Jesteśmy pazerni jak PO – o szczerym wyznaniu polityka PiS pisze Tomasz Walczak

Jesteśmy pazerni jak PO

Wszyscy wiemy, jak wyglądają kulisy polityki i choć najczęściej pozostaje nam się jedynie domyślać, co dzieje się za kotarą, oddzielającą gierki i intrygi od opinii publicznej, czasami zdarza nam się za nią zajrzeć. Rozczarowanie – jak w słynnych słowach Bismarcka – przypomina zapoznanie się z procesem produkcji kiełbasy. Nigdy nie wygląda to estetycznie.

Wszyscy instynktownie wyczuwamy, jak wygląda władza Prawa i Sprawiedliwości. Chyba nie ma już nikogo, kto wierzyłby, że jest to partia sanacji państwa. Ponad pięć lat rządów tej formacji przekonały nas, że nic nie jest tak drogie sercu jej polityków jak synekury dla siebie, ich rodzin i przyjaciół. Rewolucja PiS ma przede wszystkim charakter kadrowy i ma dać godziwe utrzymanie działaczom i ich kręgom towarzyskim w myśl zasady „kto nie z Mieciem, tego zmieciem”.

Nie wierzycie? Wystarczy przecież posłuchać wałbrzyskich działaczy PiS, którzy tak się ze sobą posprzeczali w walce o wpływy i stanowiska, że zaczęli się nagrywać. I jak to w prywatnych rozmowach, zdobyli się na wyjątkową szczerość. „Ja zawsze stałem z boku PiS i zawsze mi się to nie podobało. Mówiłem o tych ludziach, co wszyscy wiedzą, że tacy sami ludzie jesteśmy jak ci w PO czy SLD. Niczym się nie różnimy i każdy jest k… pazerny, każdy by coś chciał, tylko różnimy się szefami, którzy, k…, mają jakieś tam wiesz…” – przyznaje jeden z nich.

Czy jest w tych słowach coś odkrywczego? Oczywiście, że nie. Co innego jednak domyślać się, że politycy PiS są tak samo pazerni jak poprzednicy, a co innego usłyszeć takie wyznanie z ust jednego z nich. Przypomina to trochę nieco już zamierzchłą, bo pochodzącą z 2006 r., historię z Węgier, kiedy ówczesny premier Ferenc Gyurcsány się nagrać, przyznając kolegom z partii, że „kłamaliśmy rano, nocą i wieczorem”. Czyż nikt z tych, którzy wyszli potem na ulice protestować przeciwko premierowi nie domyślali się, że politycy kłamią? Wiedzieli o tym doskonale, ale dopiero, kiedy usłyszeli to ust Gyurcsány’ego naprawdę się wściekli.

Lokalni działacze PiS nie są oczywiście politykami z pierwszego szeregu, więc PiS się od ich szczerości nie wywróci, ale dzięki nim wiemy już bez cienia wątpliwości, co naprawdę w duszy pisowca gra – nie „Mazurek Dąbrowskiego”, ale nieśmiertelne słowa Janusza Wójcika: „Kasa, misiu, kasa”.

SE.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*