Ile Niemcy zarobiły na II wojnie światowej?

III Rzesza w czasie II wojny światowej zdobyła i zabezpieczyła majątek, który stał się podstawą potęgi gospodarczej powojennych Niemiec. Tym bardziej powinniśmy domagać się od nich odszkodowań za II wojnę światową.

W dzisiejszych Niemczech można coraz częściej przeczytać i usłyszeć, że wprawdzie Niemcy wywołały wojnę, ale były także jej ofiarą. Nie tylko bowiem musiały odbudować zrujnowany wojną kraj, ale także spłacić reparacje wojenne wobec państw, które wystąpiły z roszczeniami. Przed paru laty od Niemiec, z tytułu strat poniesionych w czasie II wojny światowej zaczęli domagać się pieniędzy Grecy. Specjalna komisja greckiego parlamentu wyliczyła wysokość tych reparacji na 279 mld euro, co zdaniem wielu ekspertów i tak było wyważonym rachunkiem. W ostatnich miesiącach o konieczności otrzymania reparacji wojennych od Niemiec coraz częściej mówi się w Polsce.

Czy zatem roszczenia reparacyjne Polski wobec Niemiec mają podstawy prawne? Mają, bo Polska nigdy ich nie otrzymała i nigdy się ich nie zrzekła. We wrześniu ubiegłego roku Biuro Analiz Sejmowych przedstawiło opinię, w której stwierdzono m.in., że jak najbardziej „zasadne jest twierdzenie, że Rzeczypospolitej Polskiej przysługują roszczenia odszkodowawcze wobec Republiki Federalnej Niemiec, a twierdzenie, że roszczenia te wygasły lub uległy przedawnieniu, jest nieuzasadnione”. Mamy zatem nadal wszelkie postawy prawne do tego, aby domagać się od Niemiec odszkodowań za II wojnę światową. Jednak domaganie się od Berlina odszkodowań za II wojnę światową ma jeszcze jedną przyczynę, o której się dzisiaj całkowicie zapomina. Niemcy to kraj, który wbrew pozorom dorobił się na II wojnie światowej, rabując kraje okupowanej przez siebie Europy. Z kolei Polska była jednym z krajów, najbardziej przez nie obrabowanych!

Złodzieje Europy

Czechosłowacja, Polska, Dania, Holandia, Norwegia, Belgia, Francja, Grecja, Jugosławia, Albania to kolejne ofiary hitlerowskiej agresji. Swoją okupację w tych krajach Niemcy zaczynali od grabieży tego, co najcenniejsze i najbardziej wartościowe: złota, pieniędzy i dzieł sztuki. Poniekąd takie zachowanie nie mogło dziwić, bo przecież każda wojna jest kosztowana, a tym bardziej kosztowne były zmagania, jakie w latach 1939–1945 prowadziły hitlerowskie Niemcy.

Gdy w marcu 1938 r. zaczynały budowę „tysiącletniej Rzeszy” anektując Austrię, rezerwy złota w niemieckim Reichsbanku, należały do najmniejszych w Europie. Zajęcie Austrii i likwidacja Austriackiego Banku Narodowego radykalnie zmieniły tę sytuację. 78 ton austriackiego złota o ówczesnej wartości prawie 100 mln dolarów (dzisiaj około mld dolarów), przejął właśnie niemiecki Reichsbank. W ten sposób jego rezerwy złota wzrosły prawie trzykrotnie.

Potem przyszła kolej na złoto Czechosłowacji. Czesi jednak, czując zbliżający się upadek swojej republiki, postanowili wysłać swoje rezerwy złota do Wielkiej Brytanii, jednak Hitler wymusił później na marionetkowym rządzie Protektoratu Czech i Moraw, aby ten z powrotem ściągnął je do kraju. W ten sposób czeskie złoto trafiło w ręce niemieckie. Gdy ofiarą niemieckiej agresji stała się Polska, Hitler był przekonany, że również polskie złoto wzmocni rezerwy złota Rzeszy. Tak się jednak nie stało. Polacy jako jedyni z ofiar III Rzeszy zdołali w ostatniej chwili uratować 75 ton złota z rezerw Banku Polskiego, wywożąc je za granicę.

