"Europejska armia" nie zastąpi własnych zdolności

b_360_240_16777215_00_images_0000ae92c7c8d5e6e039d8a4f353615c4e8b.png

Niemcy popierają projekt stworzenia „europejskiej armii”, ogłoszony przez przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera. Istnieje jednak szereg znaków zapytania pod względem skuteczności formacji, kierowanej przez UE (zarówno z wojskowego, jak i politycznego punktu widzenia).

Ponadto, rozmowy o „europejskiej armii” mogą odwrócić uwagę komentatorów od zagadnień związanych ze zwiększeniem finansowania sił zbrojnych państw UE, co jest warunkiem niezbędnym dla odbudowy i utrzymania odpowiedniego poziomu zdolności obronnych, także w Niemczech.

Koncepcja „europejskiej armii” z punktu widzenia Republiki Federalnej omawiana jest przez Justynę Gotkowską z Ośrodka Studiów Wschodnich w opracowaniu „Armia europejska w wydaniu niemieckim”. Autorka ma szereg wątpliwości odnośnie projektu stworzenia połączonych sił zbrojnych krajów Starego Kontynentu, gdzie istotną rolę miałby odgrywać Berlin.

Jak zauważa Justyna Gotkowska, Niemcy pomimo promowania projektu europejskiej armii są niechętni do delegowania prawa podejmowania decyzji o użyciu własnych sił zbrojnych na organy inne, niż Bundestag. Koncepcja „sił zbrojnych zjednoczonej Europy”, przy założeniu znacznej roli Niemiec i jednocześnie zachowania politycznych mechanizmów decyzyjnych Republiki Federalnej stoi pod znakiem zapytania – szczególnie w wypadku konieczności podjęcia szybkich działań, np. w ramach kolektywnej operacji obronnej.

„Ramowa” Bundeswehra - zwiększenie efektywności, czy próba podporządkowania innych?

Autorka opracowania „Armia europejska w wydaniu niemieckim” stawia tezę, że Berlin dąży raczej  do rozszerzenia zakresu integracji sił zbrojnych państw na kontynencie (z przewodnią rolą Niemiec, w ramach przyjętej na szczycie w Newport koncepcji państw ramowych NATO). Przytacza przykład Holandii, która oddała w operacyjne podporządkowanie dywizji szybkiego reagowania Bundeswehry 11 Brygadę Aeromobilną. We wrześniu ubiegłego roku odbyło się ponadto spotkanie dotyczące integracji holenderskiej 43. Brygady Zmechanizowanej ze strukturami niemieckiej 1. Dywizji Pancernej.

Niemcy i Holandia współpracują również w ramach wielonarodowego korpusu, odgrywającego istotną rolę w komponencie lądowym Sił Odpowiedzi NATO na 2015 rok. Obydwa państwa wystawiają zresztą jednostki bojowe do tymczasowych sił natychmiastowego reagowania (tzw. szpicy). W świetle kryzysu na Ukrainie Niemcy zapowiedzieli ponadto sformowanie dodatkowego, czynnego batalionu pancernego, który może mieć charakter wielonarodowy – we współpracy z Holandią.

Na razie wiadomo jednak, że Niemcy przywrócą do służby czynnej jeden z batalionów pancernych, lecz nie zdecydowano, czy będzie to wielonarodowa jednostka. Warto ponadto zauważyć, że zgodnie z docelową strukturą Bundeswehry 1. Dywizja Pancerna ma dysponować tylko jednym batalionem artylerii, przez co podporządkowanie jej holenderskich jednostek (wyposażonych w haubice PzH 2000, produkowane i używane w Niemczech) mogłoby przyczynić się do znacznego wzrostu potencjału bojowego.

