Dziwne zakupy MON. Tę broń stosowano w czasach zimnej wojny

Obrona przeciwlotnicza? Wciąż nic. Śmigłowce wielozadaniowe? Czekamy. Nowoczesne systemy rozpoznania? Nic z tego. Tymczasem MON stawia na broń agitacyjną rodem z czasów zimnej wojny! Odpowiedzialny za zakupy sprzętu dla armii Inspektorat Uzbrojenia zamierza kupić 2000 sztuk ręcznego miotacza ulotkowego i 1400… rakietowych pocisków ulotkowych!

Chodzi o pociski, które zamiast materiałów wybuchowych zawierają ulotki propagandowe. Można nimi ostrzeliwać np. okrążone zgrupowania żołnierzy przyjaciela.

– Takie miotacze materiałów propagandowych były popularne w Układzie Warszawskim, bo w przekonaniu kierownictwa miały one złamać potęgę NATO – mówi Faktowi były wiceminister obrony gen. Waldemar Skrzypczak (61 l.). Czasy Układu Warszawskiego słusznie minęły. A czy taki sprzęt może mieć dzisiaj zastosowanie? Skrzypczak, ledwie tłumiąc śmiech, odpowiada, że „nie jest w stanie tego ocenić”, ale nie widzi możliwości zastosowania takiej „broni” na dzisiejszym polu walki. Łagodniejszy w ocenie dla planów szefa MON Antoniego Macierewicza (68 l.) jest Mariusz Cielma, redaktor naczelny „Dziennika Zbrojnego”. Ekspert przypomina, że „zdobywanie serc i umysłów” jest ważnym elementem działań wojskowych.

– Tego typu wyposażenie nie jest wymysłem obecnego kierownictwa MON. Takie dialogi techniczne prowadzono już 3-4 lata temu. Propaganda jest nieodzownym elementem działania sił zbrojnych, bo ktoś może chcieć oddziaływać np. na okrążonego nieprzyjaciela – tłumaczy Cielma. Pytanie tylko po co polskiej armii takie ilości tego wyposażenia i to w czasie, gdy wojna propagandowa w świecie toczy się w internecie, w mediach społecznościowych?

FAKT.PL

Polub Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*