Czech mądry przed Škodą

b_360_240_16777215_00_images_000010254eb3870248797f2893c2457993a7200.jpg

Stosunek do Rosji dzieli nie tylko kraje Europy, ale też wprowadza głębokie podziały wewnątrz rządów. Np. czeski MSZ i MON są posłusznie antyrosyjskie, ale czeskie resorty gospodarcze optują za Rosją, podobnie jak prezydent Zeman.

 

Przywykliśmy do myślenia, że małe państwa mają niewiele do powiedzenia w polityce zagranicznej i mogą jedynie wybierać sobie spośród wiekszych państw te, którym zechcą przytakiwać. Jednakże nawet w najbliższym sąsiedztwie Polski, przykłady takich państw jak Węgry, Słowacja lub Czechy, nie mówiąc już o takich krajach jak Grecja czy Serbia, swiadczą o tym, ze sposób prowadzenia polityki  i handlu zagranicznego zależy od postawy ich elit politycznych i władz, która wcale nie musi być aż tak lokajska jak w dużo przecież większej i więcej znaczącej Polsce. Nawet poszczególne resorty mogą mieć dużo więcej autonomii i działać w kierunku, który uznają za właściwy z punktu widzenia interesów ich kraju. Przykładem są Czesi.  

Nie ma zgody w sprawie Rosji na szczytach władzy w Pradze. Najbardziej posłusznym wobec antyrosyjskiej linii Brukseli jest czeski minister spraw zagranicznych Lubomír Zaorálek z Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (ČSSD), który nawet wśród unijnych szefów dyplomacji należy do najostrzejszych krytyków aktualnych działań Kremla. Porównuje on rosyjską politykę wobec Ukrainy do niemieckiej polityki wobec Czechosłowacji w 1938 roku. Jego zdaniem sankcje są skutecznym instrumentem wywierania nacisku na Rosję i czynią sprzeciw UE bardziej wiarygodnym. 31 marca w czeskich mediach opublikowano projekt koncepcji polityki zagranicznej Republiki Czeskiej, którą w najbliższym czasie MSZ przedstawi rządowi. W świetle tego dokumentu Rosja ze względu na swój potencjał pozostaje ważnym partnerem politycznym i gospodarczym dla Czech i całej UE, z którym Praga chce konstruktywnie współpracować, ale który „w sposób fundamentalny destabilizuje europejską architekturę bezpieczeństwa”. Nawet jednak i Zaorálek nie chce zaostrzać stosunków z Rosją. Świadczy o tym np. sposób, w jaki czeska dyplomacja pozbyła się trzech rosyjskich szpiegów ujawnionych w ubiegłym roku. Nie przedłużono im  wiz, ale informacji na ten temat przez niemal rok nie podawano do publicznej wiadomości.

Drugim resortem nad Wełtawą, który zaznacza swą antyrosyjską linię jest czeski MON. Nawet najwięksi czescy krytycy Rosji unikają tam jednak retoryki „odstraszania” Rosji przez NATO. Zastrzegając, że rozumieją obawy Polski czy Litwy, chętniej mówią oni o potrzebie „zwiększania poczucia bezpieczeństwa” sojuszników poprzez gwarancje w zakresie wspólnej obrony. Praga pozostaje niechętna zakładaniu nowych baz NATO z udziałem zachodnich sojuszników na wschodniej flance Sojuszu. Popiera natomiast wdrażanie postanowień ze szczytu w Newport, z planem działań na rzecz gotowości (RAP) i zobowiązała się skierować do tak zwanej szpicy NATO (VJTF) 150 żołnierzy w 2015 roku.

W porównaniu z dokumentem z 2011 roku, nowa strategia bezpieczeństwa Republiki Czeskiej zatwierdzona przez rząd w lutym 2015 roku, zawiera istotne zmiany w zakresie percepcji zagrożeń. Dokument, przygotowany przez ministra obrony Martina Stropnickiego z koalicyjnej partii ANO 2011, nadal uznaje ryzyko ataku militarnego na Czechy za niskie, zaznacza jednak, że nie można wykluczyć ataku na jeden z krajów UE czy NATO. Rosja nie jest wspomniana tam wprost, ale zręcznie zredagowany dokument mówi o zagrożeniu ze strony krajów, które „próbują budować ekskluzywne strefy wpływu poprzez destabilizację krajów sąsiednich i wykorzystując lokalne konflikty”. W strategii opisane są wyzwania związane ze słabnącą solidarnością w UE i NATO oraz malejącymi nakładami na armię w wielu państwach europejskich. Czechy, które od 2011 roku przeznaczają na obronę poniżej 1,2% PKB rocznie, porozumieniem partii koalicyjnych w roku ubiegłym zobowiązały się do stopniowego zwiększania nakładów na obronę, tak aby w 2020 roku osiągnąć poziom 1,4% PKB. Może to okazać się trudne, skoro w porównaniu z ubiegłym rokiem wydatki na obronę spadły z 1,08% PKB, do 1,04% PKB, a ich wzrost przez najbliższe dwa lata, zgodnie z planem resortu finansów, ma być bardzo powolny (1,07% PKB w 2017 roku) chociaż środki przeznaczone na ćwiczenia z sojusznikami w kraju i za granicą – w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrosły o 60% tj. do ponad 16 mln złotych. Czeskie wojsko pozostaje poważnie niedoinwestowane, brakuje sprzętu i żołnierzy, a szef sztabu generalnego gen. Petr Pavel przyznaje, że nie jest ono w stanie wypełnić zobowiązań sojuszniczych.