W świetle sytuacji na Ukrainie Berlin dąży także do rozszerzenia współpracy wojskowej z Polską, co jak zauważa Justyna Gotkowska ma na celu głównie zwiększenie interoperacyjności sił zbrojnych obu państw, a więc zdolności ich współdziałania (także w systemie obrony kolektywnej). Według dostępnych informacji Niemcy proponowali jednak Polsce stworzenie wspólnych załóg okrętów podwodnych. Z kolei przewodniczący komisji obrony Bundestagu Hans-Peter Bartels zwrócił w sierpniu 2014 uwagę, że Republika Federalna powinna wziąć pod uwagę podporządkowanie niemieckiej brygady polskiej dywizji, gdyż współpraca międzynarodowa musi odbywać się na zasadzie wzajemności.

Innym przykładem współpracy wojskowej z udziałem Niemiec jest brygada niemiecko-francuska, przeznaczona do działań w ramach Eurokorpusu. Republika Federalna wydziela w jej skład 2 bataliony strzelców i batalion artylerii (jeden z czterech w docelowej strukturze Bundeswehry) a także kompanię saperów zmotoryzowanych. Francuzi z kolei włączyli do wielonarodowej brygady m.in. 1 Pułk Piechoty i 3 Pułk Huzarów.

Justyna Gotkowska zauważa, że współpraca z Niemcami, w takim kształcie jak ma to miejsce w Holandii może przyczynić się do częściowego uzależnienia od decyzji o charakterze politycznym i wojskowym podejmowanych przez Berlin. Z drugiej jednak strony, przywołując przykład kooperacji z Francją trudno zakładać iż sformowanie niemiecko-francuskiej brygady w jakikolwiek istotnie negatywny sposób wpłynęło na zdolność do samodzielnego decydowania o kształcie czy użyciu sił zbrojnych przez Francję, dysponującą np. lotniskowcem (wykorzystywanym w operacji przeciwko ISIS, w ścisłym współdziałaniu z US Navy), maszynami wczesnego ostrzegania klasy AWACS czy własnym arsenałem jądrowym. Moim zdaniem warto zwrócić uwagę na różnicę między współpracą z "równoprawnym" lub silniejszym partnerem, oraz z państwem dysponującym ograniczonymi zdolnościami.

Osobiście zgadzam się z tezą, że projekt europejskiej armii, z kluczową rolą Niemiec nie ma szans powodzenia, i to nawet z przyczyn czysto wojskowych. Sprzeciwia się temu bowiem Wielka Brytania, uznawana obok Francji za najsilniejszego europejskiego członka NATO. Ponadto, bez znaczącego zwiększenia nakładów na obronę, prowadzącego do istotnego podniesienia udziału sektora obronnego w gospodarce (czyli wskaźnika wydatków wojskowych do PKB) państwa europejskie po prostu nie będą zdolne do prowadzenia szerokiego spektrum operacji. Obawy o mechanizmy i warunki podejmowania decyzji politycznych, w bardzo dużej mierze słuszne, tylko pogłębiają wątpliwości dotyczące „europejskiej armii”.

Współpraca może uzupełnić działania państw narodowych, ale ich nie zastąpi

Z drugiej jednak strony, współpraca międzynarodowa może być sposobem na ograniczenie kosztów utrzymania jednostek, czy wprowadzania nowych typów uzbrojenia. W sytuacji drastycznie ograniczonych nakładów na obronę staje się wręcz koniecznością, gdyż samodzielne utrzymywanie pewnych typów uzbrojenia w niewielkich ilościach może nieść za sobą nieproporcjonalnie duże koszty. Z tego powodu ryzyko związane z przyjęciem przez Niemcy roli państwa „ramowego” jest w pewnych warunkach moim zdaniem do zaakceptowania, zwłaszcza przez państwa dysponujące niewielkimi siłami zbrojnymi.

