Morskie wiatraki dociska inflacyjna presja. Swoje dokłada też polska waluta

Niezależny Dziennik Polityczny

Equinor realizuje z Polenergią dwa projekty morskich farm wiatrowych w Polsce, a samodzielnie ubiega się o 10 nowych lokalizacji. O zagrożeniach dla rozwoju projektów tzw. I fazy i o tym, jak je zniwelować, rozmawiamy z Michałem Kołodziejczykiem, prezesem Equinor Polska.

  • – Waloryzacja wsparcia, czyli prawa do pokrycia ujemnego salda, od pierwszej decyzji prezesa URE o przyznaniu kontraktu różnicowego rozwiązywałaby problem inflacyjny, który powstał w latach 2021-2022 – mówi Michał Kołodziejczyk, prezes Equinor Polska.
  • – Drugim istotnym zjawiskiem obniżającym rentowność projektów offshorowych w Polsce jest spadek wartości złotego. Naszym zdaniem należałoby znaleźć mechanizm pozwalający rozliczać kontrakt różnicowy w euro – dodaje Michał Kołodziejczyk.
  • – Jeszcze jesteśmy w stanie, można powiedzieć, zniwelować opóźnienia legislacyjne i dotrzymać planowanego na lata 2027-2028 terminu uruchomienia naszych farm wiatrowych, ale margines takich możliwości jest mocno ograniczony – mówi Michał Kołodziejczyk.

Czy są zagrożenia systemowe dla realizacji tzw. I fazy programu rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce, obejmującej projekty o mocy około 5,9 GW?

– Te projekty są obecnie realizowane przy takich założeniach, żeby je uruchomić zgodnie z planami, czyli wszystkie do końca 2030 roku, a większość w latach 2026-2028.

Dużo się natomiast zmieniło od uchwalenia ustawy offshorowej i od wydania tzw. rozporządzenia cenowego, określającego maksymalny poziom wsparcia dla energii produkowanej przez morskie farmy wiatrowe.

Trwa wojna w Ukrainie, jest wysoka inflacja, która wywiera presje kosztowe również na projekty morskich farm wiatrowych. To niestety powoduje, że ekonomika projektów na podstawie założeń przyjętych w ustawie offshorowej i rozporządzeniu cenowym nie jest już taka, jak szacowana wtedy.

Wysoka inflacja, osłabienie złotego i pozwolenia 

Mówiąc wprost: jeszcze w 2021 roku cena maksymalna w ramach pierwszego etapu wsparcia, ustalona przez władze na poziomie 319,6 zł/MWh, zapewniała opłacalność projektów. Teraz już nie?

– 319,6 zł/MWh to była cena na granicy opłacalności projektów. Cena postulowana wtedy przez branżę, oceniana jako bezpieczna dla projektów, znajdowała się na poziomie 360-370 zł/MWh.

Zgodnie z obecnymi przepisami wsparcie, jakie otrzyma projekt, tzw. prawo do pokrycia ujemnego salda, ma być indeksowane wskaźnikiem inflacji dopiero od drugiej, ostatecznej decyzji prezesa URE o przyznaniu kontraktu różnicowego, a nasze projekty takiej decyzji jeszcze nie otrzymały.

Gdyby obecna sytuacja prawna się utrzymała, oznaczałoby to brak waloryzacji prawa do pokrycia ujemnego salda wskaźnikami inflacji za 2021 i 2022 rok, a więc zaniżenie tej ceny i realnej wartości przychodów.

Z rządowych kręgów płyną informacje, że waloryzacja cen sprzedaży prądu z morskich wiatraków ma być liczona od pierwszej decyzji URE, czyli to by rozwiązywało problem inflacji.

– Waloryzacja wsparcia, czyli prawa do pokrycia ujemnego salda, od pierwszej decyzji orezesa URE o przyznaniu kontraktu różnicowego rozwiązywałaby problem inflacyjny, który powstał w latach 2021-2022. Takie rozwiązanie jest jak najbardziej uzasadnione. Dostawcy nie czekają z podwyżkami cen towarów czy usług.

Ale inflacja to nie wszystko. Drugim istotnym zjawiskiem obniżającym rentowność projektów offshorowych w Polsce jest spadek wartości złotego. To pogarsza ekonomikę projektów, bo wiele wydatków ponoszonych jest w euro, przychody mają być w złotych, a zabezpieczenie ryzyka kursowego jest bardzo drogie.

Naszym zdaniem należałoby znaleźć mechanizm pozwalający rozliczać kontrakt różnicowy w euro. To pozwoliłoby obniżyć koszty finansowania projektów.

Coś jeszcze należałoby zmienić, żeby „wyprostować” regulacyjne ścieżki dla najbardziej zaawansowanych projektów offshorowych, projektów I fazy programu?

– Jest jeszcze jeden element, który się wydaje istotny z punktu widzenia bezpieczeństwa realizacji projektów morskich farm wiatrowych I fazy. Uważamy, że należy zrównać w czasie ważność tzw. PSZW, czyli pozwoleń na lokalizację wiatraków, z kontraktem różnicowym, udzielanym na 25 lat, ale na nie więcej niż 100 tys. godzin pracy wiatraków.