Zupełnie inaczej patrzy z Pragi na Rosję minister przemysłu i handlu Jan Mládek, który forsuje w rządzie pogląd, że Rosja jako największy pozaunijny rynek dla czeskich eksporterów, a przy tym ważny inwestor w Czechach, w dalszym ciągu powinna być traktowana jako kluczowy partner gospodarczy. Ta retoryka jest w Czechach przyjmowana z dużo większym zrozumieniem, głównie ze względu na bardzo duże uzależnienie czeskiej gospodarki od eksportu. Co prawda, do Rosji trafia niecałe 4% sprzedaży z Czech, ale dużą wartość ma też eksport części i komponentów sprzedawanych z Czech najpierw do krajów UE, a stamtąd w formie gotowych produktów eksportowanych na rosyjski rynek. Niezależnie od opcji politycznej, Czesi przez lata inwestowali w zdobywanie rosyjskiego rynku, i teraz w środowiskach biznesowych i politycznych popularne jest przekonanie, że jeśli wycofają się ze Wschodu, to ich miejsce zajmą Niemcy lub Francuzi.

Mládek uważa, że trudna sytuacja rosyjskiej gospodarki wywołana spadkiem wartości rubla związanym ze spadkiem ceny ropy, wzmocniona przez zachodnie sankcje, powinna być impulsem do zwiększenia państwowego wsparcia dla czeskich eksporterów. Ważnym instrumentem wsparcia kontraktów w Rosji są czeska agencja ubezpieczeń kredytów eksportowych (EGAP) i bank eksportowy (ČEB), które gwarantują obecnie bezpieczeństwo transakcji na łączną sumę blisko 12 mld złotych. EGAP szacuje, że problem ze spłacaniem zobowiązań dotyczy co czwartej ubezpieczonej transakcji w Rosji. Celem jest także rozwijanie nowych projektów współpracy, dlatego minister Mládek zabiega o wzmocnienie dyplomacji gospodarczej w tym kraju (np. częstsze misje przedsiębiorców, otwarcie nowego biura CzechTrade w Kazaniu), czy przywrócenie prac Międzyrządowej Komisji Współpracy Gospodarczej Przemysłowej i Naukowo-Technicznej, na czele której stoją ministrowie odpowiedzialni za gospodarkę. Spotkanie komisji zaplanowano pierwotnie na marzec 2015 roku, ale czeski rząd je odłożył na czas nieokreślony, prawdopodobnie pod naciskiem z zewnątrz. Odbywają się natomiast posiedzenia grup roboczych Ministerstwa Przemysłu i Handlu Czech i rosyjskich regionów. Na przykład w maju przedstawiciele ministerstwa spotkają się z władzami obwodu swierdłowskiego. Ministerstwo Przemysłu i Handlu przygotowuje nową wersję strategii eksportowej Czech, w świetle której Rosja najprawdopodobniej będzie w dalszym ciągu uznawana za rynek o znaczeniu priorytetowym.

Dwoistość takich postaw rodzi trudną sztukę balansowania. Premier Bohuslav Sobotka w swoim podejściu do Rosji stara się łączyć obie perspektywy, jak np. w czeskiej postawie wobec sankcji. Zanim Praga zaakceptowała unijny konsensus, usilnie starała się przed skutkami sankcji obronić m.in. producentów tokarek i firmy sprzedające technologie przerobu ropy. Sobotka stara się utrzymywać Czechy w głównym nurcie unijnej i natowskiej debaty o Rosji, kierując się w tym zakresie przede wszystkim stanowiskiem Niemiec. Traktuje on spójność stanowiska Zachodu jako priorytet i jest mało prawdopodobne, aby w kontekście sankcji czy zobowiązań sojuszniczych zdecydował się ją złamać. Mając jednak na względzie dobre stosunki gospodarcze z Rosją, Sobotka stara się wykorzystać dostępne możliwości minimalizowania potencjalnych strat czeskich firm.

