Agent Rosji? Amerykanie przyglądają się Macierewiczowi

Minister Obrony od kilku tygodni napędza kasę Tomaszowi Piątkowi. Ale pewnie nie jest z tego powodu szczęśliwy. Choć zapowiadał sprawę sądową , wymiar sprawiedliwości milczy.

Jeszcze mniejsze zadowolenie może być związane z artykułem sprzed 2 dni na amerykańskim portalu

http://www.thedailybeast.com/is-this-defense-minister-a-russian-double-agent

Autor książki o związkach wiceprezesa PiS-u z Kremlem podaje, że portal odwiedza 1 milion internautów dziennie.

Poniżej fragment publikacj i tłumaczenie Aleksandera Szojda-Pallado.

Is This Defense Minister a Russian Double Agent?

In a world shaped by the conspiracies of the KGB, people learned that super patriots could be agents provocateurs, that those who attack traitors might be ones themselves.

WROCLAW, Poland-Polish Defense Minister Antoni Macierewicz, 68, has made a political career sniffing out supposed collaborators with the defunct Soviet Union and agents of the Russian Federation.

But when this man obsessed with Moscow’s machinations took the stand in a parliamentary debate last week to demand that an opposition politician be punished (because in Poland these days, to be in opposition is to be vilified by the government) he was promptly met by derisive chants: “Do Putina! Do Putina!” (Go to Putin!)….

„…CZY MINISTER OBRONY JEST ROSYJSKIM PODWÓJNYM AGENTEM?

Żyjąc w świecie opartym na spiskach KGB, społeczeństwo zdążyło się nauczyć, że nadgorliwi patrioci mogą być prowokatorami – a tropiciele zdrajców sami bywają zdrajcami

WROCŁAW

Polski minister obrony narodowej Antoni Macierewicz (68 l.) zbudował swą polityczną karierę na tropieniu podejrzanych o kolaborację z dawnym Związkiem Sowieckim i domniemanych agentów Federacji Rosyjskiej.

Kiedy jednak podczas zeszłotygodniowej debaty w Sejmie zabrał głos, domagając się ukarania opozycyjnego polityka (a opozycja to dziś dla polskiego rządu synonim zła i występku), wtedy to on, Macierewicz, człowiek ogarnięty obsesją rosyjskich wpływów, usłyszał szydercze okrzyki: „Do Putina! Do Putina!”

Aby ukryć reakcję Macierewicza w tamtej chwili, realizator pokazał widzom tylko ogólny plan sali sejmowej. Skoro jednak przez dziesięciolecia Macierewicz szerzył insynuacje i obrzucał błotem swoich przeciwników – to przecież on na początku lat 90. wprowadził Polaków w uroki postkomunizmu, publikując swą słynną listę wysoko postawionych urzędników, którzy według niego współpracowali z SB – musiał wiedzieć, że to się może tak skończyć.

Żyjąc w świecie opartym na spiskach KGB i jego wschodnioeuropejskich wersji, społeczeństwo zdążyło się nauczyć, że nadgorliwi patrioci mogą być prowokatorami – a tropiciele zdrajców sami bywają zdrajcami.

W tym przypadku, obecny minister obrony spędził siedem ostatnich lat na próbach udowodnienia, że katastrofa lotnicza z 2010 roku – w której zginęli przedstawiciele większości najważniejszych polskich urzędów, a także ówczesny prezydent Lech Kaczyński i jego żona – to nie żaden wypadek, a nikczemny spisek Władimira Putina i jego popleczników. Samolot leciał bowiem do Smoleńska, rosyjskiego miasta obok Katynia, gdzie przed siedemdziesięciu laty Sowieci wymordowali tysiące polskich oficerów.

W powszechnie obśmianej próbie udowodnienia swojej spiskowej teorii, Macierewicz powołał się nawet na eksperyment z użyciem wybuchających parówek, które miały symulować kadłub samolotu.

Podczas wizyty prezydenta USA Donalda Trumpa w Warszawie w zeszłym miesiącu, ten podobno obiecał w obecności Telewizji Polskiej (TVP, publiczny nadawca), że zrobi co w jego mocy, by sprowadzić wrak samolotu z powrotem do Polski. Macierewicz pospieszył z potwierdzeniem, że prezydent Stanów Zjednoczonych, z którym odbył pięciominutową rozmowę, mówił o tym wprost i z ogromną determinacją.

– Przez Macierewicza wszelkie analizy działań Kremla w Polsce zaczęły wyglądać jak kolejne teorie spiskowe – powiedział Daily Beast dziennikarz śledczy Tomasz Piątek. Twierdzi on, że dziennikarze piszący dobrze udokumentowane artykuły o weryfikowalnych rosyjskich intrygach sami dostawali się pod ostrzał liberałów, którzy kazali im „spadać do Macierewicza z tymi szalonymi pomysłami”.

W międzyczasie, wśród chaosu wywołanego przez polski rząd usiłujący wprowadzić w kraju autorytarny reżim, Macierewicz i jego ludzie stale grają na nacjonalistycznej nucie, aby przysłonić własne niewątpliwe porażki.

Polskiemu wojsku niezbędna jest modernizacja i nowy sprzęt. Niestety, wciąż nie może ono doczekać się helikopterów po tym, jak w październiku zerwano umowę z Francuzami. Zastępca Macierewicza krytykom – jakby to ująć – kazał się odpieprzyć, bowiem „to Polacy uczyli Francuzów jeść widelcem”.

Najnowszym priorytetem ekstrawaganckiego, nacjonalistycznego ministra obrony jest stworzenie ochotniczych oddziałów złożonych z cywilów, którzy broniliby Polski przed, jak to określił, „prawdziwym wrogiem”, to jest Rosją.

