Rząd Niemiec i UE chce, by Kosowo weszło do NATO

dziennik polityczny

Niemcy i cały Zachód są zakładnikami pewnego rodzaju myślenia życzeniowego, które nie traktuje zbyt poważnie rewizjonistycznych roszczeń, w tym przypadku Serbii wobec Kosowa – mówi Konrad Clewing*.

Deutsche Welle: W miniony weekend znów doszło do napięć na granicy serbsko-kosowskiej, które zaniepokoiłświat. Powodem była decyzja rządu Kosowa w sprawie dotycząca zasad wjazdu dla obywateli Serbii. Rząd w Prisztinie odłożył wdrożenie tej decyzji do 1 września, co na razie zapobiegło eskalacji. Czy dostrzega Pan zwiększone zagrożenie dla bezpieczeństwa w Kosowie i regionie Bałkanów Zachodnich?

Konrad Clewing*: W krótkiej perspektywie faktycznie nie ma szczególnego zagrożenia, bo dowodzona przez NATO misja wojskowa KFOR z pewnością jest w stanie ustabilizować sytuację. Ale dostrzegam duży problem w tym, że KFOR w opisie swoich zadań, opartym na rezolucji ONZ z 1999 roku, w ogóle nie ma zadania obrony zewnętrznego bezpieczeństwa Kosowa. Centralnym celem z 1999 roku jest zapewnienie pokojowego otoczenia i swobody przemieszczania się wewnątrz Kosowa. Na dłuższa metę te dwa punkty nie wystarczą jednak, aby rozwiązać możliwą sytuację konfliktową pomiędzy Serbią a Kosowem. I dlatego należy dążyć do gruntownego i stabilnego rozwiązania, które zaspokajałoby potrzeby Kosowa w sferze bezpieczeństwa zewnętrznego. I uważam, że to może zapewnić tylko perspektywa członkostwa w NATO.

Jak dotąd Niemcy popierają przede wszystkim europejską perspektywę dla całych Bałkanów Zachodnich, której przesłanką jest także zakończenie konfliktów sąsiedzkich. Czy ta perspektywa oraz dialog pod auspicjami UE nie wystarczą, aby trwale rozwiązać konflikt między Serbią a Kosowem?

W przeciwieństwie do NATO, UE nie oferuje systemu bezpieczeństwa dla swoich członków. Koordynowany przez UE dialog między Serbią a Kosowem nie jest, moim zdaniem, odpowiednim środkiem, aby trwale zakończyć spór między obu krajami. Chodzi tu bowiem o kwestię polityki bezpieczeństwa: Czy Serbia może negować i zwalczać egzystencję Kosowa jako państwa? Albo czy Kosowo może przeprowadzać kontrole graniczne i wymagać od własnych obywateli (narodowości serbskiej – przyp. red.), by akceptowali, posiadali i posługiwali się kosowskimi dokumentami, przynajmniej w kontaktach z państwem kosowskim? Uważam, że nie jest to ani nierealistyczne ani błędne.

Rząd Niemiec i UE chcą jednak, by te działania były wprowadzane w porozumieniu z Serbią. Czy to realistyczne?

Uważam, że to naiwne. Ta zasadnicza kwestia nie może zostać rozwiązana zgodnie między Serbią a Kosowem, dopóki Serbia nie chce uznać Kosowa. Jako kraj ojczysty kosowskich Serbów , albo ich protektor, Serbia ma prawo uważać na to, by egzystencja kosowskich Serbów nie była zagrożona przez działania Kosowa. Ale to, co teraz Kosowo chce przeprowadzić, nie jest zagrożeniem ich egzystencji. Jednak tak jest to przedstawiane przez Serbię.

Od tygodni prowadzono w Serbii wielką kampanię w prasie. Ogromnym tematem medialnym było to, że na 1 sierpnia 2022 roku Kosowo rzekomo przygotowywać ma wypędzenie kosowskich Serbów. To właściwie groteskowy zarzut i widać tu także, że jeśli chodzi o propagandę na zewnątrz, jak i do wewnątrz oraz kontrolę nad mediami, to Serbia naprawdę nie powinna być traktowana jak zwyczajne demokratyczne państwo. Widać tu wiele podobieństw do sytuacji panującej w Rosji, jeśli chodzi o rosyjską opinię publiczną i nieskrępowane operowanie kłamstwem ze strony państwa. W ten sposób sieje się panikę wśród kosowskich Serbów i wykorzystuje się ich, by byli posłuszni wobec serbskiego rządu. Sytuacja z minionego weekendu naprawdę powinna być sygnałem ostrzegawczym dla niemieckiego rządu, aby nie popaść w stare myślenie, w którym nie traktuje się poważnie pewnych niebezpiecznych spraw

Czy to znaczy, że Niemcy, podobnie jak wcześniej w konflikcie między Rosją a Ukrainą, przywiązują więcej wagi do interesów Serbii?

Niemcy i cały Zachód są zakładnikami pewnego rodzaju myślenia życzeniowego, które nie traktuje zbyt poważnie rewizjonistycznych roszczeń – w tym przypadku Serbii wobec Kosowa, a w drugim Rosji wobec Ukrainy. Jeżeli w ogóle roszczenia istnieją, to odnoszą się może do małych części kraju, jak Krym w przypadku Ukrainy czy północne Kosowo w przypadku Kosowa. I wychodząc z tego założenia, zawsze zachowywano się tak, jakby Serbii należało powierzyć centralną rolę na Bałkanach. Uważam tę politykę za naiwną i należałoby ją szybko zmienić.  

Czy wejście Kosowa do NATO nie sprawiłoby, że społeczeństwo Serbii, które i tak jest w większości sceptycznie nastawione do Zachodu, w jeszcze większym stopniu zwróciłoby się w stronę swego nieformalnego protektora Rosji?

Nie uważam, że to byłoby bardzo niebezpieczne, jeżeli Serbia nadal miałaby perspektywę członkostwa w UE, a może coś więcej. W moim scenariuszu Kosowo weszłoby do NATO i dzięki temu miałoby gwarancję bezpieczeństwa. Wówczas nie byłoby już nawet tak ważne, by Serbia oficjalnie uznała Kosowo, co się raczej nie stanie, bo wówczas i tak nie mogłaby zrobić nic, co zagrażałoby jego egzystencji. A jeśli oferuje się Serbii i regionowi prawdziwą perspektywę europejską, to nie sądzę, by w jakimkolwiek serbskim interesie mogłoby leżeć jednoznacznie postawienie na Rosję.  

*Konrad Clewing jest ekspertem ds. Bałkanów w Instytucie im. Leibniza na rzecz Badań nad Europą Wschodnią i Południową w Ratyzbonie.

dw.pl