Jak Żandarmeria Wojskowa NIELEGALNIE pozyskuje wrażliwe dane

Jak Żandarmeria Wojskowa NIELEGALNIE pozyskuje wrażliwe dane

Teczki osobowe, dane medyczne, zaświadczenia o karalności… Żandarmeria Wojskowa, omijając prawo, pozyskuje te dokumenty i wykorzystuje je do wewnętrznych rozgrywek jej wysokich funkcjonariuszy. Ma na tyle luźny stosunek do pozyskanych dokumentów, że czasem je gubi…

Od października 2017 roku Onet bada przypadki molestowania seksualnego, mobbingu i innych nieprawidłowości w Żandarmerii Wojskowej. Do długiej listy naruszeń tej formacji doszło ostatnio niezgodne z prawem pozyskiwanie przez nią wrażliwych danych. Niektóre z tych danych dotyczą osób, których nękanie przez funkcjonariuszy ŻW opisywaliśmy w ubiegłych miesiącach. Inne odnoszą się do wewnętrznych rozgrywek personalnych w tej instytucji.

Pozyskują dane o karalności

W październiku 2017 roku w artykule i reportażu wideo „»Mobbing nie jest przestępstwem do końca«, czyli jak żandarmeria nie ochroniła kapral Anny” ujawniliśmy wraz z Edytą Żemłą i Pawłem Ławińskim historię funkcjonariuszki Żandarmerii Wojskowej, która po zgłoszeniu molestowania seksualnego przez przełożonego, była mobbingowana, a następnie została usunięta z szeregów ŻW. Kiedy przygotowując materiał dziennikarski, zwróciliśmy się do żandarmerii z prośbą o komentarz, od jej wicekomendanta gen. Roberta Jędrychowskiego usłyszeliśmy, że „molestowanie nie jest przestępstwem do końca”, a kapral Anna jest „wątpliwą personą”, która „była karana”.

Onet widział dokument z Krajowego Rejestru Karnego, który jasno stwierdza, że kapral Anna „nie figuruje w kartotece karnej Krajowego Rejestru Karnego”, a zatem w świetle prawa jest osobą niekaraną. Jednak znacznie bardziej intrygujący w całej sprawie był sposób, w jaki ŻW uzyskała z sądu dokumenty dotyczące kobiety.

W czerwcu 2017 roku, kiedy żandarmeria znajdowała się w trakcie otwartego konfliktu z poszkodowaną kobietą na tle nękania jej przez przełożonego, komendant mazowieckiego oddziału tej formacji płk Hubert Iwoła zwrócił się na piśmie do Sądu Rejonowego w Legionowie z prośbą o wydanie dokumentów dotyczących ewentualnych wyroków skazujących wobec kapral Anny „w związku z prowadzonym postępowaniem sprawdzającym o sygn. 47/MOŻW/PSZ/2016”. W dobrej wierze sąd wydał dokumenty, o które zwracał się do niego płk Iwoła, nie zdając sobie sprawy, że postępowanie o przytoczonej sygnaturze zakończyło się we wrześniu 2016 roku, czyli niemal rok wcześniej.

Kiedy poprosiliśmy Żandarmerię Wojskową o wyjaśnienie, dlaczego zwróciła się do sądu o dokumenty na podstawie dawno zakończonych postępowań, ta w ogóle nie odniosła się do pytania. Podobne pytanie skierowaliśmy do Sądu Rejonowego w Legionowie, który jedynie potwierdził, że udostępnił ŻW dokumenty kapral Anny.

– Do czego żandarmeria potrzebowała jej dokumentów sądowych? – Kiedy ujawniłam nieprawidłowości w tej formacji Ministrowi Obrony Narodowej, żandarmeria rozpoczęła proces niszczenia mnie – mówi Onetowi kpr. Anna. – Zaświadczenie o mojej karalności mogłoby posłużyć żandarmerii do zdyskredytowania mnie, a także do zwolnienia mnie z pracy, ponieważ funkcjonariusz ŻW nie może posiadać na koncie wyroków skazujących.

