Przywrócenie poboru do wojska to dzisiaj więcej niż konieczność!

Przywrócenie poboru do wojska to dzisiaj więcej niż konieczność! Na pana Mariusza Błaszczaka Ministra Obrony Narodowej spadł obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa Rzeczpospolitej. Wiadomo, że w obecnych realiach politycznych może on być już tylko lepszym Ministrem od swojego poprzednika.

 „Ochotnicza” służba zasadnicza?

Jednym ze sposobów na poprawę stanu naszej obronności, rozwijającym ideę Wojsk Obrony Terytorialnej jest przywrócenie poboru do wojska. Ze względów społecznych, początkowo powinien on dotyczyć tylko ochotników i trwać tyle, ile sobie życzą spędzić w Wojsku, ale nie krócej niż to wynika z potrzeb szkoleniowych. Chodzi o to, żeby każdy obywatel, który spełnia warunki kwalifikacji wojskowej mógł służyć Ojczyźnie w duchu patriotyzmu, poświęcenia i chęci zdobycia nowych umiejętności. Jeżeli obecnie wojsko płaci kilkaset złotych za samą gotowość do służby, to nie powinno być problemem zapłacenie minimalnej pensji – każdemu, kto odda się pod polską komendę wojskową.

Policzmy: to tylko około 1,5 – 2,0 mld zł rocznie za 6-cio miesięczny okres przeszkolenia ok. 60 tysięcy młodych ludzi, czyli ok. połowy męskiej populacji danego rocznik, plus oczywiście „chętne” młode kobiety, spełniające warunki „ochotniczego” poboru.]

Wojsko potrzebuje realnych i przeszkolonych rezerw. Dlatego optymalnym może być model oparty na proporcji: ok. 120 tys., obecnej armii zawodowej – jako wojsk operacyjnych, 50-80 tys., szkolących się rezerw – z reaktywowanego „ochotniczego” poboru oraz z Wojsk Obrony Terytorialnej w ilości 50-60 tys. Łącznie dawałoby to około 220-260 tys. Żołnierzy w ciągłej dyspozycji Sił Zbrojnych.

To są tylko liczby, żeby do nich dojść proces zmian należy rozłożyć w czasie. Na przykład żołnierze z poboru służą ok. 6 miesięcy, a w pozostałym czasie (np. 6×5 dni) doskonalą się żołnierze WOT. Do tego dochodzi dostosowanie bazy materiałowej.

Strzelnice – tak, ale 50 ośrodków szkoleniowych a nie 200!

Pomysł na strzelnice w każdym powiecie jest słuszny, ale się nie sprawdzi w naszych realiach. Lepiej byłoby zbudować około 50-ciu ośrodków szkolenia, dysponujących większym potencjałem, w oparciu o siatkę dawnych województw. Wiadomo, żeby szkolenie strzeleckie miało sens musi być bezpieczne, a to oznacza przewidzenie odpowiednich odległości dla osi strzeleckich. Jak do tego dodamy minimalny pas taktyczny dla kompanii strzeleckiej (regularniej lub lekkiej piechoty WOT), to uzyskamy obszar ok. 30 km kw. Co i tak uniemożliwia prowadzenie ognia artyleryjskiego, ale to jak wiadomo w naszym kraju norma, bo i tak nie mamy poligonu na którym można strzelać na pełne odległości najnowszej broni i amunicji.

Co uzyskamy?

W proponowanym systemie uzyskamy stabilne stworzenie rezerw dla wojsk operacyjnych i zasilanie najlepszymi ochotnikami Wojsk Obrony Terytorialnej, bo będzie czas im się „przyjrzeć” podczas 6-ciu miesięcy. Stworzone obiekty (szkoleniowe wraz z „lekkimi” koszarami) mogłyby być wykorzystywane przez cały rok. Od kwietnia do września przez ochotników do ochotniczej służby zasadniczej, a od października do marca przez Żołnierzy WOT w dotychczasowej comiesięcznej formie szkoleń, ale dłużej niż weekend, np. cały tydzień. Nikt przecież nie powiedział, że ma być łatwo. Nagrodą dla najlepszych mógłby być naturalny awans z formacji ochotniczej służby zasadniczej, poprzez Obronę Terytorialną do zawodowej służby wojskowej.

Ten mechanizm sam się sprawdzi i zweryfikuje w praktyce, a będzie się podtrzymywał poprzez minimalne zasilanie finansowe. Wypłacane, co miesiąc jako zasiłek na utrzymanie rodziny a sumarycznie i z nagrodą, gdy szkolony Żołnierz skończy szkolenie do którego się zobowiązał. Klucz tkwi w umiejętnym finansowaniu i jasnych jego regułach.

W tak zarysowanych warunkach, nie byłoby problemów z dyscypliną. Co samo w sobie jest wartością i wzmacnia komponent wychowania patriotycznego. Wedle schematu, że Ojczyzna rekompensuje trudy i poświęcony czas dla wspólnego dobra. Jeśli do tego dodamy „opinię” z wojska dla przyszłych pracodawców i banków (tak jest w USA), o wypełnieniu minimalnego obowiązku wobec kraju, to powinno dodatkowo zachęcić do tej służby tysiące młodych. Spędzenie 6-ciu  miesięcy w okresie letnim, w tym 2-3 miesiące na poligonie – powinno przekonać młodych mężczyzn do chęci sprawdzenia się – jak to naprawdę „w wojsku” jest.

