Kolejna zdrada Viktora Orbana. Premier Węgier jest gotowy na przyjęcie uchodźców i pokazuje jak rozgrywać polski rząd

Premier Węgier Viktor Orban zadał kolejny cios obozowi dobrej zmiany w Polsce. W wywiadzie dla niemieckiego „Welt am Sonntag”, najważniejszy (i jedyny) sojusznik polskiego rządu w Unii Europejskiej, gwałtownie zmienił front w sprawie udziału w relokacji uchodźców. Weryfikacja deklaracji lojalności Węgrów przyszła szybciej niż ktokolwiek się spodziewał.

Niedzielny wywiad Viktora Orbana dla niemieckiej gazety pokazuje, że polski rząd na czele z Mateuszem Morawieckim znów otrzymał cios od „pewnego i zaufanego” sojusznika, jakim mają być dla naszego kraju Węgry. Tym razem zagrywka dotyczy kwestii relokacji uchodźców na terenie Unii Europejskiej. O ile do tej pory Polska i Węgry szły w jednym szeregu przeciwko Komisji Europejskiej i solidarnie odmawiały przyjęcia przybyszów z Bliskiego Wschodu koczujących w obozach w Grecji i Włoszech, o tyle po wspomnianym wywiadzie widać, że interes Polski zszedł na dalszy plan. Liczy się wyłącznie polityczna korzyść naszego „sojusznika”.

Uchodźcy na Węgrzech

– Nie pozwolimy Brukseli dyktować nam, kogo wpuszczamy do naszego kraju. Tylko Węgry mogą decydować, kto może przebywać na węgierskiej ziemi. Przy zachowaniu tej zasady, chętnie weźmiemy udział w (nowym) systemie podziału uchodźców – zapowiedział Viktor Orban i musiał tym wywołać niemałe zdziwienie na twarzach nie tylko węgierskich polityków i obserwatorów życia politycznego, ale przede wszystkim polityków polskiej prawicy, którzy tak liczą na nienaruszalny sojusz z bratankami.

Ta deklaracja oznacza tylko jedno – węgierski premier przystąpił do skomplikowanych manewrów mających na celu utrzymanie wysokiego poparcia w kraju przy jednoczesnym zadowoleniu Komisji Europejskiej i oddaleniu od Węgier wizji sankcji czy problemów z nadchodzącymi negocjacjami budżetowymi. A w tej rozgrywce musi być jakiś przegrany. W tej roli „węgierski bratanek” obsadził Polskę. I to już nie pierwszy raz.

27:1

Najsłynniejszą zdradą węgierskiego premiera było marcowe głosowanie dotyczące przedłużenia 2,5-letniej kadencji Donalda Tuska na fotelu przewodniczącego Rady Europejskiej. Wtedy, dwudziestu siedmiu przywódców państw (w tym Viktor Orban) zagłosowali za byłym polskim premierem. Tylko Beata Szydło była przeciw. Słynna już przegrana 27:1, przez polityków PiS była tłumaczona przeróżnie, włącznie z tym, że była ona… celowa i jest częścią większej strategii rządu i polskiej dyplomacji. Beatę Szydło, kwiatami witał sam Jarosław Kaczyński, a wszystko po to, żeby zatrzeć europejski blamaż. Mniej oficjalnie, politycy Prawa i Sprawiedliwości nie spodziewali się tak jawnego afrontu ze strony przyjaciela prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

https://twitter.com/bbudka/status/841249278580396033?ref_src=twsrc%5Etfw&ref_url=http%3A%2F%2Fnatemat.pl%2F227513%2Cviktor-orban-jest-gotowy-na-przyjecie-uchodzcow-premier-wegier-kolejny-raz-pokazuje-jak-polska-daje-sie-rozgrywac

Jak wtedy tłumaczył to Orban? Po pierwsze, bardzo dobrze znają się z Donaldem Tuskiem. Po drugie, zarówno Platforma Obywatelska z której wywodzi się Tusk jak i orbanowski Fidesz należą do największej unijnej frakcji, czyli do Europejskiej Partii Chrześcijańskich Chadeków. Po trzecie i najważniejsze, poparcie Tuska przez Orbana było dla niego samego jak i dla interesów Węgier korzystne. Właśnie z tego powodu, węgierski premier nie zawahał się głosować inaczej niż chciałby tego Jarosław Kaczyński.

Orban i Putin

Pomimo forsowanego w Unii Europejskiej polskiego punktu widzenia na relacje z Rosja i Władimirem Putinem, co do którego częściowo zgodziła się zdecydowana większość krajów członkowskich UE, Viktor Orban ma zupełnie inne zdanie. Nie jest tajemnicą, że węgierski przywódca ma całkiem niezłe stosunki z prezydentem Rosji. Kilka miesięcy temu, podczas dwustronnego spotkania, podpisano umowę na rozbudowę węgierskiej elektrowni atomowej. Przy użyciu rosyjskich pieniędzy.

Węgry zdają się nie dostrzegać zagrożenia, które widzi obecna władza w Polsce. Dosyć enigmatycznie odnosi się choćby do rozmieszczenia amerykańskich wojsk w Polsce i krajach bałtyckich, a „demonizowanie Putina jest irytujace”.

Orban a artykuł 7

Podczas wizyty premiera Mateusza Morawieckiego w Budapeszcie, które odbyło się na początku stycznia, panowała wręcz przyjacielska atmosfera. Wzajemne chwalenie modeli gospodarczych i wyników ekonomicznych to nie wszystko. Węgierski premier zapewniał o jedności i utrzymaniu dotychczasowej polityki wobec… migrantów. Jeszcze dwa tygodnie temu, o tej kwestii mówił tak:

Należy ją powstrzymać i zanieść pomoc w regiony, które są tam potrzebne. Dziękuję, że Polska pomogła w ochronie granic Węgier. To wspólna sprawa Unii Europejskiej.

Politycy Prawa i Sprawiedliwości twierdzą jednak, że co do jednego możemy być pewni – w razie głosowania nad kolejnymi etapami wynikającymi z zapisów słynnego już artykuł 7., z pewnością możemy liczyć na przywódcę Fideszu. To on ma nas obronić przed niemiecko-francusko-brukselskimi zakusami i jednym głosem sprzeciwu oddali polityczne zagrożenie od Polski. Jedna podczas styczniowego spotkania nie było ani słowa o artykule 7. i obronie nas przed konsekwencjami jego wdrożenia. Na konferencji prasowej zablokowano nawet możliwość zapytania o tą kwestię przez dziennikarzy. Co prawda, zaraz po opublikowaniu unijnej decyzji o wszczęciu postępowania wobec Polski, Viktor Orban stwierdził, że „nigdy sankcji wobec Polski nie poprze”, jednak nie oznacza to, że się im sprzeciwi. A tylko taki głos może zatrzymać całą procedurę.

Wywiad w „Welt am Sonntag” i dopuszczenie przez węgierskiego przywódcę możliwości przyjęcia migrantów pokazuje, że przedostatnia gałąź na której siedzi polski rząd właśnie została podcięta. Jedyną, i to niezbyt bezpieczną jest wiara w to, że w politycznym interesie premiera Orbana będzie zawetowanie postępowania wobec naszego kraju. Jak na razie jednak nic na to nie wskazuje, a podniosłe tony jakimi posługują się rządzący w Polsce politycy wraz z rzekomą przyjaźnią Kaczyńskiego i Orbana, mogą przegrać z realną, bieżącą polityką.

MATEUSZ MARCHWICKI

Polub Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*