Żandarmerii nie udało się zwolnić kobiety na podstawie karalności. Skorzystała więc z innego sposobu. W listopadzie 2017 roku komendant główny ŻW gen. Tomasz Połuch zwolnił żołnierkę ze służby „wskutek otrzymania ogólnej oceny dostatecznej w opinii służbowej”. Rychło okazało się, że ŻW znowu naruszyła prawo, ponieważ oceniającym kapral Annę był żołnierz, który nie tylko nigdy nie był jej dowódcą, ale nawet nie widział jej na oczy.

W styczniu 2018 nowy Minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak przywrócił żołnierkę do służby, uznając, że „tak sporządzona opinia służbowa (…) nie może stanowić skutecznej przesłanki (…) zwolnienia żołnierza z zawodowej służby wojskowej”.

Kapral Anna przygotowuje wobec ŻW pozew o nielegalne uzyskanie jej danych sądowych.

OGLĄDAJ TEŻ: Kogo i po co zaprosiliśmy do naszego kraju?

Pozyskują dane medyczne

Inną opisywaną przez Onet ofiarą Żandarmerii Wojskowej była podporucznik Maria. W artykule i reportażu wideo „Mobbing i molestowanie w żandarmerii. Ostatnia sprawa podporucznik Marii” z listopada 2017 roku przedstawiliśmy historię wieloletniego nękania funkcjonariuszki z wieloma sukcesami na koncie przez jej przełożonego, komendanta oddziału Żandarmerii Wojskowej w Krakowie płk. Sebastiana Kalisza. Po naszej publikacji płk Kalisz został odsunięty ze stanowiska komendanta OŻW w Krakowie i przesunięty do rezerwy.

Podobnie jak w przypadku kapral Anny, ŻW od miesięcy była skonfliktowana z wysuwającą oskarżenia o molestowanie i mobbing podporucznik Marią. W 2017 roku ŻW prowadziła na wniosek ppor. Marii postępowanie sprawdzające w zakresie dostępu do informacji o klauzuli ściśle tajne, jako że funkcjonariuszka planowała przedłużyć sobie taki dostęp na kolejne lata.

W czerwcu 2017 roku pełnomocnik komendanta Kalisza ds. informacji niejawnych st. chor. sztab. Marcin Sieradzki umotywował tym postępowaniem prośbę do małopolskiego oddziału NFZ o udzielenie informacji, czy ppor. Maria korzystała ze „świadczeń związanych z leczeniem zaburzeń psychicznych lub uzależnień”. Co ciekawe, ŻW poprosiła o dane dotyczące ostatnich 14 lat (!).

– Nie ma wątpliwości, że ŻW żądając informacji z tak długiego okresu i na tej podstawie prawnej przekroczyła swoje kompetencje wynikające z ustawy o ochronie informacji niejawnych – komentuje Jakub Kudła, prawnik Onetu.

– Po co żandarmerii informacje z tak wielu lat? – Jeżeli ktoś posądza cię o nadużycia, to udowodnienie mu choroby psychicznej, choćby sprzed wielu lat, obniża jego wiarygodność – komentuje ppor. Maria. – Poza tym żandarmeria z całych sił starała się mnie usunąć ze swych szeregów. Gdyby zdarzyło się, że byłam w przeszłości leczona psychiatrycznie, mogliby mnie zwolnić.

Tyle że ppor. Maria nigdy nie leczyła się psychiatrycznie. Jedyne co żandarmeria mogła odkryć, to pogrążającą ŻW diagnozę znanego psychiatry prof. Janusza Heitzmana, stwierdzającą, że ppor. Maria aktualnie cierpi na „zaburzenia lękowo-depresyjne”, będące „objawami typowymi dla ofiar mobbingu”.

Kiedy ppor. Maria w oficjalnych pismach zaczęła dopytywać ŻW, czy ta pozyskiwała jej dane medyczne, funkcjonariusze zataili przed nią ten fakt. W piśmie do żołnierki, w którego posiadaniu jest Onet, ŻW przytacza ustawy, z których wynika, że w ramach postępowania sprawdzającego, przeprowadziła jedynie wywiad w miejscu jej zamieszkania oraz rozmawiała z osobami wskazanymi przez kobietę. W oddzielnym piśmie z początku tego roku komendant główny ŻW gen. Tomasz Połuch zapewnia ppor. Marię, że podlegli mu żołnierze „nie realizowali i nie realizują wobec Pani jakichkolwiek czynności, które mogłyby stanowić naruszenie przepisów obowiązującego prawa”.

