Polska ma najmniej wody w Europie. A będzie jeszcze gorzej

W deszczowe dni trudno może w to uwierzyć, ale Polska wysycha. Wody na głowę mamy niemal najmniej w Europie. Na dodatek marnujemy ją na potęgę. „Problem z wodą mamy w Polsce ewidentny, ale nie chodzi tylko o suszę.” Dlatego warto spojrzeć, jak z problemami suszy poradzili sobie Izraelczycy, którzy wydajny system zbudowali na środku pustyni.

„Głupia sprawa, w moim bloku zabrakło wody” – skarży się w upalny dzień pracownik warszawskiego biura kreślarskiego Jan Walczak. „Podobno już trzy dzielnice odcięte są od wody” – dodaje kolega z pracy.

 To początek kultowej komedii „Hydro-zagadka” Andrzeja Kondratiuka, w której stołeczne braki wody to efekt knowań doktora Plamy i maharadży Kaburu. Za pomocą wybuchu atomowego chcą oni odparować wodę z jeziora, by wiatr przeniósł ją do ogarniętej suszą ojczyzny maharadży. Nakręcony w 1971 roku film okazał się po części proroczy: Polska wysycha, choć nie za sprawą surrealistycznego spisku, lecz zmian klimatycznych. Dr hab. Zbigniew Popek z Katedry Inżynierii Wodnej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie podaje przykład Jeziora Zdworskiego, największego jeziora na Mazowszu. W 2016 roku zasilająca je Wielka Struga przez pół roku była całkiem sucha. Jezioro istnieje tylko dzięki rurociągowi, którym co roku trafia do niego nawet milion metrów sześciennych wody.

 Tegoroczna susza dotknęła 4 mln z 14 mln hektarów upraw i prawie 90 procent gmin – podaje Ministerstwo Rolnictwa. Słowem: poważny kryzys.

Za mało albo za dużo

– Problem z wodą mamy w Polsce ewidentny, ale nie chodzi tylko o suszę – mówi Łukasz Kolano, dyrektor wykonawczy ONZ-owskiego programu Global Compact Network Poland. – Wody mamy czasem za mało, a czasem za dużo, bo powodzie też mamy regularnie co pięć-siedem lat. Na dodatek jest ona często brudna.

Ze studni w kibucu trysnęła woda słona, na dodatek ciepła. Okazało się, że da się ją wykorzystać do hodowli ryb na pustyni.

 Na jednego Polaka przypada co roku 1,6 tys. metrów sześc. wody odpływającej rzekami. Średnia dla całej Europy to 4,5 tys. metrów sześc. Nawet w suchej wydawałoby się Hiszpanii to 2,8 tys. metrów sześc. Mniej wody na głowę niż w Polsce jest tylko na Malcie, Cyprze, w Danii, Czechach i Rumunii.

Jak tłumaczy dr Popek z SGGW, zmiany klimatyczne w ciągu ostatnich kilkunastu lat sprawiają, że zimy są coraz mniej śnieżne. A pokrywa śniegu stanowiła naturalny mechanizm retencyjny: śnieg gromadzony zimą wiosną się rozpuszczał i stopniowo nawadniał glebę, kiedy rośliny budziły się do życia. Teraz zimą pada raczej deszcz, często bardzo intensywny. Woda nie nadąża wsiąkać i spływa, co grozi powodziami. Zdaniem specjalisty z SGGW śnieżną pokrywę trzeba czymś zastąpić: małymi zbiornikami wodnymi, mokradłami, bagnami czy wreszcie lasami, które świetnie zatrzymują wilgoć w ściółce.

 – W Polsce mamy retencję na poziomie 6 proc. całkowitego rocznego odpływu rzekami z obszaru kraju. Z kolei Hiszpania przechowuje prawie 40 proc. wody – mówi Łukasz Kolano. – Po reformie samorządowej przeciwdziałaniem suszy mieli się zająć nie wojewodowie, lecz gminy, ale nie poszły za tym kompetencje i przede wszystkim pieniądze.

Przemysł zapłaci

Teoretycznie za jakiś czas powinno się to zmienić. 1 stycznia weszło w życie nowe Prawo wodne, które całościowo reguluje zarządzanie zasobami wodnymi. Do zarządzania zasobami wodnymi powołano przedsiębiorstwo Wody Polskie, które ma planować i budować infrastrukturę wodną, a także pobierać opłaty za użytkowanie wody i odprowadzanie ścieków.

