Kupujemy nowe czołgi, które bez dodatkowej osłony daleko nie zajadą

Niezależny Dziennik Polityczny

Jeśli resortowi obrony uda się zrealizować plany zakupów czołgowych, to bylibyśmy jedną z największych armii pancernych w NATO – po Turcji i Grecji. Jednak bez osłony z powietrza i własnych systemów ochrony wartość bojowa nawet najnowocześniejszego czołgu znacznie maleje.

  • Każdy, kto choć trochę interesuje się obronnością, wie, że MON zakupił w ramach modernizacji naszej armii najnowocześniejsze amerykańskie czołgi Abrams.
  • Do Polski ma trafić 250 czołgów M1A2 Abrams w najnowszej wersji SEPv3, które weszły do służby w latach 2019-2020.
  • Do tego dostaniemy 116 używanych Abramsów i 180 zakontraktowanych w Korei czołgów K2. Problem w tym, że – jak pokazuje wojna na Ukrainie – bez specjalistycznej ochrony każdy czołg staje się łatwym celem.

Kiedy 250 czołgów M1A2 Abrams SEPv3 trafi do żołnierzy Wojska Polskiego, będziemy drugim krajem, po Australii, który zakupi unowocześnioną wersję tych pojazdów.

To ogromne maszyny o długości 9,7 m, szerokości 3,7 m, wysokości 2,4 m oraz masie ok. 70 ton. Czteroosobowa załoga ma do dyspozycji 120-mm działo, karabiny 7,62 mm i 12,7 mm. Czołg ma zasięg 425 km na drodze i maks. 200 km w terenie.

Jeśli dodamy do tego wyrafinowaną elektronikę, cały wachlarz rozwiązań usprawniających konserwację czołgu, to mimo pewnych wad, jak np. ogromne spalanie (380-415 litrów paliwa na 100 km), polscy czołgiści otrzymają niezwykle technicznie zaawansowaną i sprawną bojową konstrukcję.

Nowe Abramsy, uważane za najgroźniejsze czołgi świata, dotrą do nas w latach 2025-2026, ale nie będą jedyne…

Mamy już pierwsze Abramsy. Chcemy mieć w linii około 1,6 tysiąca czołgów

Do Polski dotarło już 28 Abramsów z zakontraktowanych w lipcu dodatkowych 116 używanych czołgów, które otrzymamy na preferencyjnych warunkach w 2023 r.

Choć są to wozy starszej generacji, to i tak są dużo lepsze od wysłanych przez Polskę na Ukrainę T-72 i zmodernizowanych PT-91. Do tego MON podpisało umowę na 180 koreańskich czołgów K2, których docelowo resort planuje pozyskać ok. 1 tys. sztuk.

W sumie chcemy kupić prawie 1400 nowych czołgów. Do tego mamy na uzbrojeniu ponad 250 niemieckich czołgów Leopard w wersji 2A4 i 2A5. Za dekadę polska armia pancerna mogłaby liczyć 1,6 tys. czołgów aż czterech typów.

W sytuacji wojny na Ukrainie szybkie zakupy dla armii, zwiększające jej potencjał bojowy, są konieczne. Inną kwestią jest to, jak te pieniądze są wydawane. Zakup czołgów wywołuje najmniej kontrowersji. Nie ma wątpliwości co do potrzeby ich pozyskania, choć mało kto wierzy w zakup tysiąca K2 z Korei.

Będziemy mieli czołgi czterech typów – do tego od czterech różnych producentów

Mielibyśmy w wojsku 4 rodzaje czołgów (mamy jeszcze wciąż na uzbrojeniu T-72) od różnych dostawców. To wróży problemy logistyczno-obsługowe i dodatkowe koszty. Ale nie to jest największym problemem związanym z użytkowaniem i bojowym wykorzystaniem czołgów.

Analitycy i specjaliści wojskowi wskazują, że wśród najważniejszych kwestii, z którymi czołgom przyjdzie się borykać, jest brak dostatecznej obrony przeciwlotniczej. Gen. Ben Hodges, były dowódca amerykańskich wojsk lądowych w Europie, w swojej analizie przekazanej w 2014 r. jako najpilniejszą potrzebę dla Wojska Polskiego wymieniał stworzenie obrony przeciwlotniczej dla pododdziałów.

