Polska armia się zbroi, czyli ślepy bokser z Tomahawkiem

b_360_240_16777215_00_images_0000z17767327QWicepremier--minister-obrony-narodowej-Tomasz-Siem.jpg

Wicepremier, minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak w grudniu 2014 r. podpisał umowę o wartości ok. 800 mln zł z norweską firmą Kongsberg Defence Systems Harald Annestad na dostawę uzbrojenia dla drugiego Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego

 

Wojsko zamierza kupić 24 superpociski Tomahawk dla marynarki. MON już podpisał kontrakt na rakiety manewrujące JASSM dla naszych F-16. Ale zanim poczujemy się mocarstwem, pamiętajmy, że nasza artyleria używa pocisków wzór 1943.

Pod wrażeniem rosyjskiej agresji na wschodniej Ukrainie wszystkich ogarnia militarystyczna euforia "Polska się zbroi". Klasycznym przykładem nakręcania emocji (próbuje je studzić szef MON Tomasz Siemoniak) jest sprawa zakupu nowych okrętów podwodnych.

Śledziłem poświęcone jej obrady komisji sejmowych. Zaczęło się od prostej konstatacji - marynarka potrzebuje trzech małych okrętów podwodnych, które zastąpią rozlatujące się niemieckie kobbeny zwodowane w latach 70., które dostaliśmy z demobilu od Norwegów w 2002 roku. Te okręty nieodwołalnie kończą służbę w 2017 roku.

Nagle wybucha dyskusja, czy nowe okręty powinny mieć pociski samosterujące (taką opcję mają okręty zaoferowane przez Francję). Posłowie szybko uchwalili, że pociski są potrzebne. Niemcy odpowiedzieli, że ich okręt klasy 212 A też może wystrzeliwać takie pociski, np. amerykańskie tomahawki.

Szybko tę myśl podchwycił Sztab Generalny, któremu zależy na broni o znaczeniu strategicznym, zdolnej dosięgnąć przeciwnika na dystansie ponad 1 tys. km. A MON uczynił z tego jeden z warunków zamówienia. Stąd poufne zapytanie do Amerykanów, które przeciekło do prasy - czy sprzedadzą nam tomahawki do niemieckich okrętów, których jeszcze nie kupiliśmy.

Jednak jest mały problem: nikt dotychczas nie próbował wystrzeliwać tomahawków z luków torpedowych okrętów klasy 212 A. Sam ambasador USA Stephen Mull, który powinien być zainteresowany sprzedażą tych rakiet, delikatnie dał do zrozumienia, że nie wiadomo, czy ten pocisk będzie pasował do niemieckiego okrętu.

Marynarka: A po co nam to?

Kto był największym przeciwnikiem zakupu okrętów podwodnych z pociskami samosterującymi? Marynarka Wojenna - czyli ich użytkownik. Marynarze twierdzą, że zdolność operowania tego rodzaju okrętu z pociskami Tomahawk na Bałtyku będzie ograniczona, bo co prawda dobrze mieć takie pociski, ale trudno będzie wybrać dla nich cel na terenie przeciwnika (nie posiadamy zwiadu satelitarnego). Na koniec obawiają się, że dyskusję o pociskach przesłoni cel faktyczny - szybki zakup okrętu podwodnego. Procedury z powodu pocisków będą się tak przedłużać, że spieszone w 2017 roku załogi kobbenów pójdą do cywila, nie doczekawszy wymarzonych okrętów podwodnych z rakietami Tomahawk. A wyszkolenie nowych załóg to kilka, czasem kilkanaście lat.

Możliwe więc, że "już w 2022 roku" będziemy mieli nowoczesny drogi okręt bez wyszkolonej załogi, ale za to z pociskami za 2 mln dol. każdy, którymi nie bardzo będzie wiadomo, w co trafiać.