Swoje złoto usiłowała ratować Belgia, wywożąc je wcześniej do Francji, ta jednak, aby uratować swoje rezerwy złota, wydała Niemcom belgijskie. Ci z kolei przewieźli je do skarbca w Berlinie, natychmiast przetapiając je i opatrując sygnaturami Reichsbanku ze wsteczną datą roku 1938. W praktyce częściej jednak było tak, że władze niemieckie zmuszały banki okupowanych krajów do sporządzenia pisemnego transferu złota do Reichsbanku.

W ręce niemieckie wpadło również złoto innych europejskich krajów, podbitych przez III Rzeszę. Potem doszło złoto ofiar Holocaustu i zwykłych obywateli okupowanych przez Niemcy krajów Europy. W przypadku Polski bank emisyjny na terenie Generalnej Guberni musiał natychmiast przekazywać „każdy gram” złota do niemieckiego Reichsbanku. Tak naprawdę wartości zrabowanego Polsce złota nie da się nawet oszacować. Tylko w 1943 r. podczas przeprowadzonej na terenie Generalnej Guberni operacji Reinhardt przejęto wyroby ze złota wartości prawie 40 mln dolarów. W efekcie tej grabieży rezerwy niemieckiego złota już na początku 1943 r. stały się kilkadziesiąt razy większe, niż na początku wojny i były warte prawie 772 mln dolarów (według obecnej wartości około 7 mld dolarów).

W chwili zajmowania kolejnych krajów, Niemcy rabowali również ich rezerwy walutowe, równie cenne z perspektywy prowadzonej przez nich wojny. W Czechosłowacji było to prawie 25 mln dolarów, w Holandii prawie 163 mln dolarów, we Francji 225 mln dolarów. Nawet zajęcie Włoch po upadku dyktatury Mussoliniego pozwoliło Niemcom zgarnąć prawie 100 mln dolarów z rezerw włoskiego banku centralnego.

Grabież finansowa krajów okupowanych przez hitlerowskie Niemcy miała wiele innych form, równie destrukcyjnych dla ich gospodarek, jak kradzież rezerw złota i walut. Wystarczy wspomnieć jedynie o kilku z nich. Pierwsza to zmuszanie banków okupowanych krajów do kredytowania III Rzeszy. Tak było m.in. w przypadku wspomnianej Grecji, której Bank Centralny w latach 1942–1944 udzielał Niemcom kredytów, które nigdy nie zostały spłacone. Pieniądze te poszły na opłacenie kosztów funkcjonowania okupacyjnej administracji i aparatu represji w tym kraju. Z tych środków wypłacano również żołd dla niemieckich żołnierzy, w tym także dla żołnierzy niemieckiego Afrika Korps, operującego w Afryce Północnej.

Druga płaszczyzna polityki Niemiec w okupowanych przez nich krajach Europy, to sprawa rabunku wszelkich dochodów tych krajów. W nomenklaturze III Rzeszy nazywano to po prostu „daniną na rzecz obrony” (niem. Wehrbeitrag), którą kraje okupowane przez III Rzeszę musiały płacić w zamian za rzekomą ochronę militarną. Niemcy wychodzili bowiem z założenia, że nie jest to wcale okupacja, a jedynie poprawa ich bezpieczeństwa, za co oczywiście należało słono zapłacić. Tak było w przypadku Polski, a dokładnie Generalnego Gubernatorstwa, które każdego roku musiało płacić potężną daninę na rzecz III Rzeszy, której wielkość ustalał jej minister finansów Lutz von Krosigk. W 1941 r. było to 500 mln złotych, w 1942 r. już 1,3 mld złotych a w 1943 r. – w szczytowym dla Niemców okresie wojny, prawie 3 mld złotych. To były kwoty, które zasilały budżet wojenny III Rzeszy. Dodatkowo naczelne dowództwo Wehrmachtu wystawiało Generalnemu Gubernatorstwu rachunki związane z kosztami stacjonowania na jego terenie niemieckich żołnierzy. Były one znacznie większe od faktycznych. I tak przykładowo w 1942 r. koszty stacjonowania terenie okupowanej Polski 400 tys. niemieckich żołnierzy wyceniono na prawie 100 mln złotych, mimo że w rzeczywistości wynosił on zaledwie 80 tysięcy.