Polskie wojsko ma wciąż zbyt mało systemów obrony przeciwlotniczej. Dobitnym przykładem istotności tych systemów była wojna w Górskim Karabachu, gdzie Azerbejdżan zniszczył w pierwszych dniach 200 armeńskich czołgów – z powodu braku dla nich osłony przeciwlotniczej. Potwierdza to również wojna na Ukrainie.

Systemów przeciwlotniczych do osłony wojsk mamy wciąż zbyt mało. Systemy bardzo krótkiego zasięgu, jak np. lufowa Pilica czy rakietowy Piorun, nie wystarczą. Nowoczesne systemy krótkiego zasięgu, mające zapewnić osłonę wojskom, a które pozyskamy w programie Narew, to wciąż przyszłość.

Do wojska trafiła dopiero pierwsza z dwóch jednostek ogniowych tzw. Małej Narwi, czyli 3 przeciwlotnicze systemy rakietowe uzbrojone w pociski CAMM, polskie radary i systemy kierowania ogniem. Druga taka jednostka trafi do wojska w przyszłym roku.

Wozy bojowe potrzebują ochrony przeciwlotniczej, ale także osłony pancerza

– Bez osłony przeciwlotniczej nawet najnowocześniejszy czołg staje się na współczesnym polu walki łatwym celem – uważa gen. Jarosław Stróżyk, adiunkt w Instytucie Studiów Międzynarodowych w Uniwersytecie Wrocławskim, wiceprezes Fundacji Stratpoints.

Zwłaszcza kiedy nie dysponuje aktywnym systemem obronnym. Bo dziś pancerz reaktywny (to też doświadczenie z walk w Ukrainie) już nie wystarcza.

Amerykańskie Abramsy wersji SEPv3 otrzymały nowy system aktywnej ochrony Trophy, służący do walki z całą gamą wrogich pocisków, począwszy od wyrzutni RPG po amunicję typu Heat i przeciwpancerne pociski kierowane.

Wraz z czołgami III generacji Abrams M1A2 SEPv3 Polska otrzyma także pakiet logistyczny oraz szkoleniowy. Zakupione zostaną symulatory do szkolenia załóg. W naszych wojskowych zakładach remontowych mają zostać stworzone warunki do zabezpieczenia eksploatacji czołgów.

Nie kupiliśmy jednak systemów ochrony aktywnej dla tych czołgów. Mimo wielu niewątpliwych zalet sprzętu i jego wartości bojowych, nie bez znaczenia pozostaje cena tych czołgów. Jeden egzemplarz kosztuje około 6 milionów dolarów (jest to uzależnione od wersji). Nasuwa się więc pytanie: w jaki sposób chcemy tę naszą, wyjątkową pod każdym względem, wojenną substancję ochronić?

Zwłaszcza że – biorąc pod uwagę ich przyszłą lokalizację na wschodnich rubieżach RP i na sytuację na Ukrainie – w przypadku konfliktu byłyby od początku narażone na ogień przeciwnika.

Pośród zawieranych kontraktów dla wojska powinien się znaleźć również ten zakup

Warto mieć przy tym na względzie nie tylko same czołgi, ale przede wszystkim ich 4-osobowe załogi, wyszkolonych niemałym wysiłkiem w pancerniackim kunszcie czołgistów. Czy Abramsy w najnowszej wersji, które znajdą się w polskiej armii, będą posiadały te wszystkie zabezpieczenia, aby wszechstronnie chronić załogi?

Pytanie wydaje się być absolutnie zasadne. Widzimy, jak w obliczu ogromnych strat ponoszonych w wojnie toczonej tuż obok nas, rosyjscy żołnierze starają się chronić siebie i swój sprzęt.

Zamiast profesjonalnych systemów ochronnych o dużej skuteczności, osłaniają swoje czołgi, wozy bojowe i samochody przedziwnymi w swych kształtach, ażurowymi konstrukcjami, przypominającymi rozebrane żołnierskie, koszarowe łóżka albo płoty czy prowizoryczne zabezpieczenia z drewna.