Gospodarstwa domowe i rolne mające swoje studnie czy stawy będą mogły nadal korzystać z nich za darmo, o ile nie pobierają więcej niż 5 metrów sześc. dziennie (chodzi o średnią z roku). Tyle samo mogą odprowadzać ścieków.

Największe zmiany – i podwyżki – czekają przemysł, który zużywa 74 proc. wody w Polsce. Główna stawka za pobór wody to 70 gr za metr sześc. wód podziemnych oraz 35 gr za metr sześc. powierzchniowych, ale np. opłaty za zwiększony pobór wody do celów rolniczych będą niższe (10 i 5 groszy). Przy ściekach matematyka opłat jest bardziej skomplikowana – zależy od zawartości szkodliwych substancji. Elektrownie, które zużywają wodę głównie do chłodzenia bloków w elektrowniach węglowych, zapłacą za różnicę między wodą pobraną a wypuszczoną do ziemi, rzeki czy jeziora, ale stawki będą też zależne od temperatury odprowadzonej wody – im cieplejsza, tym wyższe.

– Do tej pory woda była relatywnie tania. Wprowadzenie opłat może wymusić bardziej rozsądne gospodarowanie – mówi Łukasz Kolano.

Zdaniem dr. Popka z SGGW w nowych przepisach brakuje uregulowań dotyczących przywracania naturalności środowisku wodnemu. Rzeki i zbiorniki o naturalnych brzegach lepiej zabezpieczają nas przed powodziami, ale rządowe plany idą w przeciwnym kierunku. Mateusz Morawiecki zapowiadał wielkie inwestycje infrastrukturalne, mające zapewnić żeglowność polskich rzek. – Środowiska ekologiczne obawiają się, że będzie to klasyczna regulacja jak na Renie, a to może przyspieszyć odpływ rzek, czyli zwielokrotni efekt suszy – mówi Łukasz Kolano.

– Warto zadać pytanie, dlaczego w wielu krajach, gdzie są odpowiednie drogi wodne, żegluga towarowa traci znaczenie? Obecnie nie ma tylu towarów masowych, których transport wodny byłby faktycznie opłacalny jak w XX wieku – przypomina dr Zbigniew Popek.

Zakręć kran

Polak zużywa średnio dziennie 150 litrów wody. Z tego tylko dwa litry spożywamy, reszta spływa do kanalizacji przez prysznic, wannę czy sedes. – Na poziomie gospodarstw domowych nie mamy takich nawyków oszczędnościowych, jakie na Zachodzie wyrobiono już lata temu – mówi dr hab. Bolesław Rok z Katedry Przedsiębiorczości i Etyki w Biznesie w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. – Podobnie było kiedyś z gazem, ale kiedy jego cena wzrosła na tyle, że stał się to poważny wydatek, zaczęto się zastanawiać, co zrobić, żeby obniżyć koszty. A woda jeszcze nie uderzyła nas po kieszeni.

Zdaniem dr. Roka rosnące opłaty za wodę stopniowo wymuszą na nas ekologiczne nawyki. Podobnie będzie w firmach, które zaczną kalkulować, że opłaca się zainwestować w systemy oszczędzania bądź recyklingu wody. Mogą się wiele nauczyć od innych. Zwłaszcza od Izraela.

Mistrzowie wody

Brak wody był od początku jednym z głównych problemów syjonistów, którzy od początku XX wieku emigrowali z Europy do Palestyny. Jeszcze zanim w 1948 roku powstało państwo Izrael, zaczęto snuć plany narodowego systemu kanałów i wodociągów, które rozprowadziłyby wodę z Jeziora Tyberiadzkiego na północy kraju na suche i pustynne środkowe i południowe tereny Izraela.

Taki system ruszył w 1964 roku, dostarczając wodę aż na skraj pustyni Negew na południu kraju. Ma to swoje negatywne konsekwencje, bo ogromny pobór wody z Jeziora Tyberiadzkiego sprawił, że sąsiednia Jordania zaczęła niepokoić się o stan wody w granicznej rzece Jordan. Spór o wodę doprowadził m.in. do wojny sześciodniowej w 1967 r .