Żeby pokryć te „wydatki”, gubernator Hans Frank systematycznie podnosił podatki od wszelkich nieruchomości na terenie GG, przy czym dotyczyło to tylko Polaków. Mieszkający pod jego władzą Niemcy do granicy 8 400 zł nie płacili żadnych podatków, a powyżej tej kwoty daniny były symboliczne.

W każdym razie, w okupowanych krajach Niemcy zastosowali system finansowy, który nie tylko miał zapewnić finansowanie kosztów tej okupacji, ale i kosztów prowadzonej przez III Rzeszę wojny.

Niezależnie od tego Niemcy grabiły finansowo okupowane kraje na dziesiątki innych sposobów. Warto wspomnieć o milionie polskich robotników przymusowych, którzy niezależnie od swoich niewolniczych zarobków okradani byli ze swoich składek na fundusz rentowy i ubezpieczenia. Przodowały w tym oczywiście wielkie niemieckie koncerny w rodzaju IG Farben.

Niemcy pomnażali swoje bogactwo, rabując w okupowanych krajach wszystko to, co przedstawiało jakąkolwiek wartość. Były to m.in. fabryki i ich urządzenia, surowce, towary, płody rolne, bydło, a także wszelkie dobra, należące do obywateli krajów.

Szczególną wartość miały dla Niemców dobra kultury, zarówno te będące własnością narodów, jak i zwykłych obywateli. Traktowano je jako szczególnie atrakcyjną polisę na przyszłość. Miało to miejsce przede wszystkim w okupowanej Polsce. Już przed wybuchem II wojny światowej hitlerowskie Niemcy opracowały precyzyjny plan grabieży naszych zbiorów sztuki, zarówno tych z kolekcji państwowych, jak i prywatnych. Plan ten, sam w sobie był naruszeniem ustaleń IV konwencji Haskiej z 1907 r. zakazującej praktyk kradzieży dzieł sztuki w czasie wojny.

Niemieccy historycy sztuki już przed wojną przygotowywali szczegółowe spisy dzieł sztuki w polskich kolekcjach. Obejmowały one nie tylko zabytki z muzeów i bibliotek, ale także pałaców, dworów i mieszkań prywatnych. Stały się one podstawą niemieckiej grabieży w okupowanej Polsce, którą realizowały wyspecjalizowane niemieckie instytucje, wśród których było podległe SS Towarzystwo Badawcze nad Pradziejami Niemieckiej Spuścizny Duchowej, Główny Urząd Powierniczy Wschód oraz dziesiątki niemieckich wyspecjalizowanych zespołów, złożonych z rzeczoznawców, ekspertów, kustoszy. Ich działalność była koordynowana przez Pełnomocnika do Spraw Rejestracji i Zabezpieczenia Dzieł Sztuki i Zabytków Kultury dr. Kajetana Mühlmanna.

Aby zrealizować cel, Niemcy utworzyli w Generalnym Gubernatorstwie sieć magazynów (w Warszawie znajdowały się one w Muzeum Narodowym w Wilanowie natomiast w Krakowie, w budynku Biblioteki Jagiellońskiej), gdzie były przechowywane zagrabione dzieła sztuki. W ten sposób do Niemiec wywieziono najcenniejsze skarby polskiej kultury, w tym m.in. Ołtarz Wita Stwosza z Kościoła Mariackiego w Krakowie, obrazy Rafaela, Leonarda da Vinci, Rembrandta i innych wielkich mistrzów. Niemcy wywieźli także zbiory Muzeum Narodowego, Muzeum Wojska, warszawskiej „Zachęty” oraz eksponaty z wielu innych polskich muzeów. Niemiecka grabież dotyczyła również polskich bibliotek i archiwów, z których masowo wywożono zbiory specjalnymi transportami. W czerwcu 1941 r., gdy Niemcy zaatakowały Związek Sowiecki, w ich ręce wpadły także zbiory z polskich muzeów i bibliotek na Kresach, których nie zdążyli wcześniej obrabować komuniści. W ten sposób w ręce Niemców trafiły niezwykle cenne kolekcje Lubomirskich i Czartoryskich zagrabione ze Lwowa.