Dwa tygodnie zajęło ppor. Marii ustalenie, że przepisy były jednak naruszane. Na początku lutego 2018 roku kobieta otrzymała od małopolskiego NFZ potwierdzenie, że ŻW zwracała się do funduszu i otrzymała jej dane medyczne. 12 lutego pełniący obowiązki komendanta głównego krakowskiej ŻW ppłk. Robert Musiel był zmuszony przyznać, że żandarmeria pozyskała takie dane od NFZ: „Uzyskaną odpowiedź ze zbioru danych Małopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ w Krakowie (…) przesłano do Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej”.

Oddzielnym problemem w całej sprawie jest chaos w przytaczanych przez ŻW przepisach prawnych, na podstawie których wydobyła z NFZ dane medyczne ppor. Marii. Inne przepisy podała w odpowiedzi na pismo kobiety, a także zapytanie Onetu, a jeszcze inne, zwracając się do NFZ. Żadne z nich nie dawało tej instytucji prawa do uzyskania owych danych w ramach tego postępowania. NFZ wydał dokumenty w przekonaniu, że żandarmeria prowadzi postępowanie przeciwko ppor. Marii. Nic takiego nie miało miejsca.

W trakcie wieloletniego nękania ppor. Maria zapadła na zdrowiu. Na początku 2016 roku zdiagnozowano u niej stwardnienie rozsiane. Pod koniec 2017 roku wojskowa komisja lekarska orzekła jej niezdolność do służby wojskowej. Obecnie kobieta przygotowuje wobec ŻW pozew o nielegalne pozyskanie jej danych medycznych.

Pozyskują dane osobowe

Wiele wskazuje na to, że trzeci i najbardziej drastyczny przypadek pozyskiwania przez ŻW wrażliwych danych dotyczy wewnętrznej rozgrywki między wysokimi funkcjonariuszami tej formacji.

W styczniu 2015 roku Żandarmeria Wojskowa w Krakowie zwróciła się do urzędów miast w Krakowie i Warszawie o teczki osobowe sześciorga cywilów. Kiedy Onet zapytał ŻW, do jakich celów formacja ta potrzebowała danych osób niebędących wojskowymi, ta zasłoniła się niejawnością „postępowań wewnętrznych oraz czynności operacyjno-rozpoznawczych”. Według naszych informatorów pozyskanie tych danych nie miało nic wspólnego z oficjalnymi postępowaniami żandarmerii.

– Od 2014 roku do krakowskiego oddziału Żandarmerii Wojskowej zaczęły spływać anonimy uderzające w ówczesnego komendanta tego oddziału, a obecnie wicekomendanta Komendy Głównej gen. Roberta Jędrychowskiego oraz wicekomendanta krakowskiego płk. Sebastiana Kalisza – mówi nam jeden z informatorów.

– Jedna z kopert była zaadresowana odręcznym pismem. Panowie komendanci wyodrębnili grupę podejrzanych pracowników ŻW: płk. Roberta W., ppłk. Cezarego W., st. chor. sztab. Łukasza J. i cywilnego pracownika żandarmerii Andrzeja D. Jednak ich charakter pisma nie zgadzał się z tym na kopercie. Dlatego postanowili sprawdzić charakter pisma osób z ich rodzin. A do tego musieli wydobyć z urzędów miasta ich teczki osobowe.

Onet znajduje się w posiadaniu dokumentów dotyczących sześciu osób: Haliny D., Katarzyny D., Grażyny J., Anety C.-J., Aleksandry W. i Konrada W. Wszystkie te osoby są bliskimi rodzinami wymienionych przez naszych informatorów funkcjonariuszy ŻW, podejrzewanych o autorstwo anonimów. W przypadku pierwszych czterech osób są to prośby z Urzędu Miasta w Krakowie o szybki zwrot dokumentów. UM w Krakowie nie odpowiedział nam, czy dokumenty zostały zwrócone, zasłaniając się ustawą o ochronie danych osobowych. Nie wiemy więc, czy teczki tych osób zostały zwrócone do urzędu.