Omawiany proces jest w dużej mierze skutkiem redukcji stanów liczebnych, jakie miały miejsce po zakończeniu Zimnej Wojny. Dość powiedzieć, że Holandia która obecnie w ogóle nie dysponuje wojskami pancernymi jeszcze w 1996 roku posiadała więcej czołgów niż obecnie Niemcy, Wielka Brytania i Dania razem wzięte[1]. Dlatego też trudno się dziwić, że francuskie i niemieckie przedsiębiorstwa podejmują kroki w celu wspólnego opracowania czołgu nowej generacji – bo w innym wypadku bardzo trudno będzie osiągnąć opłacalność takiego przedsięwzięcia.

Pozostając przy przykładzie Holandii, ewentualne przywrócenie pewnych zdolności konwencjonalnych, jak np. wykorzystanie wojsk pancernych, czy nieco większej liczby systemów artyleryjskich (co i tak wymaga podwyższenia wydatków obronnych) moim zdaniem wręcz powinno odbyć się we współpracy z partnerem, dysponującym większymi zdolnościami. Możliwości samodzielnego działania nowo powstałych, nadal niewielkich (np. z uwagi na duże koszty uzbrojenia, konieczność poświęcania uwagi zagrożeniom asymetrycznym) jednostek będą ograniczone, a koordynacja podejmowanych kroków (tak, aby tworzone w części na nowo formacje mogły efektywnie współdziałać) jest wręcz warunkiem koniecznym, aby wdrażane środki były efektywne (z finansowego i operacyjnego punktu widzenia).

Oddzielną sprawą jest realizacja wspólnych ćwiczeń, czy budowanie struktur na kształt Sił Odpowiedzi NATO (w ramach struktur atlantyckich - ich ewentualne "duplikowanie" jest niecelowe, zarówno z czysto militarnego, jak i ekonomicznego punktu widzenia). Tutaj należy dążyć do podejmowania tego typu działań w jak najszerszym zakresie, aby umożliwić współpracę sił zbrojnych na polu walki nawet na szczeblu pododdziału. W innym wypadku prowadzenie kolektywnej operacji obronnej może być utrudnione, tak samo jak w wypadku armii należących do innych państw (także Stanów Zjednoczonych). Bardzo dobrym przykładem, w odniesieniu do Republiki Federalnej jest planowane wzajemne podporządkowanie polskich i niemieckich batalionów sił lądowych w czasie ćwiczeń.

Na konieczność budowy interoperacyjności zwracał uwagę dowódca US Army w Europie gen. Frederick Ben Hodges, opisując w wypowiedzi dla Defense News wspólne ćwiczenia spadochroniarzy amerykańskich wojsk lądowych z wojskowymi Polski i krajów bałtyckich, gdzie pomimo posiadania radiostacji tego samego producenta, ustanowienie łączności było utrudnione. Jednocześnie Bundeswehra pomimo wszystkich niedociągnięć jest nadal tak istotnym elementem systemu wspólnej obrony NATO, że jej pomijanie przyczyniłoby się do jego istotnego osłabienia, stawiając skuteczność pod znakiem zapytania (na co zresztą wskazywał sam gen. Hodges, krytykując zły stan sprzętu niemieckiej armii, i apelując o większy jej udział w ćwiczeniach Sojuszu).

"Europejska armia" odwraca uwagę od finansowania obronności

Należy także zwrócić uwagę na problem wydatków obronnych, które nadal pozostają w Niemczech na zbyt niskim poziomie, pomimo działań podejmowanych w celu ich niewielkiego podwyższenia. Postulowane zwiększenie nakładów do 35 mld euro w 2019 roku będzie raczej służyć poprawie kondycji istniejących jednostek wojskowych (np. pod względem gotowości bojowej, w pewnym zakresie - nasycenia i jakości sprzętu), niż budowie nowych zdolności. Obecne struktury niemieckiej armii są jednak moim zdaniem niewystarczające dla zapewnienia odpowiedniego poziomu zdolności obronnej. Jako przykład można przytoczyć wspominane już wcześniej jednostki artylerii, dysponujące zaledwie trzema batalionami w dwóch dywizjach pancernych (czwarty jest w samodzielnej brygadzie niemiecko-francuskiej).