W końcu 1942 r. gubernator Hans Frank meldował do Berlina o „zabezpieczeniu” 90 proc. polskich zbiorów sztuki i kolekcji. W połowie 1943 r. niemiecki plan kradzieży w swoich głównych założeniach był w zasadzie zrealizowany. Koordynujący jego realizację dr Mühlmann przedstawił Hermanowi Göringowi 80-stronicowy raport wraz z dokumentacją zagrabionych w Polsce dzieł sztuki. Można jedynie próbować sobie wyobrazić, jak wielka była ich wartość rynkowa. Wiele ze skradzionych w Polsce dzieł sztuki zostało później przez Niemców nielegalnie sprzedanych, ale wiele z nich nadal znajduje się w prywatnych niemieckich kolekcjach, należących do spadkobierców tych, którzy byli panami okupowanej Polski.

Grabież złota, finansów, dzieł sztuki i wszelkich dobór w okupowanych krajach była bogactwem, o jakim Niemcy mogli tylko pomarzyć przed wybuchem wojny. Zanim się ona dla nich definitywnie zakończyła, lwia jego część została w różnej formie przekazana za granice Rzeszy, by móc być wykorzystana z pożytkiem dla Niemiec w przyszłości.

Transfer ukradzionego bogactwa

Gdy jesienią 1944 r. było już jasne, że wojna jest przez Niemicy przegrana, elity III Rzeszy zaczęły myśleć o tym, jak zabezpieczyć, chociaż w części, skradzione w czasie wojny bogactwo. Wprawdzie spora część niemieckich rezerw finansowych i złota została już wcześniej wytransferowana do Szwajcarii i innych krajów, które nie brały udziału w wojnie, ale teraz zaczął liczyć się już czas. Trzeba było podjąć działania, które mogły zadecydować o przyszłości powojennych Niemiec.

10 sierpnia 1944 r. w hotelu Maison Rouge w Strasburgu odbyło się spotkanie niemieckich przedsiębiorców i finansistów z wysokimi funkcjonariuszami SS i Kancelarii III Rzeszy. Inicjatorem wspomnianego spotkania był sam szef Kancelarii Rzeszy Martin Bormann. Był też inny powód, dla którego Bormann był organizatorem tego tajemniczego spotkania. To on faktycznie rządził powstałą w 1933 r. Fundacją Gospodarki Niemiec im. Adolfa Hitlera, zrzeszającą niemieckich przemysłowców i finansistów, którzy od początku popierali reżim narodowosocjalistyczny. Oprócz tego, że Fundacja Bormanna zrzeszała najważniejszych ludzi niemieckiej gospodarki, to miała też dziesiątki zaufanych ludzi za granicą, co właśnie w tej chwili mogło być na wagę złota. W każdym razie przygotowaniami do konferencji zajmowała się wyłącznie SS, dbając o to, aby odbyła się ona w jak największej tajemnicy.

Wśród uczestników byli m.in. obecni: dr Kaspar reprezentujący Kruppa, dr Tolle reprezentujący Röchling Shell, dr Sinceren reprezentujący Messerschmitta, dr Kopp z Rheinmetall, dr Ellemayer z Volkswagenwerke, a także wielu innych przedstawicieli poważnych niemieckich firm. Był wśród nich dr Scheid, dyrektor firmy przemysłowej Hermandorff & Schenberg, a jednocześnie SS Obergruppenführer. I to od jego wystąpienia zaczęła się cała konferencja.