Chodzi o to, że pozwolenia PSZW dla projektów morskich farm wiatrowych z I fazy wydano już bardzo dawno. Czas ich ważności, czyli 35 lat z możliwością przedłużenia, biegnie od ich wydania – w naszych projektach od 2012 roku – i ostatecznie okres ważności PSZW liczony od momentu uruchomienia wiatraków może się okazać krótszy niż okres wsparcia.

W związku z tym postulujemy, by wydłużyć pozwolenia lokalizacyjne przynajmniej na okres wsparcia. Liczymy w tej mierze na właściwą decyzję organów administracyjnych.

Equinor akcentuje potrzebę przyspieszenia zmian legislacyjnych

Kiedy, z punktu widzenia stanu prac nad projektami, powinny zostać wprowadzone zmiany regulacyjne dotyczące waloryzacji gwarantowanej ceny sprzedaży prądu od pierwszej decyzji URE i wprowadzające mechanizm pozwalający rozliczać kontrakt różnicowy w euro?

– To już powinno być zrobione i dlatego mocno akcentujemy potrzebę przyspieszenia tych zmian legislacyjnych. Inwestorzy tacy jak my, którzy rozpoczęli proces zapewniania dostaw dla projektów, a w niektórych przypadkach są na etapie podpisywania kontraktów, mają problem, bo jak podpisywać kontrakty, skoro „strona przychodowa” nie jest odpowiednio zabezpieczona?

Stoimy przed dużym dylematem, co robić: czy projekty wydłużyć w czasie, czyli przesunąć datę realizacji, poczekać na zmianę prawa, czy brać ryzyka braku zmian regulacji na siebie – co nie jest proste, bo jesteśmy organizacjami komercyjnymi i nie możemy absorbować ryzyk regulacyjnych w nieskończoność.

Czy projekty morskich farm wiatrowych realizowane przez duet Equinor/Polenergia będą opóźnione z powodu braku do tej pory oczekiwanych zmian w regulacjach?

– Jeszcze jesteśmy w stanie, można powiedzieć, zniwelować opóźnienia legislacyjne i dotrzymać planowanego na lata 2027-2028 terminu uruchomienia naszych farm wiatrowych, ale margines takich możliwości jest mocno ograniczony. Mówimy o dwóch projektach realizowanych wspólnie z Polenergią – o łącznej mocy 1,44 GW ( dwa razy po 720 MW).

Equinor ubiega się samodzielnie o 10 nowych lokalizacji

A co z trzecim projektem Equinor/Polenergia, tj. Bałtyk I – o mocy około 1,5 GW?

– Bałtyk I to projekt, który – jak zakładamy – będzie się ubiegał o wsparcie w postaci kontraktu różnicowego w aukcji planowanej na 2025 rok.

Zobaczymy, jak sytuacja się ułoży, bo żeby ta aukcja mogła się odbyć, muszą wziąć w niej udział co najmniej trzy projekty, a dzisiaj tylu takich, które ewentualnie mogłyby wejść do aukcji, nie ma… Jest nasz projekt Bałtyk I i projekt realizowany przez PGE Baltica – Baltica I. Brakuje trzeciego projektu.

Żeby ten trzeci projekt powstał, muszą zostać wydane nowe pozwolenia lokalizacyjne na tzw. II fazę programu morskiej energetyki wiatrowej, o które teraz ubiegają się inwestorzy. I pozwolenia to tak sprawnie, by mogli oni przygotować projekty do aukcji w 2025 r. Zostało bardzo mało czasu…

Trzeba pamiętać, że projekty, wchodząc do aukcji, muszą być dokładnie policzone, więc mieć m.in. wykonane badania wietrzności, przynajmniej wstępne badania geologiczne oraz posiadać decyzję środowiskową.

Będzie wyzwaniem, aby w II fazie rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce kupić na czas jakieś urządzenia czy usługi?

– Globalny łańcuch dostaw dla morskiej energetyki wiatrowej pracuje dzisiaj na bardzo wysokich obrotach, bo w wielu krajach nastąpiło zwiększenie celów OZE, co powoduje, że jest duże zainteresowanie morską energetyką wiatrową w wielu miejscach świata, na wielu akwenach.

Globalnie rośnie konkurencja inwestorów o – stosunkowo niskie w kontekście popytu – możliwości wykonawcze przemysłu morskiej energetyki wiatrowej. Oznacza to, że aby ta tzw. II faza rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce mogła w miarę sensownie przebiegać, potrzebujemy już teraz mieć zabezpieczone, z wyprzedzeniem, usługi i możliwości produkcyjne u dostawców.

Negocjacje dotyczące dostaw dla II fazy rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce powinny się już odbywać – i to się dzieje, ale projektów jest mało, bo postępowania lokalizacyjne nie są rozstrzygnięte. Jesteśmy ciągle w „niedoczasie”. Equinor ubiega się samodzielnie o 10 nowych lokalizacji dla morskich farm wiatrowych w Polsce.

wnp.pl

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Więcej postów

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*