Berlin zdecydował ponadto o likwidacji jednostek obrony przeciwlotniczej wojsk lądowych, wraz z wycofaniem bez wprowadzania następcy zestawów przeciwlotniczych Gepard (systemy Stinger i Ozelot zostały przeniesione do Luftwaffe; te ostatnie mają np. za zadanie osłonę systemów średniego zasięgu), co stawia pod znakiem zapytania zdolność do prowadzenia operacji w sytuacji przeciwdziałania środków napadu powietrznego na polu walki (np. śmigłowców, samolotów szturmowych).

Współpraca międzynarodowa może do pewnego stopnia pomóc w odbudowie zdolności w tym zakresie, ale trudno wyobrazić sobie, aby pozwoliła na zapewnienie np. osłony przeciwlotniczej dwóm niemieckim dywizjom. Nie zastąpi więc działań podejmowanych przez państwa narodowe, a Berlin dysponuje silną gospodarką i relatywnie dobrą sytuacją finansów publicznych. Z kolei udział wydatków na obronę w PKB plasuje się na poziomie około 1,3 % (wg danych NATO za 2013 rok), podczas gdy we Francji wynosi 1,9 %, a w Wielkiej Brytanii - 2,4%. Niemcy w celu zapewnienia wiarygodności jako sojusznika muszą więc znacząco podwyższyć wydatki obronne, przede wszystkim w celu odbudowy zdolności do działań o charakterze konwencjonalnym (patrz wyżej).

Koncepcja "połączonych" sił zbrojnych pod przewodnictwem Niemiec może w praktyce stanowić uzupełnienie, ale nie zastępować działania podejmowane czy to w ramach NATO, czy przez państwa narodowe - w tym Republikę Federalną - także w zakresie finansowania obronności. Może okazać się przydatna w wypadku, gdy państwa dysponujące ograniczonymi zdolnościami w danym zakresie chcą zintegrować swoje jednostki z niewielkim partnerem, zwiększając w ten sposób efektywność wykorzystania własnych, relatywnie skromnych sił. Z kolei kraje dążące do zachowania samodzielności w danych obszarach muszą utrzymywać pełne spektrum zdolności za pomocą własnych zasobów, podejmując jednocześnie kroki zmierzające do zwiększenia interoperacyjności, czy np. współpracy przemysłowej.

Sposobem na uniknięcie zależności od Niemiec (czy innych partnerów zagranicznych) jest więc utrzymywanie na odpowiednim poziomie możliwości własnej armii. Zapewnia to z jednej strony pełną swobodę w zakresie podejmowania decyzji o kształcie czy użyciu sił zbrojnych, z drugiej - stawia na korzystniejszej pozycji we współpracy międzynarodowej. Państwo dysponujące własnymi zdolnościami może być traktowane jako równoprawny partner, a nie zostać "podporządkowane" silniejszym sojusznikom, czerpiąc korzyści z kooperacji i jednocześnie ograniczając ryzyka, związane z utratą samodzielności.

Jakub Palowski

Komentarze  

#3 Filip Tkaczyk 2015-04-06 11:01
Europejska armia. To znaczy że ciapate kurwy cwellachakbar będą walczyć za Polskę. Bo w tych wojskach zaraz będzie więcej arabusow niż Europejczyków. No,no,nieźle
#2 Barbara Szałek 2015-04-06 09:54
szukaja glupich
#1 Sebastian Pezda 2015-04-06 09:53
Stworzenie wspólnej armii to jawny krok ku III wojnie swiatowej . To pogorszy stabilizacje . I pytanie kto bedzie dowodzil i w jakim interesie jakis franzus ? Może Niemiec ?

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Maj 2015
pon wto śro czw pią sob nie
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31