
Resort spraw wewnętrznych kończy prace nad projektem ustawy odbierającym świadczenie 800 plus nieaktywnym zawodowo cudzoziemcom z państw trzecich, w tym z Ukrainy. Money pl poznał pierwsze szczegóły szykowanej zmiany. Niewykluczone, że projekt trafi do Sejmu jeszcze przed końcem kampanii prezydenckiej.
Wszystko wskazuje na to, że zapowiedź kampanijna Rafała Trzaskowskiego dotycząca ograniczenia dostępu 800 plus dla Ukraińców (oraz innych nacji spoza UE) wkrótce zmaterializuje się w formie rządowego projektu ustawy. Pracuje nad nim MSWiA i, jak wynika z nieoficjalnych informacji money.pl, być może jeszcze w tym tygodniu resort złoży formalny wniosek o wpisanie projektu do wykazu prac rządu.
To z kolei otworzy drogę do rozpoczęcia jego konsultacji z innymi ministerstwami. Jednak nasz rozmówca z resortu nie ma przekonania, że projekt szybko trafi do Sejmu. – Zanim projekt trafi na rząd, trzeba z tym przejść przez Stały Komitet Rady Ministrów, Komitet Ekonomiczny, a nawet Komitet ds. Cyfryzacji, więc trochę to potrwa – tłumaczy.
Z kolei inna osoba z obozu rządowego mówi, że jest prawdopodobne, iż projekt zostanie upubliczniony w kwietniu lub na początku maja i trafi wówczas do Sejmu – by pokazać, że rząd spełnia wyborcze obietnice kandydata największej partii koalicyjnej.
Weryfikacja poprzez kilka baz danych
Rafał Trzaskowski w swojej kampanijnej zapowiedzi mówił o świadczeniu wychowawczym dla pracujących Ukraińców. O ile rzucenie takiej obietnicy wydaje się proste, to już jej realizacja może napotkać problemy wynikające z tego, jak zdefiniować, a następnie zweryfikować aktywność Ukraińców.
Z naszych rozmów z osobami mającymi doświadczenie w administracji wynika, że możliwa jest weryfikacja o kilka baz danych. Po pierwsze, to ZUS i bazy osób płacących lub tych, za które opłacana jest składka zdrowotna lub na ubezpieczenia społeczne. Po drugie, to bazy KAS zawierające podatników PIT. Wreszcie w grę mogą wchodzić rejestry dotyczące wspólników w spółkach. Pytanie, na co ostatecznie rząd się zdecyduje.
Jak słyszymy, podstawą do weryfikacji mają być dane z ZUS i urzędów pracy, połączone z danymi Straży Granicznej o pobycie w Polsce. Świadczenie ma trafiać do osób, za które opłacana jest składka na ubezpieczenia społeczne lub zdrowotna, ale będą mogły na nie liczyć także osoby aktywnie poszukujące pracy, tzn. zarejestrowane w urzędach pracy jako bezrobotni.
Taka konstrukcja może mieć jednak pewne luki. Po pierwsze, system może nie widzieć np. osób, które pracują na umowę o dzieło i to jest ich jedyna aktywność. Od takiej umowy nie trzeba płacić ani składek na ZUS, ani na NFZ. I choć do ZUS wędrują dane osób wykonujących umowy o dzieło, to może to być np. umowa zwarta jedynie na jeden dzień. Kolejne pytanie: co osobami, które są wspólnikami w spółkach.
Do tego dochodzi jeszcze grupa osób w trudnej sytuacji życiowej, np. matki z małymi dziećmi, które nie mogą pójść do pracy.
Rozważamy jeszcze, czy na gruncie ustawy wprowadzić jakieś grupy wrażliwe, podlegające pewnym wyłączeniom, ale na dziś takich grup nie dostrzegamy. Trudno o taką sytuację, żeby osoba, która wiąże przyszłość z Polską i zaczyna zapuszczać tu migracyjne korzenie, nie była w jakiś sposób uwzględniona w naszych bazach: czy ZUS-owskich, czy zdrowotnych – zauważa jeden z naszych rozmówców z rządu.
