Wyszła z psem na grzyby. Doszło do tragedii

Pierwszego października zaczyna się sezon polowań na jelenie sarny i daniele. Leśniczy Dariusz Z. (34 l.) z Kamieńca kolo Bisztynka w niedziele rano zarzucił strzelbę na ramię i razem z psem ruszył na łowy. Pierwszą ofiarą myśliwego padł spokojny bernardyn Amor (6 l.), którego właścicielka zabrała ze sobą idąc do lasu na grzyby.

– Psa Amora dostałam sześć lat temu od mężczyzny handlującego na rynku w Bisztynku – opowiada Wiesława Bilińska (56 l.) z Troszkowa (Warmińsko-Mazurskie). – Idealnie nadawał się do pilnowania gospodarstwa. Tej niedzieli poszłam z nim do swojego lasu koło gospodarstwa na grzyby. Amor bawił się skraju lasu kopiąc dołki w ziemi.

W pewnej chwili zauważyłam tego myśliwego, szedł po moim rzepaku. Zaczęłam rozglądać się, szukając jakiegoś kija, żeby się obronić przed jego gończym psem, bo on biegł w moją stronę. Wtedy usłyszałam strzał i skowyt Amora. Wybiegłam z lasu krzycząc: co pan zrobił?! A on na to, że zobaczył wałęsającego się psa. Strzelił do niego z piętnastu metrów.

Leśniczy podczas przesłuchania na policji tłumaczył, że bronił się przed agresywnym psem, który go atakował. Strzał, który oddał, miał trafić w ziemię w celu odstraszenia zwierzęcia. Jeśli sekcja zwłok psa wykaże, że strzał padł prosto w komorę sercową, tak jak mają obowiązek strzelać do zwierząt myśliwi, będzie to świadczyło o jego celowym działaniu.

Myśliwy zatarł za sobą wszelkie ślady – denerwuje się właścicielka psa. – Gdy przyjechała policja, darnina przesiąknięta krwią była zabrana. Już w lesie mówił mi, żebym mu to podarowała, bo on jest młody, całe życie przed nim. Później przyjechał do mnie do domu. Proponował odkupienie psa albo dwóch plus karmę dla niego. Odmówiłam, uważam, że sprawą powinna zająć się policja.

– Taki człowiek nie powinien mieć dostępu do broni palnej. Obawiam się o swoje życie i innych ludzi, gdy taki nieodpowiedzialny człowiek biega po polu ze strzelbą. Chcę, żeby odpowiedział karnie za to, co zrobił. Od dawna myśliwi panoszą się po moim lesie jak po swoim. Postawili też nielegalnie bez mojej zgody ambonę do polowań. Żądam jej usunięcia – mówi zburzona kobieta.

Leśniczy nie chciał rozmawiać na temat wydarzeń niedzielnego poranka. Na wszelkie pytania powtarzał tylko jak zacięta płyta: bez komentarza, bez komentarza.

A co na ten temat mówią przepisy? Do 2012 roku prawo pozwalało myśliwym strzelać do psów, które przebywały bez opieki właściciela na terenie obwodów łowieckich w odległości większej niż 200 metrów od zabudowań. Obecnie w ustawie o ochronie zwierząt nie ma takiej możliwości. Myśliwy może pouczyć właściciela o obowiązku opieki nad czworonogiem, ewentualnie może go odłowić i gdy nie jest ustalony właściciel, dostarczyć do schroniska dla zwierząt.

HBO

Polub Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*