Paradoksalnie, sytyuacja taka może mieć korzystne aspekty polityczne. Wyraźny rozdźwięk na temat Rosji wewnątrz rządu pozwala Sobotce balansować między elektoratem centrolewicowym i postkomunistycznym. Jak dowodzą sondaże, wyborcy ČSSD przeważnie popierają opcję euroatlantycką, wyzwaniem dla władz partii jest jednak przynajmniej z pozoru mniej liczna, ale za to głośna i dobrze zorganizowana część elektoratu, która ma jawnie antyamerykańskie i prorosyjskie poglądy. Środowiska te najchętniej współpracują z otoczeniem prezydenta Zemana oraz Komunistyczną Partią Czech i Moraw, czyli – jak twierdzą ich wrogowie - są wykorzystywane przez prokremlowską propagandę. Sobotka wzmocnił wprawdzie swoją pozycję w partii socjaldemokratycznej i nie stoi przed perspektywą bliskich wyborów, w których musiałby z komunistami walczyć o podobny elektorat, ale wiadomo, ze duża część członków ČSSD także podziela prorosyjskie podejście komunistów . W przeszłości niektóre wypowiedzi Zaorálka spotykały się z oburzeniem dużej części działaczy partyjnych, który jest jednym z najmniej akceptowanych ministrów czeskich w ogóle. Sobotka musi zatem uwzględniać nie tylko interesy kół biznesowych, zainteresowanych dobrymi stosunkami z Rosją, ale również prorosyjskie sympatie niemal połowy własnego elektoratu.

Wynika z tego zupełnie inny klimat polityczny w czeskich mediach niż w Polsce. Od początku kryzysu ukraińskiego osoby prezentujące rosyjski punkt widzenia są zapraszane do wszystkich publicznych dyskusji jako równoprawny głos „reprezentujący drugą stronę”. W dużej mierze jest to zasługa prezydenta Zemana, który otwarcie mówi o „wojnie domowej na Ukrainie” i nie powtarza bzdur oficjalnej linii NATO. W czeskim Internecie dużo wieksza jest również aktywność niezależnych serwisów, najczęściej młodzieżowych i skierowanych przeważnie do młodych odbiorców, którzy nie ufają systemowym mediom. Oficjalnie tylko 21% Czechów deklaruje sympatię dla Rosji, ale odsetek ten stale rośnie, co ciekawe zwłaszcza wśród „młodych, wykształconych i z wielkich miast”. Ponadto ponad jedna czwarta społeczeństwa ma negatywny stosunek do NATO i jest niechętna amerykańskiej polityce zagranicznej, a kolejnych 20% Czechów nie ma wyrobionego zdania w tych sprawach.

Efektem jest coraz silniejszy głos środowisk prorosyjskich w czeskiej debacie publicznej. W połączeniu z wypowiedziami i postawą prezydenta Miloša Zemana, który słusznie zadeklarował swój udział w moskiewskich uroczystościach z okazji 70. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem, sprawia to, że Czechy są coraz częściej postrzegane w zachodnich mediach jako kraj „sprzyjający interesom Kremla”. Przejazd Dragonów, czyli konwój ponad 500 żołnierzy amerykańskich jadących na przełomie marca i kwietnia z państw bałtyckich, przez Polskę i Czechy do bazy w Niemczech nie wywołał wprawdzie tak głupich i służalczych reakcji jak w Polsce, ale też nie spowodował w Czechach widocznych reakcji protestu, których niektórzy się spodziewali. Oficjalna propaganda europejska interpretuje to jako triumf opcji euroatlantyckiej, przynajmniej w warstwie symbolicznej, ale prawdziwsze jest zdanie, że pragmatyczni i trzeźwi Czesi, jak zwykle, znów zachowali się mądrzej, czyli prowokacyjny rajd po prostu  olali. I tak wiedzą swoje oraz jak i kiedy to wyrazić. Bo tak jak kierujący się emocjami Polak jest mądry dopiero po szkodzie, tak kierujący się chłopskim rozsądkiem Czech jest mądrzejszy przed Škodą.

Bogusław Jeznach

Komentarze  

#1 Włodzimierz Zawieruc 2015-04-06 09:55
Rządzących Polską należałoby wysłać na praktykę czeladniczą do czeskich polityków rządzących Czechami.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Maj 2015
pon wto śro czw pią sob nie
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31