Dr Scheid przedstawiając sytuację uznał, że wojna jest już dla Niemiec przegrana i trzeba jak najszybciej podjąć działania, aby przygotować się do sytuacji, jaka nastąpi po jej zakończeniu. Jak zauważył „od teraz niemiecki przemysł musi podjąć kroki w celu przygotowania się do powojennej kampanii komercyjnej”. Jak wyjaśniał, mają one polegać na tym, że czołowe niemieckie koncerny i firmy przetransferują kapitał, technologie i kluczowe dla produkcji kadry do krajów neutralnych, jak np. Hiszpania i Argentyna oraz wykorzystają do tego celu swoje przedwojenne powiązania finansowe z krajami alianckimi, aby uchronić posiadany majątek do czasu, aż pojawi się dogodny moment do przetransferowania go z powrotem do Niemiec. Jako przykład Scheid podał wcześniejsze powiązania Kruppa z amerykańskim United States Steel Corporation. SS-man podkreślił również, że wszystkie tego typu działania będą miały finansowe wsparcie władz Rzeszy i osobiście samego Martina Bormanna. Oznaczało to także, że niemieckie koncerny i firmy mogą liczyć na kapitałowe zasilenie ze strony niemieckiego Reichsbanku i innych instytucji finansowych nazistowskiego państwa, które gromadziły owoce niemieckiej kradzieży w okupowanej Europie. Scheid zapewnił również zebranych, że wszelkie kary za naruszenie obowiązujących w III Rzeszy przepisów dewizowych lub zatajenie rezerw walutowych od tej pory ich już nie obowiązują.

Ważne było również wystąpienie dr. Bosse z Ministerstwa Uzbrojenia III Rzeszy. Ten z kolei przekonywał zebranych, że zadania, jakie stoją teraz przed niemieckim przemysłem, mają w gruncie rzeczy służyć odrodzeniu gospodarczemu Niemiec w przyszłości. Oprócz konieczności transferu niemieckiego kapitału, Bosse zwrócił uwagę zebranym przemysłowcom na inny aspekt planu odbudowania Niemiec. Jego zdaniem, szczególnie ważnym zagadnieniem jest przetransferowanie za granicę dorobku niemieckiego przemysłu zbrojeniowego, a zwłaszcza projektów nowych broni, aby tam móc spokojnie kontynuować dalsze badania. Podobnie ważne jest, aby wszystkie biura techniczne z innych kluczowych branż niemieckiego przemysłu również ulokowane zostały za granicą.

Bosse wrócił jeszcze raz do tematu transferowania funduszy firm za granicę wskazując, że mogą być do tego celu używane szwajcarski Basler Handelsbank i Schweizerische Kreditanstalt w Zurychu. Podkreślił również, że w realizacji tego celu należy korzystać ze szwajcarskich agencji, za pomocą których niemieckie przedsiębiorstwa będą mogły kupować nieruchomości za granicą, lokując w ten sposób część swoich kapitałów.

Skutkiem konferencji w Strasburgu było to, co działo się w Niemczech w ciągu następnych miesięcy, aż do momentu ostatecznej kapitulacji III Rzeszy. Niemieccy przemysłowcy, finansiści, bankierzy, a także wielu wysokich funkcjonariuszy hitlerowskiego aparatu skoncentrowało swoje działania na tworzeniu za granicą dziesiątek spółek, przez które przepływały miliony dolarów, które następnie były inwestowane w krajach, do których zaczęła się potajemnie niemiecka emigracja. Były wśród nich nie tylko spokojna Szwajcaria, neutralna Hiszpania, ale przede wszystkim kraje Ameryki Południowej: Argentyna, Wenezuela, Chile, Urugwaj, Boliwia. Tam też emigrowała nazistowska arystokracja, zamieniając się w przedsiębiorców, bankierów, inwestorów, animatorów życia gospodarczego swoich nowych, przybranych ojczyzn. I bardzo często stawała się ich nową elitą, mając istotny wpływ na ich politykę, tak wewnętrzną, jak i zewnętrzną.

Powrót ludzi i kapitału

Można postawić pytanie, czy alianci nie wiedzieli o postanowieniach konferencji, która odbyła się w strasburskim hotelu? Wiedzieli doskonale! Raport amerykańskiego wywiadu wojskowego oznaczony jako EW- Pa 128 sporządzony w listopadzie 1944 r. znany dzisiaj jako „Red House Raport”, dość dokładnie relacjonuje konferencję i decyzje, jakie zapadły w jej trakcie. Jasne jest więc, że Amerykanie od początku wiedzieli o planach nazistów przetransferowania skradzionego kapitału. Dlaczego zatem pozwolili Niemcom na zrealizowanie powziętego w strasburskim Maison Rouge zamiaru?