Może być problem z większością
To wszystko są kwestie, które mogą zostać doszlifowane w trakcie rządowych prac. Rozmówca z rządu przewiduje jednak, że po wysłaniu projektu do parlamentu może pojawić się problem ze znalezieniem dla niego większości. – Lewica walczy teraz o życie, sądząc po sondażach. Nie wiemy, czy resort rodziny nie będzie próbował tego przyblokować – zastanawia się nasz rozmówca. – W ministerstwie żadne prace się nie toczą – ucina rozmówca z resortu rodziny.
Nie jest jednak tajemnicą, że Lewica nie patrzy na propozycję Trzaskowskiego przychylnym okiem.
Będziemy przeciwko tej ustawie, niezależnie, czy projekt trafi do Sejmu w kampanii, czy już po niej. To jest populizm na potrzeby kampanii wyborczej – przekonuje Łukasz Michnik, rzecznik Lewicy.
Jak dodaje, wskaźnik aktywizacji Ukraińców wynosi ponad 70 proc., więc jest bardzo wysoki. – System już jest w dużej mierze uszczelniony, bo 800 plus przyznawane jest na dzieci uczące się w szkołach, więc nie ma już mowy o sytuacjach, w których ktoś pobiera 800 plus i wyjeżdża z Polski. Ukraińcy dają budżetowi 15 mld zł wpływów, a koszt wypłat 800 plus dla nich to 2 mld zł. Ponadto mówimy o rodzinach w trudnej sytuacji, choćby matkach kilkorga dzieci, których ojciec walczy na froncie, więc odbieranie im świadczenia byłoby nieludzkie – argumentuje Łukasz Michnik.
Z tych względów KO może próbować szukać większości poza koalicją, choć nie bezwarunkowo. – Jeśli będzie obcięcie „socjali” dla Ukraińców, to warto to poprzeć, choćby po to, by nie wpaść w wizerunkową pułapkę. Pytanie tylko, czy nie trzeba będzie tego jeszcze jakoś podkręcić i np. zgłosić własne poprawki czy alternatywny projekt – zastanawia się poseł PiS. Przypomina, że jego formacja proponowała już tego rodzaju projekt ustawy.
Niewielkie oszczędności
Sceptycznie na te pomysły patrzy część ekspertów. Dr. hab. Michał Myck, dyrektor think-tanku CenEA, zauważa, że bardzo duża część Ukraińców pracuje, a jeśli świadczenia będą wypłacane w oparciu o wymóg zgłoszenia się do urzędu pracy, to ci, którzy nie pracują, po prostu się tam zgłoszą, więc oszczędności będą niewielkie.
Spośród uchodźców z dziećmi, jeśli ktoś nie pracuje, to najprawdopodobniej ma poważne ograniczenia możliwości pracy. Pamiętajmy, że wśród uchodźców są matki, które do Polski przyjechały bez ojców swoich dzieci, którzy nie mogli opuścić Ukrainy. Wprowadzenie systemu weryfikacji pociągnie za sobą koszty, a oszczędności wynikające z omawianych rozwiązań będą moim zdaniem minimalne i uzyskane będą kosztem osób w najtrudniejszej sytuacji materialnej – ocenia w rozmowie z money.pl dr. hab. Michał Myck.
Jego zdaniem wprowadzenie zasady, żeby rejestracja jako bezrobotnego uprawniała do świadczenia, może się okazać sprzeczna z duchem tej propozycji. Bo, jak pokazuje obecna praktyka, wiele osób rejestruje się w urzędach pracy nie po to, by dostać zatrudnienie, a jedynie otrzymać tytuł do ubezpieczenia zdrowotnego, jaki przysługuje bezrobotnym.
Źródło: money.pl
Dodaj komentarz