
Dwie siostry zakonne zginęły w miniony poniedziałek w ataku uzbrojonych gangów na miasto Mirebalais. Zabita została również dziewczynka, którą opiekowały się siostry.
Siostry Evanette Onezaire i Jeanne Voltaire należały do Zgromadzenia Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. Zginęły podczas ataku koalicji gangów przestępczych Viv Ansanm na miasto Mirebalais, które leży około pięćdziesięciu kilometrów na północny wschód od stolicy Port-au-Prince.
Ogromna strata
Smutną wiadomość potwierdził przewodniczący Konferencji Episkopatu Haiti, arcybiskup Port-au-Prince – Max Leroy Mésidor.
– To ogromna strata dla społeczności. Ofiary były wzorem do naśladowania – powiedział hierarcha.
Według lokalnych mediów, dwie siostry pracowały w szkole w Mirebalais i podczas ataku schroniły się w domu z dziewczynką. Jednak przestępcy wdarli się do budynku i zastrzelili zarówno siostry, jak i dziecko.
Terror ze strony uzbrojonych gangów
W ostatnich dniach mieszkańcy Mirebalais żyli w strachu i terrorze, ponieważ uzbrojone gangi terroryzowały miasto. Przestępcy uwolnili również około pięciuset więźniów z lokalnego więzienia.
Jak wynika z raportu ONZ opublikowanego w 2024 roku, przemoc gangów zmusiła 580 000 Haitańczyków do opuszczenia swoich domów. Kościół katolicki również boryka się z chaosem. Wielu wysiedleńców opuściło obszar metropolitalny Port-au-Prince i udało się do innych prowincji, aby uciec przed przemocą. 80 procent terytorium stolicy Haiti jest kontrolowane przez gangi.
Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji ONZ podkreśliła, że regiony, do których zmierzają wysiedleńcy nie posiadają niezbędnej infrastruktury ani usług pomocy społecznej, aby ich przyjąć, co może prowadzić do kolejnych napięć. Kościół haitański niewiele mógł w tym kontekście zrobić, ponieważ w równym stopniu cierpi z powodu wzrostu przemocy.
Według poprzedniego raportu IOM, w marcu liczba wysiedleńców wyniosła 362 000. Szybkie pogorszenie sytuacji na Haiti doprowadziło do zaskakującego wzrostu wewnętrznego kryzysu uchodźczego.
– Według moich informacji na poziomie krajowym nie została podjęta żadna zorganizowana inicjatywa. Osoby znajdujące się na obszarach dotkniętych przemocą również nie są bezpieczne. Nie mają też środków, aby pomagać, jedynie okazjonalnie udzielają wsparcia – powiedział ojciec Firto Régis, który pracuje w szkole w Carrefour, mieście niedaleko Port-au-Prince.
Źródło: dorzeczy.pl
Dodaj komentarz