„Maria” została wyłączona. Ogromny problem dla Polski i świata

niezależny dziennik polityczny

Jedyny działający w Polsce reaktor jądrowy przestaje działać aż na miesiąc. I nie wiadomo, czy po tym czasie faktycznie wróci do pracy. – Bez radioizotopów produkowanych w reaktorze mamy istotnie ograniczone możliwości działania i nie możemy wykonywać takiej liczby badań jak zazwyczaj. W związku z tym, jeśli doszłoby do zaburzenia łańcucha ich dostaw, ucierpi pacjent – zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Mirosław Dziuk, specjalista medycyny nuklearnej.

Reaktor jądrowy wyłączony

„Maria” to jedyny działający w Polsce reaktor jądrowy. W Świerku pod Warszawą powstają radioizotopy potrzebne do produkcji leków. Rocznie jego utrzymanie kosztuje ok. 40 mln zł, co jednak przekłada się na korzyść dla blisko 17 milionów ludzi na całym świecie. Reaktor ma jednak problemy – przerywa prace na co najmniej miesiąc.

Choć powód zawieszenia jego pracy może wydawać się oczywisty (wygasa licencja Państwowej Agencji Atomistyki, a przyznanie nowej to proces), kłopoty są bardziej złożone.

Chodzi o problemy z finansowaniem reaktora i jego zarządzaniem, które ma Narodowe Centrum Badań Jądrowych. I to nie od dzisiaj.

Reaktor Maria

Pisaliśmy o tym kilkakrotnie już w 2023 roku. Reaktor nie może uzyskać stabilnego finansowania, jego działalność opiera się m.in. na grantach naukowych, a ich wysokość nie jest przecież stała. Subwencja resortu nauki to kropla w morzu potrzeb. Pracownicy mówili nam wówczas, że brakuje długofalowego planu działania, który pozwoliłby to zmienić.

– Reaktor to niezwykle istotne miejsce dla medycyny nuklearnej. Ma wpływ na: diagnostykę i leczenie nowotworów, ale też np. chorób serca czy tarczycy. Bez radioizotopów produkowanych w reaktorze mamy istotnie ograniczone możliwości działania i nie możemy wykonywać takiej liczby badań jak zazwyczaj. W związku z tym, jeśli doszłoby do zaburzenia łańcucha ich dostaw, ucierpi pacjent – zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Mirosław Dziuk, specjalista medycyny nuklearnej.

Opóźnienia w diagnostyce

„Maria” produkuje radiofarmaceutyki – promieniotwórcze substancje, które wykorzystuje się w diagnostyce i leczeniu wielu chorób, przede wszystkim nowotworowych. Polska jest jednym z sześciu krajów na świecie, w których powstają te substancje.

Reaktor odpowiada za ok. 10 proc. światowej produkcji molibdenu-99, radioizotopu kluczowego dla medycyny nuklearnej, używanego w diagnostyce nowotworów, ale też badaniach mózgu czy zwyrodnienia stawów.

Prof. Dziuk podkreśla, że dla diagnostyki kluczowy jest technet, powstający z molibdenu-99.

– Do zakładu medycyny nuklearnej trafia molibden-99, który w specjalnym generatorze rozpada się do technetu i w tej postaci jest już bezpośrednio wykorzystywany do badań. 90 proc. badań medycyny nuklearnej opiera się właśnie na technecie – wyjaśnia prof. Dziuk.

– To dzięki niemu wykonujemy m.in. badania oceny przerzutów nowotworu do kości w przypadku najczęstszych nowotworów u kobiet, czyli raka piersi oraz u mężczyzn, czyli raka prostaty. Ponadto jest potrzebny do badań, które wykonujemy pacjentom przed rozpoczęciem chemioterapii. Ewentualne braki w dostawach mogłyby się więc przełożyć na opóźnienia nie tylko w diagnostyce, ale też rozpoczęciu leczenia, a w onkologii czas jest na wagę złota – dodaje ekspert.

Dodaje, że technet wykorzystuje się też w badaniach kardiologicznych m.in. diagnostyce niedokrwienia serca.

– Reaktor Maria to nasz narodowy skarb, o który powinniśmy dbać i zapewnić mu komfort działania, czyli stałe finansowanie. To nie tylko kluczowe miejsce z punktu widzenia pacjentów, ale też prestiż dla Polski, bo dostawy radiofarmaceutyków powstających w reaktorze są cenione na całym świecie – zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Rafał Czepczyński z Katedry i Kliniki Endokrynologii, Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinowskiego w Poznaniu, prezes-elekt Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.