Jesteśmy natomiast pewni, że do Urzędu Miasta w Warszawie, delegatura w Białołęce, nie zostały zwrócone wnioski o wydanie dowodów osobistych Aleksandry W. i Konrada W., ponieważ znajdują się one obecnie w naszym posiadaniu. Po pytaniach Onetu także Urząd Miasta Stołecznego Warszawy zasłonił się ustawą o ochronie danych osobowych, nie odnosząc się w żaden sposób do zaznaczonej przez nas informacji, że w jego rejestrach brak wniosków o wydanie dowodów osobistych.

Pytania do MON

Na jakiej podstawie Żandarmeria Wojskowa uzyskała z Urzędów Miasta teczki osobowe tych sześciu osób? Czy wyciągnięto je do badania rzeczywistej sprawy, czy jak twierdzą nasi informatorzy „wyssanej z palca”? Jak Żandarmeria Wojskowa zabezpiecza swoje dokumenty, skoro swobodnie wyciekają z jej budynków?

Są to pytania, na które odpowiedzi może zażądać od Żandarmerii Wojskowej minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak. W najbliższym czasie Onet prześle te pytania do rzecznika MON. O odpowiedziach poinformujemy naszych czytelników.

– Przytoczone przypadki jasno wskazują, iż Żandarmeria Wojskowa dla własnych celów, niekoniecznie związanych ze służbą publiczną, jest w stanie pozyskać z naruszeniem prawa i procedur wrażliwe dane osobowe dowolnego obywatela – mówi Jakub Kudła, prawnik Onetu.

MARCIN WYRWAŁ, ONET.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

1 Komentarz

  1. MINISTER OBRONY NARODOWEJ oraz PROKURATOR GENERALNY niech publicznie wyjaśnią postępowania prowadzone w sprawie nielegalnych podsłuchów Żandarmerii Wojskowej wobec kadry 16 batalionu dowodzenia w Elblągu i odpowiedzą na pytania: Dlaczego prokurator Mackiewicz umorzył postępowanie wobec ppor. NS z 16 bdow ,mimo że nikt na tego oficera nie doniósł i nikt nie wnosił o jego ściganie Dlaczego nie zabezpieczono urządzeń podsłuchowych wskazanych przez pokrzywdzonego. Dlaczego umorzono sprawy bez zapoznania się z materiałami operacyjnymi ŻW w Elblągu i ich nie zabezpieczono Dlaczego prokurator TOMASZ MACKIEWICZ z Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Elbląg zataił dane chor. Grzegorza. K. z ŻW i dlaczego nie poniósł za ten czyn konsekwencji. Dlaczego szef prokuratury garnizonowej w Elblągu JAROSŁAW ŻELAZEK po otrzymaniu ponownego wniosku o wszczęcie postępowania w sprawie nielegalnych podsłuchów w 2008r nie wykonał czynności sprawdzających . Dlaczego prokurator Karol Kopczyk mimo iż potwierdził w aktach sprawy fakt zatajenia informacji przez Mackiewicza nie postawił mu zarzutów Dlaczego tylko pokrzywdzony był przesłuchiwany, żandarmi byli tylko rozpytani bez pouczenia o karalności składania fałszywych zeznań Czy istnieje związek między pierwszym doniesieniem z lipca 2007w sprawie nielegalnie stosowanym podsłuchem , a wypowiedzeniem złożonym przez chor. Grzegorza K w lipcu 2007r A MACIEREWICZ lub Komendant Żandarmerii niech ujawni i poda do publicznej wiadomości zakres i wyniki kontroli przeprowadzonej dn.31.01.2008r w oddziale elbląskim ŻW dotyczącej nielegalnego stosowania podsłuchów. Dlaczego pokrzywdzony nie otrzymał informacji mimo upływu 8 lat na temat zakresu i wyników kontroli. Dlaczego Komendant Żandarmerii woli pisac bezskuteczne doniesienia do prokuratury rejonowej w sprawie znieważania funkcjonariuszy żandarmerii zamiast publicznie odpowiedzieć na pytania. 25.05.2017 do ministra sprawiedliwości wpłynęła petycja mieszkańców Elbląga o odwołanie prokuratora rejonowego jarosława żelazka. Dlaczego Ziobro boi się opublikować jej na stronie ministerstwa zgodnie z ustawą o petycjach z dn.11.07.2014 (Dz. U. z 2014 r. Poz. 1195 art. 8 §1 )?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.