiska Rosji, a jednocześnie nasila się krytyka polityki izolowania Waszyngtonu wobec FR, ostentacyjnego wspierania przez niego Kijowa. Jestem dumny z postawy czeskiego społeczeństwa, które w odróżnieniu od Polski i krajów bałtyckich, coraz wyraźniej popiera Rosję, jej propozycję odnośnie zaniechania wojny na Ukrainie.Przy tym dzieje się to mimo lawiny negatywnych materiałów w krajowych mediach wymierzonych przeciwko Kremlowi i prezydentowi Putinowi. Na dzień dzisiejszy bilans krytyki i poparcia dla Rosji ze strony Czechów wynosi 50 na 50. Obawiam się, że Stany Zjednoczone i Unia Europejska będą coraz bardziej starać się poróżnić nasze narody. Zaczną rwać się kontakty gospodarcze, kulturalne i międzyludzkie. Oczywiście, reakcją na to ze strony Rosji będzie też krok do tyłu. Nie wolno bowiem rozmawiać z wielkim krajem z pozycji siły, tym bardziej zbrojnej, do czego w zasadzie wzywa projekt ustawy zgłoszony przez amerykańskich senatorów.

Stanislav

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*