Współczesnym pociskom ppk taka „osłona” jest naprawdę obojętna! Widać to dokładnie po setkach zniszczonych całkowicie lub częściowo rosyjskich czołgów. Co bardzo istotne: w żadnym z zaatakowanych środkami ppk pojazdów ich załogi nie przeżyły.

Taki zastosowany standard ochrony (można go spokojnie nazwać „ruskim”) nie ma żadnego sensu. Gdyby takie systemy były skuteczne, to stosowano by je powszechnie, a nie wymyślano skomplikowane, aktywne systemy ochronne. Obecnie dobra ochrona załóg wozów bojowych to podstawa.

Główną rolą w pełni zautomatyzowanych aktywnych systemów ochrony typu hard kill jest nie tylko wczesne rozpoznanie samego ataku na pojazd, ale też diagnoza jego rodzaju i odpalenie w odpowiednim momencie własnego pocisku niszczącego każdy przeciwpancerny pocisk nieprzyjaciela lecący w kierunku chronionego pojazdu – i to w takiej odległości, by wybuch zneutralizowanego pocisku nie zaszkodził załodze.

Najpopularniejszym obecnie i sprawdzonym w boju systemem jest aktywny system ochronny Trophy APS Rafaela, który został wszechstronnie i wielokrotnie przetestowany także w warunkach bojowych. Mają go wszystkie izraelskie czołgi i wozy bojowe. Jest on też standardowym wyposażeniem amerykańskich czołgów Abrams.

Także MON Wielkiej Brytanii kupiło je dla czołgu podstawowego Challanger-3, podobnie zresztą jak wiele innych krajów, które tym systemem chronią i czołgi, i wozy bojowe. Czołgi Abrams, nie licząc armii USA, używane są także w Egipcie, Kuwejcie, Australii czy Maroku.

Analitycy wojskowi są zgodni, że Trophy to w tej chwili najlepiej sprawdzony i najbardziej skuteczny system i stąd ich wielkie do niego zaufanie. Czy zatem Polska, mając w nieodległej perspektywie tak nowoczesne czołgi, chcąc w pełni wykorzystać ich możliwości, a jednocześnie odpowiednio chronić ich załogi, nie powinna również rozważyć zakupu tego rodzaju systemu?

Robimy ogromne zakupy, także pancernego sprzętu i uzbrojenia, ale odpowiedzi na pytanie, jak chcemy chronić polskich żołnierzy w czołgach oraz wozach bojowych, wciąż nie ma… Taki system powinien zresztą osłaniać nie tylko polskie Abramsy, ale też nasze czołgi Leopard 2A4/2A5, które również mogą zostać wyposażone w aktywny system ochronny, oraz nasze BWP Borsuk.

Najcenniejsze jest życie żołnierzy. Podczas walki w czołgu powinni być maksymalnie bezpieczni

Zjawią się też w Polsce czołgi zamówione ostatnio w Korei Południowej. Koreańczycy prawdopodobnie zainstalują Trophy na swoich czołgach, więc mogliby to zrobić także na tych budowanych w przyszłości dla Polski i w Polsce.

Jest przy tym oczywiste, że taki system, zakupiony w tzw. pakiecie, czyli już zintegrowany na Abramsach dla Polski, może podwyższyć ich cenę. Zaraz jednak rodzi się pytanie, ile kosztuje życie polskiego żołnierza. Czy ma ono określony cenowo pułap?

Kupujemy uzbrojenie dla wojska za grube miliardy, ale nawet gdyby rzeczywiście była ściśle określona pula środków przeznaczonych na ten zakup, to może warto rozważyć, czy nie lepiej kupić kilka czołgów mniej, ale za to już w pełni doposażonych w sprawdzone systemy aktywnej ochrony, które mogą uratować życie ich załóg? Prędzej czy później taką decyzję trzeba będzie podjąć. Im szybciej, tym lepiej.

I ostatnie już pytanie: czy obowiązują u nas w tych kwestiach standardy (określając to delikatnie) wschodnie, czy też w pełni zachodnie, według których życie żołnierza jest wartością samą w sobie i bezwzględnie najważniejszą?

wnp.pl

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Więcej postów

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*