Na to pytanie nie jest łatwo odpowiedzieć. Zapewne jednym z decydujących czynników były związki amerykańskich firm z niemieckimi koncernami, o których mówił dr Scheid, a które mogłyby znacząco zepsuć wizerunek USA, zwycięzców II wojny światowej. Zapewne w grę wchodziły także inne czynniki, które wpłynęły na ciche przyzwolenie dla dyskretnych działań niemieckich nazistów. W każdym razie transfer kapitału, myśli i ludzi, jaki miał miejsce przed upadkiem III Rzeszy, na pewno odbył się za przyzwoleniem aliantów.

Jak pokazały lata po zakończeniu wojny, alianci przyzwolili również na to, aby spora część wytransferowanego w czasie wojny kapitału wróciła do Republiki Federalnej Niemiec, będąc podstawą niemieckiego bumu gospodarczego, jaki rozpoczął się w Republice Federalnej Niemiec w latach 60. To jednak było o wiele bardziej skomplikowanym zjawiskiem, głęboko osadzonym w realiach zimnej wojny, w jakiej pogrążyła się Europa i świat w końcu lat czterdziestych. Przede wszystkim, alianci bardzo szybko uświadomili sobie, że nawet gdy chcieli faktycznej denazyfikacji Niemiec, to i tak nie są w stanie tego procesu przeprowadzić. Jego skala i zakres przekraczały ich techniczne możliwości. Po drugie, alianci zdali sobie sprawę również z tego, że denazyfikacja mogłaby utrudnić budowę pod ich okiem nowych, demokratycznych Niemiec. Tymczasem sytuacja wymagała zbudowania jak najszybciej nowego niemieckiego państwa. W zimnowojennej strategii aliantów Niemcy Zachodnie miały być sprawnym narzędziem, mającym służyć do konfrontacji z komunistycznym blokiem wschodnim. Nie mogły być zatem jakąś kolonialną hybrydą. Musiały być państwem sprawnie zarządzanym przez samych Niemców. Aby jednak tak się stało, nowe niemieckie państwo zmuszone było oprzeć się na starych elitach i bez znaczenia było to, że były one uwikłane w narodowy socjalizm i wszystkie zbrodnie hitlerowskiej III Rzeszy. Tylko nazistowskie elity dawały bowiem gwarancję szybkiego zbudowania nowych Niemiec. I właśnie dlatego elity III Rzeszy stały się dość szybko elitami Republiki Federalnej Niemiec.

O tym, jak faktycznie wyglądało to w czasach kanclerza Konrada Adenauera opowiada niemiecki historyk Norbert Frei w swojej niezwykle interesującej książce „Kariery w półmroku”, kilka lata temu przetłumaczonej i wydanej w Polsce. Jak pisze Frei, niemiecka polityka wobec przeszłości (Vergangenheitspolitik) w czasach kanclerza Konrada Adenauera przemieniła byłych nazistów w przykładnych obywateli RFN. I tak jak w czasach III Rzeszy, tak po wojnie swoje zdolności i doświadczenia oddali na usługi nowych demokratycznych Niemiec.

Proces tworzenia nowych, powojennych Niemiec przez dawne nazistowskie elity, stworzył wymarzone warunki do tego, aby wyprowadzony za granicę przed upadkiem III Rzeszy kapitał mógł wrócić do Niemiec, wydatnie przyczyniając się do ich wkroczenia na drogę gospodarczej prosperity. Cel ten został osiągnięty prawie w taki sam sposób, w jaki zrealizowano wcześniej przetransferowanie kapitału. Było to o tyle łatwe, że wielu uczestników konferencji w strasburskim hotelu Maison Rouge jak np. Herman Josepf Abs, który był członkiem zarządu Reichsbanku, po wojnie pełnił prominentne funkcje w życiu politycznym i gospodarczym RFN, odpowiadając za rekonstrukcję powojennej gospodarki Niemiec. Tak naprawdę to nie powojenny Plan Marshalla, którego Niemcy były beneficjentami, ale powrót wytransferowanego w czasie wojny kapitału, otworzył drzwi do potęgi gospodarczej współczesnych Niemiec, które dzisiaj niepodzielnie żądzą zjednoczoną Europą.

LESZEK PIETRZAK

 

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

1 Komentarz

  1. III Rzesza w czasie II wojny światowej zdobyła i zabezpieczyła majątek, który stał się podstawą potęgi gospodarczej powojennych Niemiec

    USA też!!!!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.