W traktacie pokojowym z 1994 roku Izrael zobowiązał się dostarczać Jordanii co roku 50 mln metrów sześc. wody. Mógł sobie na to pozwolić, bo zmuszeni sytuacją Izraelczycy stali się mistrzami jej odzyskiwania i oszczędzania. Ze ścieków odzyskuje się tam blisko 90 proc. wody używanej potem do podlewania (drugi najwydajniejszy pod tym względem kraj, Hiszpania, odzyskuje… 19 proc.).

Najbardziej zdumiewającym przykładem racjonalnego wykorzystywania wody jest historia kibucu Mashabbe Sade na pustyni Negew, opisywana przez Saula Singera w książce „Start-Up Nation”. Założyciele kibucu dowiercili się do wody dopiero na głębokości blisko 800 metrów, ale ze studni trysnęła woda słona, na dodatek ciepła. Okazało się, że da się ją wykorzystać… do hodowli ryb. Na środku pustyni powstały stawy rybne pełne tilapii i okoni. A użyźniona rybimi odchodami woda nadaje się świetnie do podlewania drzew oliwnych i palm daktylowych.

W innym kibucu na Negew – Hatzerim – powstała technologia nawadniania kropelkowego. Po jej zastosowaniu plony wzrosły o połowę, a zużycie wody spadło o 40 proc. Twórca technologii, pochodzący z Polski inżynier Simcha Blass, w latach 50. założył spółkę Netafim, która dziś jest największym na świecie dostawcą systemów takiego nawadniania.

W Izraelu działają także największe na świecie systemy odsalania wody. W ciągu ostatnich 13 lat firma IDE Technologies zbudowała trzy potężne zakłady, które są w stanie przerobić w ciągu roku około 600 mln metrów sześc. słonej wody na wodę pitną i zaspokajają ok. 55 proc. zapotrzebowania kraju na wodę pitną. Dzięki temu można było ograniczyć jej pobór z Jeziora Tyberiadzkiego.

Woda w Izraelu przestała być towarem deficytowym, za to stała się narzędziem dyplomacji. Kilka tygodni temu premier Benjamin Netanjahu wygłosił w internecie orędzie do trapionych suszą Irańczyków: „Ponieważ nasi inżynierowie nie mogą wjechać do waszego kraju, stworzymy w waszym języku stronę z instrukcjami, jak skutecznie oczyszczać i odzyskiwać wodę” – ogłosił. Ta prosta sztuczka PR-owa natychmiast przyniosła nerwową reakcję jednego z irańskich generałów, który… zarzucił Izraelowi kradzież chmur i śniegu z irańskich gór.

Jednak wodna dyplomacja to nie tylko lanie wody – wspólnie z Jordanią Izrael buduje za 10 miliardów dolarów 180-kilometrowy kanał, którym już w 2020 roku ma popłynąć woda zasilająca wysychające Morze Martwe. Część wody zostanie odsolona i trafi do kranów w Izraelu i Jordanii.

Najbardziej namacalnym dowodem zaradności Izraela w zarządzaniu wodą jest cofnięcie się pustyni Negew. Jak pisze Singer, 70 lat temu podchodziła ona do drogi między Jerozolimą a Tel Awiwem. Dziś, aby zobaczyć prawdziwą pustynię, trzeba pojechać kilkadziesiąt kilometrów dalej na południe, aż za Beer Szewę, mijając po drodze uprawy i posadzone przez człowieka lasy.

Najsłynniejszy z nich to las Yatir niedaleko miasta Arad, na skraju Negew. Kiedy w 1964 roku sadzono tam pierwsze sosny i cyprysy, mało kto wierzył, że przetrwają na wapiennych skałach 800 m nad poziomem morza i przy opadach wynoszących niespełna 30 centymetrów rocznie. A jednak cztery miliony posadzonych drzew nie dość, że wciąż rośnie, to zmieniają okoliczny klimat na łagodniejszy.

W 2000 roku powstała tu nawet winnica, która produkuje 150 tysięcy butelek wina rocznie. Jeśli zamiana wody w wino to cud, to jak określić stworzenie wina na pustyni?

NEWSWEEK.PL

 

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

1 Komentarz

  1. Jedyne co jest nam potrzebne to zdowy rozsądek on podpowiada Zbiorniki retencyjne jak najwięcej. Już dzieci wiedzą że na pustyni nie pada. A z zimy moglibyśmy zatrzymać dużo wody. Dzisiaj jak najszybciej ta woda z zimy spuszczana jest do klozetu, znaczy Bałtyku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.