Strefa zakazana! Bezpiecznie nie wejdziesz tam przez następne 500 lat

Strefa zakazana

Mimo upływu 100 lat od zakończenia I wojny światowej pociski wówczas wystrzelone nadal zbierają śmiertelne żniwo. Tak, jak we Francji, również w Belgii znajdują się strefy zakazane.

Podczas Wielkiej Wojny na polach bitew niepodzielnie królowała artyleria. Toczona wojna pozycyjna spowodowała, że obszar walk był w zasadzie niewielki i odizolowany. To też sprawiło, że tylko w trakcie starć pod Verdun na metr kwadratowy ziemi spadło średnio sześć pocisków.

W ciągu dziesięciu miesięcy Niemcy wystrzelili 30 mln, a Francuzi 23 mln pocisków, które zniosły dziesięć wsi i miasteczek z powierzchni. W podobny sposób bezpowrotnie zostało zniszczone 7 procent powierzchni Francji – w zgliszcza obrócono setki tysięcy domów na terenie 4000 gmin, zajmujących powierzchnię 3 337 000 hektarów.

Podobnie, choć nie na taką skalę, jest w wielu miejscach Belgii. Największa strefa, do której lepiej nie wchodzić znajduje się w pobliżu Ieper, czyli historycznego Ypres. Miasto było świadkiem brutalnych bitew, które doszczętnie zniszczyły średniowieczną zabudowę. Od 1914 roku do końca wojny kilka razy przechodziło z rąk do rąk.

Belgijski odcinek frontu znajdował się w brytyjskim sektorze odpowiedzialności. Po czterech latach wojny Synowie Albionu pozostawili po sobie około 300 milionów niewypałów i niewybuchów, które zaśmiecają belgijskie pola. Drugie tyle mogli zostawić Niemcy. Pamiątki po nich są najniebezpieczniejsze – w ziemi nadal znajdują się setki pocisków chemicznych, które zostały wystrzelone podczas bitew w latach 1915-1917.

Belgowie, podobnie jak Francuzi, powołali do życia specjalną jednostkę, która ma oczyszczać ziemię z wojennych pamiątek. Dienst voor Opruiming en Vernietiging van Ontploffingstuigen, czyli prościej DOVO, a najbardziej zrozumiale Oddział Oczyszczania i Niszczenia Materiałów Wybuchowych został utworzony tuż po zakończeniu I wojny światowej. Obecnie liczy 311 żołnierzy, w tym 187 saperów, wyspecjalizowanych w poszukiwaniu dawnej amunicji.

Na początku 1922 roku Belgowie byli przekonani, że za parę miesięcy uda im się rozminować cały wyznaczony teren. Nadzieje okazały się złudne. Do dziś każdego roku saperzy wydobywają około 250 ton materiałów wybuchowych. Najintensywniej pracują jesienią i wiosną, kiedy rolnicy podczas prac polowych wydobywają z pól zagrzebane w ziemi pociski artyleryjskie i granaty moździerzowe. Saperzy nazywają ten okres “żelaznymi żniwami”.

Saperzy każdego roku ostrzegają mieszkańców i turystów, że rejon wokół Ypres jest nadal de facto strefą wojny. W ostatnich latach zdarzały się śmiertelne wypadki. W 2014 roku na polu nieopodal miasta zginęły dwie osoby. Najsłynniejszy wypadek zdarzył się w 2008 roku, kiedy rolnik wysadził garaż próbując dostać się do wnętrza ciężkiego pocisku artyleryjskiego. Belgowie szacują, że przy obecnym tempie, całkowite oczyszczenie okolicy miasta może zająć nawet 500 lat.

HNEWS.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*