Wiadomo że w najbliższym czasie i tak niczego nie kupimy…

Pan Mariusz Błaszczak – Minister Obrony Narodowej ma bardzo trudną sytuację wizerunkową i faktyczną. Zarazem jak każdy na takim stanowisku ma unikalną szansę zapisać się w historii Polski jako mąż stanu.

Jego poprzednik, pomimo wszystkich kontrowersji, wpisał się już do historii jako sprawny organizator odtworzeniem Wojsk Obrony Terytorialnej. A przede wszystkim – jako wybitny strateg, który pierwszy odwrócił trend degradowania Sił Zbrojnych i myślenia o Wojsku, jako zbędnym koszcie dla państwa lemingów. Poprzednicy wszystkimi działaniami nazywanymi reformami – jakoś tak się złożyło, że skutecznie wykastrowali Siły Zbrojne poniżej 100 tys.

Wojny jak pamiętamy z ustaleń ekspertów pana Prezydenta Komorowskiego miało nie być, a fantaści widzieli nawet Federację Rosyjską w NATO (do dzisiaj w Moskwie jest to opowiadane jako świetny żart). Wojsko Polskie zostało sprowadzone do misji ekspedycyjnych wspierających wojska kolonialne państw zachodnich, tak jak kiedyś Polacy walczyli na Haiti dla Napoleona. Nie przewidywano większych kontyngentów niż kilka tysięcy, w systemie rotacji co pół roku na zasadzie „zbieraniny” ze wszystkich jednostek. Stąd np. przeciwlotniczy – o unikalnych umiejętnościach w specjalizacji wojskowej, na patrolach pieszych pod Kandaharem. To najlepsze podsumowanie realiów armii z czasów pana Ministra Klicha i pana Ministra Siemoniaka, którzy prawie co roku oddawali do Budżetu Państwa kilka „zbędnych” wojsku miliardów. Chociaż wszyscy wiedzieli jak potrzebujemy sprzętu, a ten co jest wymaga modernizacji. Dlatego tych panów prawdopodobnie należy postawić przed Trybunałem Stanu z pytaniem, czemu służyła ich polityka? Jakie były jej cele? Chyba nie dobro Rzeczpospolitej?

Poprzednik pana Ministra Błaszczaka spowodował, że na poważnie zaczęliśmy myśleć o samodzielnej obronie swojego terytorium w wojnie pełnoskalowej. Dopiero takie myślenie mogło przyciągnąć wojska sojuszników na wschodnią flankę NATO. Wcześniej nie było nawet symulacji realnych „planów ewentualnościowych”. Te działania spowodowały, że Amerykanie dowiedzieli się w końcu gdzie jest Polska, że jest w NATO i co to jest „przesmyk suwalski” (jesteśmy przeciwnikami tej idiotycznej nazwy, ale ona funkcjonuje).

Panu Ministrowi Błaszczakowi pozostawiono do realizacji gigantyczne i epokowe kontrakty zbrojeniowe. Dzisiaj to człowiek w Polsce mający największą realną władzę finansową, tak na to patrzą specjaliści z koncernów zbrojeniowych.

Jeśli zsumujemy koszty wszystkich planów, w tym na pewno: 40 mld zł „Patrioty”, 12 mld „Orki”, 10-12 mld – za „Kraby” i „Homary”, pewno więcej za nowe Leopardy i ich następców (16 mld zł), obrona cybernetyczna jeżeli ma mieć sens musi kosztować co najmniej 5-6 mld zł no i lotnictwo w tym śmigłowce – studnia bez dna, a w zasadzie ocean potrzeb – lekko licząc 20 mld zł za cokolwiek plus Marynarka Wojenna, na której ostatnich zabytkowych okrętach właśnie opuszają bandery (10 mld zł) – co w sumie daje około 110-130 mld zł ekstra wydatków, ponad obecny budżet wegetatywny. To teoretycznie przy wzrastającym co roku do 2,5 % PKB na obronę – powinno udać się do 2030 roku. Jednak realnie powinniśmy przeznaczać już 3 proc. a docelowo 4,5 proc. – w tym to dodatkowe 1,5 proc. na opracowanie i utrzymanie broni masowego rażenia (w tym jądrowej) i środków jej przenoszenia.

Nawet jeżeli pan Minister doprowadzi do zawarcia szeregu umów, to ich realizacja potrwa dłużej, niż jego kadencja. A to oznacza, że ten człowiek napracuje się, poniesie odpowiedzialność i ryzyko, na pewno będzie krytykowany, ale nie będzie miał realnego sukcesu. Nie będzie miał prawdziwego i realnego symbolu swoich dokonań i wkładu we wzrost bezpieczeństwa kraju, przewyższającego zasługi kontrowersyjnego poprzednika.