Mam wrażenie, że zalewające media zachwyty nad modernizacją polskich sił zbrojnych i wyliczanie supernowoczesnych rodzajów broni, którymi będą dysponowali nasi żołnierze, zaczyna przesłaniać istotę problemu. Zgoda, Polska musi szybko unowocześnić system obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, kupić nowe śmigłowce (przetarg ciągle się opóźnia) i drony.

Głównym problemem obecnej armii jest jednak niska siła ognia. Pod tym względem Polska przypomina boksera, który nie ma ciosu, a dodatkowo jest ślepy.

Artyleria, głupcze!

Konflikt na Ukrainie ujawnił, że to artyleria (szczególnie dalekiego zasięgu, do 40 km) wsparta nowoczesną elektroniką jest prawdziwym bogiem współczesnej wojny. Polska armia ma tylko przestarzałe działa Goździk i Dana, które w najlepszym wypadku mogą być dogodnym celem dla nowoczesnej artylerii, bo jej nigdy nie dosięgną. W tym obszarze plan modernizacji polskich sił zbrojnych brzmi jak akt oskarżenia.

Kluczowy program Krab - czyli słynna samobieżna armatohaubica 155 mm oparta na brytyjskiej wieży Braveheart - nie zostanie zrealizowany. Krab to angielska wieża, niemiecka lufa i podwozie specjalnie zaprojektowane do tej konstrukcji, która miało być wkładem polskiej myśli technicznej.

Ale podczas strzelań podwozie pękało, silnik okazał się za słaby, a dodatkowo oczadzał załogę spalinami. Jeszcze w ubiegłym roku po ośmiu latach trwania programu zapadła decyzja o zakupie podwozi w Korei Południowej. Dodatkowe koszty to, lekko licząc, 1 mld zł.

Strzelających, sprawnych krabów nadal nie ma i nie wiadomo, kiedy będą, bo pierwsze nie zostały jeszcze złożone w Hucie Stalowa Wola. Choć jest światełko w tunelu. MON ogłosił, że ma już amunicję do krabów. W tym taką, która dzięki gazogeneratorom (to rodzaj silnika) może mieć zasięg do 40 km. Szkoda, że jest to najprostsza amunicja odłamkowo-burząca. Na świecie jest już artyleryjska amunicja precyzyjna, sterowana laserowo i GPS.

Artylerzyści wybuchają, ale śmiechem

Nie ma natomiast w ogóle amunicji do ciężkich moździerzy dalekiego zasięgu Rak, które mają ochraniać naszą piechotę. Będą w nich stosowane pociski zaprojektowane w 1943 i do dziś produkowane - sami wojskowi na pytanie o ich skuteczność na dzisiejszym polu walki wybuchają, ale śmiechem.

Polska opracowała już parę lat temu wyrzutnie rakiet dalekiego zasięgu Homar. Mają one razić cele odległe o ponad 300 km - tak jak najnowocześniejsza artyleria rakietowa Rosji. Cóż z tego, skoro nie ma do nich rakiet. Chwała MON, że podjął decyzję o przyspieszeniu "pozyskiwania rakiet". Na razie rozpoczyna się przetarg. Pociski będą najwcześniej w 2018 roku. Czy na pewno? Nie wiadomo.

Od kilku lat chwalimy się nadbrzeżnym dywizjonem rakiet NSM (naval strike missile) - produkcji norweskiej. Rakiety mają zasięg 180 km. Cóż, skoro system współdziała z polskimi radarami z Bumaru - elektroniki o zasięgu kierowania ogniem do 50 km. Mimo to armia chce wyposażyć następny dywizjon w kolejne 50 rakiet.

Posiadanie najnowocześniejszych rakiet, takich jak JASSM czy Tomahawk, słusznie może nas napawać dumą. Czy jednak będą miały decydujący wpływ na siłę naszej armii? Wątpię.

Paweł Wroński

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Kwiecień 2015
pon wto śro czw pią sob nie
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3