Zabity Oleś Buzyna: „W istocie rodzi się dyktatura”

0000buzyna_0.jpg

W Kijowie został zabity znany ukraiński dziennikarz Oleś Buzyna. Jego opinia na temat tego, co dzieje się na Ukrainie, często pozostawała w sprzeczności z polityką, prowadzoną przez rząd ukraiński.

 

Jeden z jego ostatnich wywiadów z nagłówkiem – cytatem: „Nie chciałem zmieniać się z dziennikarza w cenzora” ukazał się 11 marca. W nim Oleś Buzyna mówił o wolności słowa na Ukrainie i o literaturze Majdanu, która zalała miasta ukraińskie.

* * *

Jeden z najbardziej szanowanych dziennikarzy ukraińskich Oleś Buzyna poinformował o swojej rezygnacji ze stanowiska redaktora naczelnego ukraińskiej gazety „Segodnya”. Na tym stanowisku pracował przez dwa miesiące. Dzisiaj jest gościem programu „Viesti”.

Z czym należy wiązać Pańską decyzję o rezygnacji?

- Z cenzurą. Nie chciałem zmieniać się z dziennikarza w cenzora. Tajemnicą poliszynela było istnienie nieformalnych poleceń, co gazeta może robić, a czego jej nie wolno. Jednym z nich był zakaz personalnej krytyki premiera Jaceniuka, zakaz krytyki byłego prezydenta Leonida Kuczmy, na przykład. I było jeszcze kilka takich zarządzeń. Cóż, praca w tej sytuacji była niemożliwa. Realizowanie części politycznej w gazecie nie było możliwe. Można było po prostu siedzieć, pobierać wynagrodzenie i staczać się w bylejakość. Wybrałem rezygnację.

Wychodzi na to, że został Pan oskarżony o nielojalność – wobec kogo? Premiera Jaceniuka?

- Ależ nie, nie oskarżono mnie o brak lojalności wobec premiera Jaceniuka. Oprócz wszystkiego innego, przez gazetę przeszło wiele materiałów zamówionych [zleconych]. One nadchodziły z góry, należało je publikować w obowiązkowej kolejności, to było tak zwane materiały wizerunkowe, materiały o niczym konkretnym. Ale istnieją zasady dziennikarskie, są dziennikarskie standardy i ... Jestem w dziennikarstwie od 1992 roku. Tak jak mnie uczono, tak jestem zdecydowany działać, zgodnie z niezmiennym kanonem dziennikarstwa.

Pijar – to jedno, a dziennikarstwo – to coś zupełnie innego. I zamieszczać bezmyślny, głupi materiał, który pojawiał się nie wiadomo skąd, i błogosławić go [podpisywać się pod nim] swoim nazwiskiem nie chciałem. A ponieważ ilość tego typu materiałów stopniowo się zwiększała, postanowiłem odejść. Stanowisko szefa redakcji jest w rzeczywistości jest wpływowe, ono raczej stanowi dekorację przy rozstrzyganiu spraw w ramach tego systemu, w którym pracuję. I jeśli chodzi o wpływ, to był on odgórnie wywierany przede wszystkim na redaktora naczelnego. A ludzi, którzy z góry na redaktora, to znaczy na mnie, zaczynali wpływać, było bardzo wielu.

Oni woleli pozostać w cieniu. To znaczy, na przykład, powiedzieli mi: nie powinien Pan występować w telewizji rosyjskiej. Zapytałem: „A dlaczego? Czyżbym wyrażał jakieś separatystyczne myśli, na przykład? Czyżbym popierał wojnę w jakiejkolwiek formie?” Nie, Pan nie powinien występować [w rosyjskiej TV], to wszystko”. Oto proszę jeden zakaz. I takich zakazów było dosyć dużo. Nie miałem prawa nawet mówić o tym, że strona internetowa gazety „Segodnya” nie podlega oficjalnie mi jako redaktorowi naczelnemu.

Oto nonsensy pojawiały się na stronie internetowej, rzeczywiście pojawiały się błędy. O te błędy obwiniano mnie. Ale w rzeczywistości stroną internetową zarządzała zupełnie inna osoba, mężczyzna, zupełnie mi nie podporządkowany. Absolutnie. Ktokolwiek by to był, nieważne. Kiedy mówiłem, zróbmy oficjalne oświadczenie, że ta witryna internetowa mi nie podlega, moje kierownictwo mówiło: nie, takiego oświadczenia robić nie należy. To znaczy, z jakiej racji mam być, przepraszam, w tej sytuacji stale kozłem ofiarnym? Wystawiali mnie, a ja musiałem milczeć. Z jakiej racji?

Jak Pan ocenia procesy, które mają miejsce na Ukrainie? Popełnili samobójstwo dwaj dawni parlamentarzyści Partii Regionów, a jeszcze większa liczba byłych przedstawicieli partii rządzącej jest prześladowana.

- Tak, to jest idiotyzm. Po prostu idiotyzm. Janukowycz, gdy doszedł do władzy, posadził Tymoszenko, posadził Łucenkę, część ludzi, którzy byli wtedy w opozycji do Janukowycza, uciekło z kraju. Przychodzi nowy rząd pod szlachetnymi hasłami i robi to samo. Dokładnie to samo. I dokładnie tak samo część ludzi została zmuszona do opuszczenia Ukrainy, jedni wyjechali na wschód, a niektórzy na zachód.

Znamienny przykład – bardzo znany oligarcha Firtasz, który jest w Austrii, na przykład. Już nie da się znaleźć bardziej jaskrawego argumentu na rzecz tego wszystkiego, co się dzieje. Próbują odebrać kanały telewizyjne. To znaczy wyjazd Firtasza jest związany, według bardzo wielu ekspertów, z faktem, że po prostu chcą mu odebrać kanał telewizyjny.

Poroszenko ma bardzo skromny kanał, jeśli chodzi o możliwości, „Piąty”, a „Inter” – to ogólnonarodowy kanał, a dlaczegóż by nie położyć na nim ręki, nie uczynić go absolutnie sterowalnym, żeby nawet cienia opozycyjności tam nie zostało. Takich przykładów jest bardzo dużo. W istocie tworzy się dyktatura. Ale fakt, że dyktatorów jest trzech – a nie jeden, nie zmienia istoty rzeczy.

Zanim pojawiła się dyktatura Oktawiana Augusta, był triumwirat. I wojna domowa. Oto cała odpowiedź. Pompejusz, Krassus i Cezar rządzili Rzymem. Ale to była dyktatura, choć triumwirat. Dyktatura trzech. Tak również zdarza się w historii.

mysl-polska.pl

Komentarze  

#2 Andrzej Witek 2015-04-17 09:48
Zaczyna byc dyktatura totalna na Ukrainie i metody działania rodem z UPA a polaczki popieraja Ukraińców nie pomni tego co ci zrobili Polaków jeszcze nie tak dawno ...
#1 Barbara Szałek 2015-04-17 09:16
i my w niej jestesmy

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Kwiecień 2015
pon wto śro czw pią sob nie
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3