Podsumowanie

Z powodów politycznych, finansowych, czasowych i obowiązujących przepisów trudno będzie o szybki sukces w realizacji Planu Modernizacji Technicznej (PMT). Poza tym pamiętajmy o tym, że otoczenie się zmienia dynamicznie, wzrasta międzynarodowa temperatura i niepewność. Zakup uzbrojenia już nie będzie tak łatwo jak do tej pory, kiedy to koncerny prosiły żebyśmy kupili cokolwiek, na kredyt bez odsetek, na dowolną ilość rat – bylebyśmy zamówili.

W tych realiach pomysł na przywrócenie poboru do wojska to dzisiaj więcej niż konieczność! To jedyna realna szansa, na wzmocnienie potencjału obronnego państwa w perspektywie końca kadencji pana Ministra Błaszczaka w tym rządzie. I to jest realne, a przede wszystkim bez nadzwyczajnych kosztów. Efekt będzie prawie natychmiastowy – w skali dwóch lat. Natomiast najważniejsze jest, że to mogą być nasze ostatnie dwa lata życia w pokoju.

W momencie zagrożenia i tak trzeba będzie przywrócić (odwiesić) pobór do wojska. Tylko, że wówczas będzie już za późno, na pewno drożej, będzie chaos, koszty polityczne i społeczne i niższa jakość wyszkolonych rezerw. Wojsko nie może być przedmiotem problemów społecznych. Bazując na uczuciach miłości do Ojczyzny i chęci rozwoju osobistego młodych ludzi, dając im perspektywę na karierę i stabilną służbę, można to wszystko spiąć w jeden działający system.

Obecnie, to pan Minister Błaszczak jest jedyną szansą na realne wzmocnienie potencjału obronnego Polski. Okno czasowe już się dość szybko zamyka. Nie da się dzisiaj wiarygodnie i suwerennie planować na dłużej, niż na trzy lata. Reset może wydarzyć się w każdej chwili. Poza tym jest problem polityczny, to ostatni moment, kiedy jeszcze można takie coś przeprowadzić. W roku wyborów do Sejmu, nie zdobędzie się na to żadna władza. Decyzje trzeba podjąć już, naciskając na to, że to ma być służba ochotnicza.

Tymczasem, my nadal nie mamy śmigłowców, które obiecał poprzednik pana Ministra Błaszczaka, a haniebnie nie dotrzymał publicznie złożonego słowa. Jak również nie mamy nawet granatników przeciwpancernych (i innych typów ich głowic) do masowej obrony przeciwpancernej lekkiej piechoty.

O ile, te śmigłowce można poprzednikowi pana Ministra Błaszczaka wybaczyć z powodów politycznych (z wielkim trudem), to brak granatników jest niewybaczalny. Można je po prostu zamówić i przyjadą ciężarówką – prosto z katalogu producenta, nic lepszego niż, to co ma armia USA, Szwedzi, Brytyjczycy czy Niemcy (konstrukcji rosyjskich nie bierzemy pod uwagę z przyczyn politycznych) – nie wymyślimy, nie zaprojektujemy, chyba że celowo udziwnimy, tak żeby cena wzrosła nadmiernie. Mówimy o zakupie średniej partii sprzętu znanego producenta o standardowych parametrach. Oczywiście lepiej jest samemu produkować, na licencji lub własną konstrukcję, tylko jest tak dramatycznie, że jednorazowy zakup 5000 jednorazowych granatników jest koniecznością. Poza tym to nie jest jakiś szokujący koszt w skali MON, zakup takiej partii kosztowałby mniej więcej tyle ile organizacja defilady w Warszawie i innych uroczystości z udziałem „oprawy” wojskowej.

W przypadku tego zaniechania winę ponoszą poprzednicy. Jeżeli realnie chcemy myśleć o obronie Suwałk i Białegostoku, czyli realnie państw Bałtyckich, to musimy mieć żołnierzy w tym rezerw, a oni muszą mieć granatniki przeciwpancerne – inaczej czołgi i BWP nieprzyjaciela rozjadą ich zasypując żywcem w okopach! Chyba nikt rozsądny nie myśli, że z RPG-7 można strzelać do jakiegokolwiek czołgu? Jeżeli polityczni decydenci nie kupując nowego sprzętu – pozostawiają naszych Żołnierzy praktycznie bezbronnych w obliczu nieprzyjaciela, to praktycznie skazują ich na śmierć. Granatniki być muszą. Dużo. Natychmiast! A zapas uzupełniany. W tym także o inne rodzaje głowic niż przeciwpancerne, to daje wielkie możliwości działania piechoty w starciach bezpośrednich.

Pan Minister Błaszczak ma szansę powstrzymać 29 lat degradacji polskich zdolności obronnych. Czy jego dokonania bliższe będą dokonaniom Marszałka Józefa Piłsudskiego, czy lekarza psychiatry na urzędzie Ministra Obrony Narodowej? Tylko Minister godzien Sobieskiego może przebić Ministra godnego Marszałka Piłsudskiego…

KRAKAUER

Polub Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*