Polska firma szkoliła banderowców. Co na to służby?

W 2015 roku w Polsce prywatna firma szkoliła ochotników z ukraińskiego pułku Azow, który w Mariupolu walczy z prorosyjskimi separatystami. Nie byłoby w tym pewnie nic złego – w końcu Polska wspiera Ukrainę – gdyby nie fakt, że to bojownicy odwołujący się do ruchów neofaszystowskich i nacjonalistycznych.

Czym jest ESA? To przedsiębiorstwo z branży PMC (private military contractors), szkolące ochroniarzy i współpracujących z regularnymi wojskami różnych krajów współczesnych najemników.

Sama firma, gdy zwróciliśmy się do niej z pytaniami, nie zaprzeczyła, zasłoniła się jednak tajemnicą handlową. „ESA jest firmą prywatną i nie ustala swoich kryteriów formalnych lub dyskwalifikuje potencjalnych klientów na podstawie orientacji politycznych tak długo jak nie stoją bezpośrednio w sprzeczności z prawem przyjętym w kraju w którym European Security Academy prowadzi projekty szkoleniowe” – odpowiedział na nasze pytania dyrektor wykonawczy ESA, Tomasz Bryl.

– Nasza strona była bardzo nieostrożna – komentuje opisaną sytuację dyplomata z doświadczeniem na kierunku wschodnim.

Bellingcat podaje, że „co najmniej jeden” z uczestników szkolenia jest członkiem skrajnego ukraińskiego stowarzyszenia „Tradycja i Porządek”, odwołującego się wprost do tradycji nazistowskiego narodowego socjalizmu z czasów III Rzeszy. Ponieważ na stronach ESA można znaleźć zdjęcia z kursów, współpracujący z portalem dziennikarze ukraińscy łatwo zidentyfikowali uczestników. Żołnierze ci publikują na swoich stronach na Facebooku zdjęcia, na których widać m.in. ich neofaszystowskie tatuaże. Co więcej, ochotnicy – bo Azow jest jednostką złożoną z ochotników – szkolili się zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie, pod okiem instruktorów z ESA.

– Były takie historie – potwierdza w rozmowie z Fakt24 doświadczony oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego. I dodaje, że zdarzały się sytuacje, gdy polskie firmy szkoliły nie tylko bojowników ze strony ukraińskiej, ale wręcz także prorosyjskich separatystów! Inny funkcjonariusz wojskowych spec-służb dodaje, że taka współpraca może przynieść wymierne korzyści także Polsce, np. ze względu na pozyskiwanie informacji wywiadowczych – i kontrwywiadowczych – o działaniach na wschodzie Ukrainy.

– Dobrze, że przynajmniej szkolą ich Polacy, bo zarobią. Ale też warto pamiętać o innym aspekcie: jeśli my ich szkolimy, to będziemy wiedzieli, jak ich zneutralizować – przekonuje zastrzegający sobie anonimowość przedstawiciel firmy z branży szkoleń wojskowych. Nie chce ujawniać nazwiska, bo w Polsce taką działalnością nie zajmuje się wielka grupa.

Z zapytaniem o to, kto od strony polskiej nadzoruje tego rodzaju działalność zwróciliśmy się do MSWiA oraz MON. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych skierowało nas do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a MON – do odpowiedzialnej za wojsko Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Ale odpowiedzi ze służb, jak dotąd, nie otrzymaliśmy. Nasz rozmówca z kontrwywiadu twierdzi, że w obecnym stanie, służby mogą o tym zwyczajnie… nie wiedzieć.

Azow i walki w Donbasie

Azow jest powstałą w 2014 r. ochotniczą formacją, walczącą na wschodzie Ukrainy. Gdy Rosja dokonała cztery lata temu aneksji Krymu, a od Ukrainy oderwały się dwa zbuntowane obwody tego kraju – doniecki i ługański – ukraińska armia niejednokrotnie musiała ratować się korzystaniem z takich ochotniczych jednostek, często finansowanych po cichu przez ukraińskich oligarchów, czyli najzamożniejszych obywateli tego kraju.

Jedną z takich jednostek był właśnie „Azow”. Poprzez swoją symbolikę i związki z organizacją ukraińskich nacjonalistów Prawy Sektor, jednostka wielokrotnie oskarżana była o związki z neonazizmem. Mimo to jednak, władze ukraińskie tolerują działanie Azowa i stowarzyszonych z nim organizacji. Powód jest prozaiczny: jednostki ochotnicze były nierzadko skuteczniejsze, niż regularne wojska ukraińskie.

ŁUKASZ MAZIEWSKI

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.