– Narodowe Centrum Badań Jądrowych zapewniło nas co prawda, że przez ten miesiąc przestoju jesteśmy zabezpieczeni, ale to, czego się obawiamy, to przedłużająca się przerwa w produkcji. Zakłócenia produkcji może spowodować zaburzenia dostaw, które mogą się wręcz przełożyć na tzw. kryzys molibdenowy, czyli lukę na rynku radioizotopów w skali globalnej. Dla nas i naszych pacjentów oznacza to przede wszystkim deficyt kluczowego dla medycyny nuklearnej radiofarmaceutyku – molibdenu-99 – dodaje ekspert.

Globalny kryzys

Prof. Czepczyński zaznacza, że taki kryzys nie jest czymś abstrakcyjnym, bo miał już miejsce w ubiegłych latach.

– W naszym przypadku dostawy molibdenu zostały obcięte o połowę, co przełożyło się na istotne przesunięcia w diagnostyce, a pacjenci onkologiczni i tak przecież czekają w kolejkach, które mogą niekorzystnie wpłynąć na dostęp do szybkiej i skutecznej terapii – zaznacza ekspert.

Prof. Czepczyński wskazuje, że otrzymywany z molibdenu technet jest wykorzystywany do niemal wszystkich badań medycyny nuklearnej (z wyjątkiem badania PET).

– Tu nie ma alternatyw, bo te badania są oparte tylko na technecie. Chodzi m.in. o diagnostykę chorób onkologicznych, serca czy tarczycy. Mówimy np. o scyntygrafii serca czy kości, a także badaniach nerek u dzieci z defektami układu moczowego, badaniach mózgu w diagnostyce chorób neurologicznych czy wykrywaniu węzłów chłonnych ocenianych pod kątem rozsiewu nowotworu np. czerniaka, czy raka piersi – wskazuje prof. Czepczyński.

Zdrowotne problemy

Ponadto reaktor zabezpiecza znaczną część europejskiej produkcji jodu-131, który jest niezbędny w terapii chorych, mających problemy z tarczycą. – Jod-131 jest wykorzystywany już bezpośrednio w leczeniu u chorych z rakiem tarczycy oraz nadczynnością tarczycy – wyjaśnia prof. Dziuk.

Powstaje tam też wiele innych substancji, w tym:

  • fosfor-32 używany do identyfikacji nowotworów złośliwych,
  • holm-166 używany w terapii i diagnostyki przede wszystkim guzów wątroby,
  • lutet-177 używany w terapii guzów endokrynnych i wykorzystywany w nowoczesnych terapiach, które pozwalają m.in. niszczyć przerzuty raka prostaty,
  • itr-90 używany w terapii raka wątroby,
  • stront-89 używany w terapii nowotworów kości i łagodzenia bólu w ramach opieki paliatywnej.

– Trzeba mieć też świadomość, że na produkcji reaktora bazuje ponad 60 zakładów medycyny nuklearnej w Polsce. Wcześniej, gdy były takie przestoje w pracy reaktora, Narodowe Centrum Badań Jądrowych zapewniało co prawda działania zaradcze, importując radioizotopy, ale w naszym przypadku wystarczało to mniej więcej na połowę naszych potrzeb. Teraz dostaliśmy zapewnienie, że dostawy będą, ale gdyby stało się inaczej, takie sytuacje mogłyby tylko pogłębić problemy, które i tak już mamy w ochronie zdrowia – przyznaje ekspert.

Pracownicy wskazywali wręcz w rozmowie z nami, że „w dłuższej perspektywie to grozi zapaścią w polskiej medycynie nuklearnej”.

Skarżyli się przy tym na fatalne wynagrodzenia, odstające od tych, które dostają specjaliści na tych samych stanowiskach w sektorze prywatnym. W 2023 roku ich zarobki oscylowały wręcz wokół pensji minimalnej.

– Jeśli sytuacja się nie poprawi, reaktor będzie musiał być wyłączony. Zatrzymanie produkcji przełoży się na dramatyczne braki radiofarmaceutyków, a tym samym wydłużenie diagnostyki i leczenia w istotnej dziedzinie, jaką jest onkologia. (…) Sytuacja jest kryzysowa, tak źle nie było jeszcze nigdy – mówił nam wówczas jeden z pracowników reaktora.

Źródło: wp.pl

Więcej postów

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*