Członkowie tej formacji już są rekrutowani z rosnącej liczby nieformalnych grup paramilitarnych. Po dołączeniu do obrony terytorialnej ich członkowie dostają karabiny do ręki, ale nie przechodzą całego żołnierskiego szkolenia. W przeciwieństwie do regularnego wojska, trudno przewidzieć, jak zachowaliby się w przypadku zamieszek czy innych niepokojów społecznych. A niepokoje z pewnością będą.

Opublikowany w zeszłym roku raport Narodowego Centrum Studiów Strategicznych sugeruje, że ta nowa armia ochotników mogłaby zostać wykorzystana do „odstraszania działań antyrządowych”, być może za pomocą karabinów maszynowych. W dokumencie cytowani są dwaj eksperci Centrum, Grzegorz Kwaśniak i Krzysztof Gaj. Macierewicz zatrudnił ich, aby opracowali koncepcję strategiczną dla obrony terytorialnej. Kwaśniak jest zdania, że NATO tylko gada, a nie działa, a Gaj oświadczył, że popiera rosyjską inwazję na Ukrainie.

– Cokolwiek zrobi Macierewicz, można być pewnym, że na Kremlu otworzą wtedy szampana – mówi politolog Radosław Markowski. Wspomina też, że kiedy ponad dekadę temu Macierewicz nieudolnie próbował dowieść spisku w rozwiązanych już Wojskowych Służbach Informacyjnych (ówczesny polski wywiad wojskowy), zdradził przy tym personalia dziesiątek szpiegów służących po jego stronie.

Nie tylko krzykacze w polskim parlamencie niepokoją się kwestią wiarygodności ministra. W artykule opublikowanym w kwietniu tego roku polski tygodnik „POLITYKA” przytoczył słowa przedstawicielki MI6, która stwierdziła, że czystki w instytucjach publicznych (szczególnie w wojsku) prowadzące do obsadzania stanowisk nominatami politycznymi każą oczekiwać „masowych prób infiltracji przez służby rosyjskie”, które „zechcą umieścić w polskiej administracji tak wielu swoich ludzi, jak to możliwe”.

Dodała też, że „wobec wyzwań ze strony Rosji Polska nie jest już postrzegana jako sojusznik, ale jako zagrożenie dla całej wspólnoty”.

Martwi to również dziennikarza śledczego Tomasza Piątka. Jego nowa książka, zatytułowana „Macierewicz i jego tajemnice” opisuje sieć powiązań, które – jak twierdzi Piątek – nie tylko łączą Macierewicza z tajnymi rosyjskimi służbami, ale nawet z międzynarodowymi gangsterami np. z mafii sołncewskiej. Piątek pisze, że sieć ludzi otaczających Macierewicza to najgroźniejsza broń Putina.

Oskarżenia Tomasza Piątka wobec Macierewicza są szokujące. Kiedy jednak niedawno spotkałam się z nim we Wrocławiu, Piątek oświadczył, że nie wyobraża sobie, by stronnicy Macierewicza (ci sami, którzy mimo braku dowodów wierzą, że Rosja była zamieszana w śmierć polskiego prezydenta) w ogóle wzięli pod uwagę jego doniesienia.

– Atakują mnie – powiedział Piątek, odnosząc się do rządowych mediów. – Mówią, że książkę odrzucili najwięksi wydawcy, co jest nieprawdą, oraz że dorastałem w Pruszkowie, co ma stworzyć wrażenie mojego powiązania z mafią pruszkowską.

– Obie grupy są zamknięte w swoich bańkach – twierdzi Michał Romanowski z German Marshall Fund w Moskwie. – Chcą mobilizować swoje elektoraty. Każdy z nich jest wystawiony na działanie mediów promujących narrację danej strony i tylko nią zainteresowany.

Prywatni nadawcy telewizyjni, tacy jak TVN24, zapraszają jednak polityków PiS do swoich programów. Ale lider PiS Jarosław Kaczyński, brat zmarłego prezydenta, określa niezależne media i ich odbiorców mianem „gorszego sortu” – i zabrania politykom PiS pojawiania się w nich. Tymczasem polska telewizja publiczna TVP straciła już 1,3 mln widzów. Radosław Markowski, sześćdziesięciolatek, twierdzi, że „tak wstrętnej propagandy” nie pamięta nawet z czasów sowieckiej okupacji.

To wciąż nie tłumaczy sytuacji, w której książki Piątka sprzedają się błyskawicznie, podczas spotkań autorskich trudno znaleźć wolne krzesło, a minister obrony narodowej w dalszym ciągu nie odniósł się do opublikowanych oskarżeń w oficjalnym oświadczeniu.

Grzegorz Rzeczkowski, redaktor centrolewicowego tygodnika „POLITYKA”, mówi wprost: – Politycy Prawa i Sprawiedliwości czytają uważnie każdy artykuł na temat partii. I reagują bezpardonowo, jeśli znajdą najdrobniejszą choćby nieścisłość. Kiedy nie słychać żadnej reakcji, to zwykle znaczy, że autor miał rację.

Macierewicz nie próbował też sądowego pozwu o zniesławienie. Zamiast tego zrobił coś, czego w Polsce nie widziano od 1989 roku: zawiadomił Departament do Spraw Wojskowych Prokuratury Krajowej w sprawie stosowania przez 43-letniego dziennikarza „publicznego znieważania lub poniżania” oraz „przemocy lub groźby wobec funkcjonariusza publicznego”. Ten ostatni zarzut może być interpretowany jako akt terroryzmu – typowa wymówka współczesnego populisty, usprawiedliwiająca nadużycia władzy….”

ZBIGNIEW JACNIACKI, NEON24.PL

Polub Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*