NATO musi ćwiczyć, by utrzymać zdolność do działania

Poziom ambicji NATO i kierunki jego rozwoju dyktują politycy. Wojskowi są od tego, by przekuć te pomysły w czyn. By sprostać wyzwaniom, musimy ćwiczyć – mówi wiceadmirał Javier Gonzalez-Huix, zastępca szefa Sztabu Sojuszniczego Dowództwa Transformacji ds. Szkolenia Sił Połączonych NATO.

Wczoraj zakończyła się w Warszawie „NATO Training Synchronisation Conference”. Jak możemy podsumować jej efekty?

Wiceadmirał Javier Gonzalez-Huix: Jestem bardzo zadowolony z przebiegu rozmów. Konferencja została zorganizowana w kluczowym momencie, gdy sojusz stoi przed wyzwaniem transformacji od NATO zaangażowanego w operacje militarne do stanu, który możemy nazwać „NATO w gotowości”. Zakończenie misji ISAF w Afganistanie zmusza nas, także w wymiarze szkolenia i ćwiczeń, do modyfikacji naszej polityki. Musimy ćwiczyć więcej i do tego poglądu staraliśmy się przekonać wszystkich partnerów. To był jeden z najważniejszych tematów TSC.

To było udane i bardzo ważne spotkanie. O jego znaczeniu świadczy choćby znakomita frekwencja. W jej poprzedniej edycji wzięło udział około 170 szkoleniowców. Do Warszawy przyjechało ponad 260 wojskowych z 26 krajów NATO i 20 państw partnerskich.

W swoim przemówieniu otwierającym konferencję zarysował Pan cel Sojuszniczego Dowództwa Transformacji – przeprowadzanie co roku 4-5 dużych, międzynarodowych manewrów. Jak już po zakończeniu TSC ocenia Pan poparcie dla tego pomysłu?

Jednym z celów naszej konferencji było dojście do wspólnego zrozumienia, dokąd NATO zmierza i jakim sojuszem chce być w przyszłości. Jako sojusznicze dowództwo chcieliśmy zaszczepić nasz punkt widzenia na czekającą nas transformację i myślę, że udało nam się osiągnąć porozumienie. Państwa sojuszu chcą ćwiczyć, chcą podtrzymać dotychczasowy poziom interoperacyjności i widzą sens w koordynacji szkoleń, bo dzięki temu możemy uzyskać oszczędności finansowe, które w obecnych realiach są bardzo ważne.

Jak już powiedziałem, musimy więcej ćwiczyć, bo bez tego nie uda nam się utrzymać, wypracowanego w ciągu ostatnich kilkunastu lat, wysokiego poziomu zdolności do skutecznej współpracy na polu walki. A na jego utratę nie możemy sobie pozwolić. Za dużo nas to kosztowało.

Czy wszyscy członkowie NATO podzielają opinię, że należy częściej i więcej ćwiczyć?

Tak, to jest powszechne przekonanie. Zdaję sobie sprawę, że będzie to wymagało wielkiego wysiłku organizacyjnego i finansowego wszystkich członków NATO, ale w trakcie naszych rozmów staraliśmy się przekonać sojuszników, że to jedyne wyjście.

Podczas ubiegłorocznych manewrów „Steadfast Jazz” sekretarz generalny NATO, Anders Fogh Rasmussen powiedział, że to otwarcie nowego rozdziału w historii sojuszu. Czy rzeczywiście był to aż taki przełom?

W pełni zgadzam się ze słowami sekretarza generalnego. „Steadfast Jazz 2013” były pierwszymi ćwiczeniami przeprowadzonymi zgodnie z Inicjatywą Sił Połączonych. Znaczenie zarówno tej nowej inicjatywy, jak i samych ćwiczeń sprowadza się do konieczności podtrzymania wyprawowanego na polu walki poziomu interoperacyjności armii sojuszniczych. Bardzo nam zależało, by pierwsze ćwiczenia z cyklu były sukcesem. W tym miejscu chciałbym podkreślić zaangażowanie Polski, jako kluczowe dla jego osiągnięcia.

W trakcie przygotowań do „Steadfast Jazz” widoczne były problemy ze zgłaszaniem się wojsk do udziału w nich. Szczególnie ze strony dużych armii sojuszniczych – Stanów Zjednoczonych, Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Czy nie ma ryzyka, że Inicjatywa Sił Połączonych będzie atrakcyjnym pomysłem jedynie dla mniejszych członków NATO?

Nie sądzę, by istniało takie ryzyko. „Steadfast Jazz” były ćwiczeniami certyfikującymi dla Sił Szybkiego Reagowania NATO. Obecnie ich trzon stanowią pododdziały francuskie, stąd silna reprezentacja tego kraju na ubiegłorocznych manewrach. Wojska amerykańskie czy niemieckie nie są ich częścią, stąd być może takie wrażenie, że nie wzięły udziału w manewrach na odpowiednio wysokim poziomie. Uważam jednak, że nie należy rozbijać NATO na mniejszych i większych członków. Wszyscy działamy wspólnie, pod jednym sztandarem.

„Ćwiczyć więcej” to ważny postulat. Większość członków sojuszu boryka się jednak z problemem zmniejszających się budżetów na obronność. W jaki sposób możliwe jest znalezienie złotego środka między efektywnością ćwiczeń a kosztem ich przeprowadzenia?

 

Na ten problem musimy spojrzeć trochę szerzej. Poziom ambicji NATO i kierunki jego rozwoju dyktują politycy. Wojskowi są od tego, by przekuć te pomysły w czyn. By sprostać wyzwaniom i być gotowym do realizacji postawionych zadań musimy ćwiczyć. A to kosztuje, szczególnie duże ćwiczenia z wojskami. Przemieszczenie pododdziałów, ich zakwaterowanie, użyte środki bojowe, cała logistyka poligonowa – koszty są ogromne. Dlatego staramy się wypracowywać nowe formuły ćwiczeń, które pozwolą uzyskać satysfakcjonujące efekty przy mniejszych nakładach. Użycie do ćwiczeń nowoczesnej technologii czy synchronizacja procesów szkolenia sojuszniczych armii to narzędzia, które pozwalają znaleźć punkt równowagi między efektywnością a kosztem.

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*